środa, 17 października 2012

Epiloog!

*30 lipca 2013r., klub*
    Ta noc zapowiadała się naprawdę nieźle... Bo to nie inna okazja, a mój wieczór panieński! Po tych wszystkich rehabilitacjach, należy mi się coś od życia! Pierwszy raz moje życie opiłam na osiemnastce, która odbyła się niedawno. Każdy miał przyjść w jakimś przebraniu. Loui wybrał... chwasta. Na mojej osiemnastce, był chwastem...!
    Do tego klubu wbiłyśmy tylko, żeby jakoś zacząć tą imprezę. Wypiłyśmy po drinku i poszłyśmy tańczyć. Densiłam z jakimś kolesiem, a nagle ktoś mnie złapał od tyłu.
Z-No hej piękna, zatańczymy?
J-Zayn? Co ty tu robisz?
Z-Jestem na wieczorze kawalerskim.
J-Akurat ten klub?
Z-Lou się uparł, bo on jest podobny do tego z Australii. A wiesz co zrobiliście po tej imprezie...
Zaśmiał się, a ja zaczęłam szukać wzrokiem Louiego.
J-Ja lepiej wiem, jak i gdzie powstało moje dziecko. Gdzie jest...
Ktoś mnie złapał za dupę.
Lo-Buu!
J-Louis... Wy zwijacie czy my?
Lo-Czemu nie chcesz się ze mną bawić?!
Zapytał z udawanym oburzeniem.
J-Zgaduj. To pa, widzimy się jutro!
Lo-O ile nie obudzę się np. w Japonii...
J-Nie fantazjuj. Jutro. 16.00. Kościół. Nie spóźnij mi się!
Wypiłyśmy jeszcze po drinku i ruszyłyśmy do limuzyny. Kiedy opróżniłyśmy pierwszą butelkę szampana, otworzyłyśmy dach śpiewając coś bez sensu. Nagle naszła mnie myśl żeby poflirtować z kierowca (no wiecie, reklama playboya ;D). Rozsunęłam prze działkę, a kierowcą okazał się nikt inny tylko... Mazzi! Tak, ten Mazzi, przyjaciel Li.
J-Co ty tu...?
M-Jestę kierowcę limuzynę!
A-Z Mazzim wszystko jest możliwe!
C-Ale nie mów, co my tu robiłyśmy! Żebyśmy się dobrze zrozumieli koleżko.
M-Jasne. To gdzie teraz?
Olka szepnęła mu coś i ruszyliśmy. Znów wystawiłam łeb przez szybę i akurat, kiedy staliśmy na czerwonym, przechodzili fani. Poprosili o autograf.
J-A czy ja mogę zaśpiewać wam jakąś piosenkę? Proszeę!
Lekko zszokowani zgodzili się.
J-Czekajcie... Ta piosenka zaczynała się jakoś... Roka, jak zaczynała się ta taka piosenka?
R-Nie ma żadnej piosenki. Ona nie istnieje rozumiesz?!
J-Ale jak to?! Jeszcze dzisiaj ją nuciłam...
M-Przed chwilą dzwonił do mnie Obama. Kazał ci przekazać, że usunął tą piosenkę ze świata.
J-Czemu akurat Obama?
M-Tylko on, ma mój numer...
A-Nie zaśpiewasz jej. Jedziemy.
Mimo mojego zszokowania, tak zrobiliśmy. Siedziałam już cicho i wyszłyśmy do następnego klubu. Było tam tak jakoś puściej. Jak się okazało, czekał na nas (a konkretnie mnie) striptizer. Na specjalną prośbę, przebrał się za marchewkę...
*Liam*
    Chyba o tej godzinie, tylko ja mniej więcej kojarzyłem kim jestem. Po długiej zabawie, dosiadłem się do Lou i Harolda, aby odpocząć.
H-No, a więc już będziesz umiał zrobić ten rosół?
Lo-Jasne, dzięki Hazz, kocham cię.
Li-Co wy robicie?
H-Daje mu kilka rad, jak być przykładnym mężem.
Z-Ile ty i Chris jesteście po ślubie?
Dosiadł się mulat, pieprząc coś.
H-Ja i Chris... To już będą 3 lata niedługo... Jak ten czas szybko leci...
Lo-Jaka Chris?
Z-Taka mała blondyneczka. Ona jest chyba żoną loczka. Liam, sądzisz, że jestem złym przyjacielem? Za Chiny nie mogę sobie przypomnieć ich wesela...
Wesele... Zrobili mi już wodę z mózgu. A jak Harry rzeczywiście jest żonaty? Lepiej zmienić temat.
Li-Gdzie jest Niall?
Nagle ochroniarz do nas podszedł.
O-To wasz kolega?
Pokazał na Horana.
Li-Yyy, tak. O co chodzi?
O-Znalazłem go w szafie, na zapleczu, jak szukał Narnii. Rozwalił ją i ktoś musi ponieść koszty.
Z-Ja go nawet nie lubię!
Zostawiliśmy mu jakieś namiary na nas i uciekliśmy z tego klubu. Nagle Tommo usiadł na środku ulicy.
Lo-Nie idę dalej.
Z-Czemu?
Lo-Chłopcy... Gdzieś tu, w Londyńskim zoo, są miliardy zwierząt uwięzione w klatkach. Moje ulubione to koczkodany.
Wstał i ruszyliśmy dalej.
N-Poszukajmy przygód!
Li-Co?!
Lo-Właśnie! Doskonały pomysł! Nie znam jeszcze każdego zakątku Londynu i tej nocy mam okazję poznać. Chodźmy do sklepu po prowiant i na wycieczkę!
Szliśmy i szliśmy i zatrzymaliśmy się na jakiejś podejrzanej dzielnicy. Niall z Hazzą szli przodem. Nagle blondynek przeczytał jakieś 'grafiti':
N-Ruchaj mnie!
*chwila ciszy*
H-Lubie jazz...
Mówiąc to, ściągnął Horanowi spodnie do kolan, a ten się chyba nie zorientował, bo nic z tym nie zrobił.
Z-*krzyk* Zakładaj spodnie, rozwścieczałe fanki biegną!
Lo-Na dach!
Wspięliśmy się po drabince na dach.
Li-Gdzie ty masz te fanki?
Z-Zmyśliłem to, nie chciałem żeby się przeziębił...
N-Kocham cię.
Lo-Lepiej pomyślmy jak stąd zejść...
Zastanawiał się Loui i za chwilę wisiał na rynnie.
Lo-Ej, wiszę se.
N-Skocz.
Lo-Boje się. Niech mnie ktoś przytuli!
Styles też se zawisnął i go przytulił. Ja za to postanowiłem zejść tą samą drogą, którą weszliśmy-drabinką. Pomogłem reszcie zeskoczyć, bo stwierdzili, że ta drabina była 'oszczana przez amerykańskie pingwiny'.
Z-Pójdźmy.
Poszliśmy. Nagle zaczepiły nas jakieś dresy...
-Czego tu szukacie?
N-Zgubiłem moją wuwuzele.
Li-Taa, kolega bez niej nie zaśnie...
H-Włożył bym sobie banana między nogi...
-Ej, może pomóc wam szukać?
Lo-Chętnie.
Nie wierze... Nasi nowi kumple pytali się jaki kolor, gdzie ją ostatnio widział, czy był z nią bardzo związany...
N-*szept* Loui, ja naprawdę nie zasnę bez tej wuwuzeli?
Lo-Zróbmy szybki test! Połóż się, sprawdzimy czy uśniesz.
Po 5 minutach, chrapanie Niallera było głośniejsze od Big Bena. Pożegnaliśmy dresów, wzięliśmy go pod pachę, zdjęliśmy buty i ruszyliśmy boso przez świat...
*Jula*
    Striptiz pana marchewki, nawet przypadł mi do gustu, ale mój, w następnym klubie, był lepszy! Otrzymałam gromkie brawa. Zaraz po tym zaczęłyśmy grać w butelkę. Z racji tego, że to mój wieczór, kręciłam pierwsza. Wypadło na Cher.
C-Na pierwszy ogień wyzwanie...
J-Musisz... Położyć się na podłodze i gdacząc, udawać, że pływasz!
Tsaa... Wykonała zadanie, a barman chciał dzwonić na pogotowie, bo myślał, że się naćpała i coś jej jest. Na szczęście mamy takie coś, jak urok osobisty i nie wyrzucił nas z klubu. Teraz Cher zadawała pytanie Olce.
C-Jakbyś mogła jutro nie mieć kaca, to zjadłabyś swój obcas?
O-Już wcześniej myślałam nad tą opcją. Tak, zjadłabym, w końcu jestem narzeczoną Horana... A dasz mi gwarancję?
Cher pobiegła po jakieś niezłe ciacho i zdjęła mu koszulkę. Napisała jej gwarancję, szminką, na jego brzuchu (żeby było przyjemniej) i zrobiła zdjęcie pamiątkowe.
O-Myślicie, że są ciężko strawne?
Odgryzła kawałek swojego buta! Wtedy nagle do pubu wbił Mazzi.
M-Dale a tu cuerpo alegria a Macarena 
Que tu cuerpo es pa' dale alegria y cosa buena 
Dale a tu cuerpo alegria a Macarena 
Eh Macarena!
R-Mazz, zdradziłam cię z cyganem!
M-Uhuhu bitch please, on jest zwykłym parapetem!
A-Pojedźmy w jakieś ciekawe miejsce!
M-Mówisz masz..
Wskoczyłam na stół, zatańczyłam dla barmana, powariowałyśmy trochę i zwinęłyśmy do auta.
O-Gramy w co wolisz?
Przystałyśmy na propozyjszyns.
R-Więc co wolicie... Znaleźć w swoim łóżku czyiś palec czy zjeść mięso z kota?
J-Palec. Samotne palce są takie kochane... Teraz ja! Wolałybyście żeby Olka pożarła wasze ulubione buty czy żeby Mazzi włożył wam rurkę do nosa i wypił mózg?
C-Ja bym wolała zostać bez mózgu niż bez butów!
A-Wolałybyście znieść jajko czy zostać na bezludnej wyspie, sam na sam z psychopatą.
O-Ja bym wolała psychopatę. Może jednak okazał by się dobrym żółwikiem?! Nie każdy psychopata jest zły! Uh, jesteście takie nietolerancyjne, wobec zwierząt!
M-Teraz ja mówię! Wolałybyście obudzić się jako krokodyl czy przez 5h być w żołądku Niallera?
J-Ja to się obudzę jutro jako krokodyl...
    Obudziłam się w jakimś klubie... Pierwszy w oczy rzucił mi się Mazzi.
J-Gdzie jesteśmy.
M-To klub mojego kumpla...
O-Wracajmy do domu...
M-Z tym może być mały problem...
Popatrzyłyśmy na niego przerażone.
M-No bo... jesteśmy w Paryżu.
J-Mazz, zabierz nas do domu, nie rób sobie żartów. Mam zaraz ślub!
Kiedy z klubu pojechaliśmy na lotnisko, uwierzyłyśmy mu. Kiedy zobaczył nasze miny, miał chyba małe poczucie winy.
M-Ale adrenalinka chociaż jest. Spoko wylatujemy za 15 minut.
    Już w Londynie, w drodze do domu, spojrzałyśmy na telefony.
R-Hmm... Interesujący SMS od Zayna... "Jestę kurczakię!".
J-Tiaa, a Lou mi napisał "Zamieniam się w kibel.".
C-Oj... Wysłałam SMS do mojego kuzyna "Przeleć mnie!"...
O-Ktoś dawał mi zadanie żebym napisała do 10 przypadkowych osób "Jestem w ciąży."?
A-Nie pamiętam... A co ci odpisali?
O-Simon "Gratuluje!", mój dziadek "Matko boska! Nazwij chociaż dziecko po mnie albo po babci.", manadżer "Nie pijcie więcej.", a Zay "Czajnik z ciebie!". Reszta nie odpisała...
    Zaraz będę miała nazwisko Tomlinson. Taa, moje marzenie... Boję się trochę. Dobra, sram w gacie jak nigdy! Byłam już całkiem gotowa, limuzyna czekała przed domem... A ja... ja stałam i patrzyłam w lustro. Zobaczyłam za sobą Harrego.
H-Ślicznie wyglądasz.
J-Widzisz masz ostatnią okazję, żeby ze mnie poderwać, bo za chwilę będę prawnie zajęta...
Zaśmiał się słodko.
H-Loui czeka w aucie, królewno. Moja narzeczona też. Nie bój się...
J-Aż tak widać? Ale chociaż kaca nie miałam...
H-Mogę z tobą zatańczyć pierwszy taniec? Tzn. ten po tańcu z Tommem.
J-Kocham cię braciszku...
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy.
Lo-No, ale żeby się obudzić w Paryżu?!
C-Też myślałam, że prędzej to wy, znajdziecie się w takiej sytuacji...
J-A wy co robiliście?
Lo-Pamiętam, jak gadaliśmy co robiliśmy na ślubie Hazzy i Chris.
C-What the fuck?!
H-Sorry...
    Przed kościołem już wszyscy czekali. Muzyczka i uroczyste wejście... Msza minęła mi w mgnieniu oka...
Lo-Ja Louis biorę sobie ciebie Julio za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę, aż do śmierci...Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Mówiąc to patrzał mi prosto w oczy. Prawie się pomylił, odmieniając moje imię i mówiąc je całkiem po polsku, ale udało się. Niby kościół był pełny, ale teraz byliśmy tylko my... Teraz moja kolej, problem w tym, że nie mogłam wykrztusić słowa...
J-Ja Julia biorę sobie ciebie Louisie za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci...
I się rozryczałam... W końcu to ja.
J-Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
No to teraz obrączki...
Lo-Julio przyjmij tę obrączkę na znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Powtórzyłam to samo. Krótki, ale namiętny pocałunek i wyszliśmy z kościoła. Zamiast ryżu sypali na nas płatkami róż. O wiele fajniej wyglądało. A no i oczywiście białe gołębie... Po za tym to wesele będzie kompletnie Polskie. Angielskie obyczaje są takie... nudne.
    Weszliśmy już do pałacyku, zjedliśmy pierwszy posiłek i zaczęły się też pierwsze tańce... Najpierw walc (?) z Louim. Wszyscy patrzyli i podziwiali jak Anka nas nieźle wyszkoliła... Następnie oczywiście zajął się mną Hazz, tak jak obiecał.
H-Moje biedactwo płakało...
J-Ja ci się zaraz pośmieje, Styles!
H-Mimo tych wszystkich zobowiązań w kościele, nic się nie zmieniłaś! Nie będę mógł się przyzwyczaić do twojego nowego nazwiska...
J-Haha, jęstę Tomlinsonę. Ja też nie...
    Poszliśmy trochę pogadać z gośćmi. Najpierw z dziadkami Lou.
BL-To była najlepsza decyzja w waszym życiu! Idealnie do siebie pasujecie!
DL-Taa, jakby Loui się z nią nie ożenił to...
BL-To co?
DL-To ja bym to zrobił!
Lo-Widzisz dziadku, kto pierwszy ten lepszy!
Oblecieliśmy jeszcze kilka stolików, porozmawialiśmy z bliskimi... Dlaczego nie ma tu mojego ojca? Nie miał mnie ktoś odprowadzić do ołtarza, zatańczyć, przemówić... Ugh... Kiedy nie widziałam się z nim już jakieś 4 lata, obmyślałam, że i tak zaproszę go na ślub. I z nim zatańczę. Tak jak córka z ojcem...
    Kiedy atmosfera się rozluźniła [czytać: towarzystwo było już po paru głębszych], nadszedł czas na grę. Musiałam spośród kilku facetów rozpoznać Lou, dotykając ich... po pośladkach. On będzie musiał to samo zrobić z kobietami tyle, że po biuście. Nie ma to jak orgia na weselu, haha. Moje zadanie akurat było prościutkie, ze względu na jego zacną dupencję. Pierwsza... Hm... To Harry! Może nie będę tego mówić na głos? Druga... To na 100% nie Lou... Może mój kuzyn? Haha. Następna...
C-I co?
J-Nie, nie, nie... To Zayn!
R-Ty lepiej męża szukaj!
Następna dupa była jego! Odsłoniłam oczy. Usłyszałam brawa. No ludzie jak ja się miałam pomylić? Jak raz jej dotkniesz, nie zapomnisz o niej... haha. Teraz Loui... Przechodził po kolei i tylko "nie, nie, nie...". Zatrzymał się przy mnie i nagle zaczął mnie całować. Wszyscy oczywiście krzyczeli "gorzko".
J-A jakbym to nie była ja?
Zapytałam szeptem, ze śmiechem.
Lo-To miałbym miłe wspomnienia ze ślubu! Skąd ty znasz dupy każdego?
J-Kocham cię.
Lo-Odpowiedź na każde pytanie...
Zaśmialiśmy się i wyszliśmy na chwilkę na zewnątrz.
Lo-Wiesz jak się bałem, kiedy ci się oświadczałem?
J-Jak?
Lo-Prawie tak bardzo, jak cię kocham. Jeszcze to były oświadczyny przed całym światem... Co sobie wtedy pomyślałaś?
J-"Awww!" I jeszcze "a dobra, hajtnę się, co mi tam!".
Lo-Wiesz gdzie kupiłem ten pierścionek?
J-?
Lo-W Polsce.
J-Naprawdę?
Moje oczy zaświeciły się ze zdumienia.
Lo-Naprawdę. Bo ja *po polsku* kocham cię.
    Kiedy wróciliśmy do środka, wszyscy goście byli skupieni na Harrym.
H-Młodzi już są, czas więc na przemowę! Ich miłość od początku była dość śmieszna... Loui, niby przypadkiem wpadł na Jule, ale nie ma co ukrywać, rozegrał to nie do końca mądrze...
Lo-Jak widzisz, są efekty...
H-Bo macie mnie! Pewnie większość nie wie, że oni już brali ślub... Taki udawany, po dniu znajomości... I niech mi ktoś powie, że to nie przeznaczenie! Tak naprawdę mało czasu byli sam na sam, bo większość spędzaliśmy w grupie, ale sądzę, że wykorzystywali każdą chwilę doskonale... Kiedy się kłócili, my mieliśmy niezły ubaw, bo naprawdę były to błahe rzeczy, a oni naprawdę nie umieją się na siebie gniewać... Np. kiedy Tommo przewrócił ich rowerek wodny i musieli płynąć sobie przez Tamizę... Ich oświadczyny, były za to uroczyste i romantyczne... Z wieczorem panieńskim i kawalerskim, to szczerze mówiąc, myślałem, że my bardziej zaszalejemy... Tymczasem, dziewczyny obudziły się dziś w Paryżu!
Hazz jeszcze chwilkę przemawiał. Byłam na prawdę wdzięczna Bogu, że nie zabrnął za daleko w opowiadaniach o naszych przeżyciach...
    Nadszedł czas na wybranie nowej pary młodej! Zdjęłam swój welon, a wszystkie panny ustawiły się za mną. Hop! Welon trafił do... bliźniaczek! Nie wiem, jak one go złapały we dwie, ale z dziećmi wszystko jest możliwe! Uhuhu ciekawe kto będzie z kawalerów... Harry! Włączyli im do tańca piosenkę typu "przeleć mnie", haha, ja nie mogee... Moje szwagierki tańczyły stojąc na stopach loczka. Ślicznie razem wyglądali...
J-No to masz konkurencję, Cher...
C-No widzisz, źle rzucałaś!
    To wesele trwało i trwało... Nawet nie wiedziałam dokładnie która godzina...
J-Uwaga, teraz będzie mega odjazd... My Red Heels i One Direction zaśpiewamy piosenkę z Take Me Home-Summer love, ponieważ...
Lo-Ponieważ cała nasza przygoda zaczęła się w lato...
Zaśpiewaliśmy jeszcze oprócz tej z trzy piosenki i zaczęłam przemawiać.
J-Moja mama zawsze ciekawi się, czemu jestem akurat piosenkarką, a nie np. lekarzem... Muzyka to magia... Dzięki muzyce poznałam moich przyjaciół i męża, jej jak to poważnie brzmi. Dzięki muzyce mogłam przeżyć nawet te najgorsze dni. Dzięki muzyce wspięłam się na szczyt moich największych marzeń, a to one się najbardziej liczą w życiu... Dzięki muzyce wybudziłam się ze śpiączki... Dzięki muzyce tak naprawdę żyję... To fascynujące... Więc mamo, właśnie dlatego, muzyka jest moim życiem...
______________________________________________________________

Jeejuś! Równo pół roku temu, dodałam na tego bloga pierwszy post... No i potem to już z górki te 80 rozdziałów... Dziękuję wszystkim, którzy to czytali ♥! Upiekłam wam babeczki nawet dzisiaj:

(z budynieem w środku ^^)
Możecie się do mnie zgłaszać po obiór, haha. ;) A, no i przypominam o mojej prośbie, żeby każdy kto przeczyta ten epilog dodał komentarz. Może być coś typu "Blog był ok" (oczywiście jak sądzicie, że był ;p)
Ważne, żeby każdy coś dodał. Dzięki ♥!
*chwila wzruszenia* Wow, ten blog był serio ze mną pół roku... Szłam do szkoły-wymyślałam rozdział, jadłam obiad-wymyślałam rozdział, odrabiałam lekcję-wymyślałam rozdział... Różnie powstawały; niektóre w nocy, niektóre kiedy byłam nie do końca trzeźwa... Niby mam jeszcze drugiego (take-me-to-wonderland-onedirection.blogspot.com jaka reklamka xd), ale to nie to samo... Pamiętam też wpadki na tym blogu np. zanim Lou się oświadczał, 14 lutego, pojechali na łąkę... pełną kwiatów! Zapomniało mi się trochę, że prędzej była to łąka pełna śniegu...
Wgl. warto dodać, że aktualnie mam 369 komentarzy! A no i Polacy strzelili dziś gola w 69 minucie (jestem dumna ♥)
PS dawajcie adresy blogów i twittery!
PS 2 To naprawdę ostatni post! (tak, wiem, że przeżywam to jak mrówka okres haha)
PS 3 Wiem, że masakrycznie długi epilog, ale to tak na zakończenie... ;3
Więc kochaam was i dzięki jeszcze raz ♥! See you soon!

piątek, 5 października 2012

80. Marzenia...

    Gadałam chwilkę z Louim (właściwie to mnie ciągle przepraszał) i do sali zapukał Nialler.
N-Przyjechaliśmy już...
J-Kocham cię. I na dodatek pamiętam!
N-Też cię kocham. Tyle, że ja cię tak po chamsku nie zapomniałem!
J-Moglibyście się ewakuować? Pogadam z lekarzem.
Lo-Też chcę z nim pogadać!
J-Spadaj, to mój lekarz, nie twój!
Zgodzili się i najpierw zabrali mnie na badania.
J-A więc co ze mną?
L-A jak się pani dziś czuje?
J-Źle, więc proszę nie owijać w bawełnę...
L-Będzie konieczna jeszcze jedna operacja... Nie znamy dokładnej daty...
J-Jak skomplikowana? Tylko proszę mówić prawdę, chcę wiedzieć na czym stoję.
L-Bardzo. To operacja mózgu...
J-Przeżyje?
L-Nie można nigdy obiecać, że wszystko będzie dobrze...
J-Czyli, że nie?
L-Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie!
J-Ale jest większe prawdopodobieństwo na tak, czy na nie?
L-Operacja jest bardzo trudna... Rzadko kiedy, jestem tak szczery z pacjentami...
J-Mogłabym zostać sama?
Wyszedł bez słowa, a ja zaczęłam płakać. Kiedyś chciałam się zabić, bo wydawało mi się, że życie straciło sens, ale teraz w życiu bym tego nie zrobiła. Teraz, kiedy najpewniej umrę. Bo to mi chciał powiedzieć ten lekarz! Muszę jakoś udawać przed resztą, że tej rozmowy nie było...
    Kiedy już się ogarnęłam, zawołałam Zayna.
J-Więc słuchaj... Chciałam zobaczyć co o tym wszystkim piszą w internecie...
Z-Na pewno?
J-A czytałeś już to?
Z-Częściowo...
J-Dawaj!
Połowa trendsów o tym... Po za tym, plotki z tego feralnego wieczora, np. że odleciała mi głowa. Mhm, dobrze wiedzieć. Na innym portalu pisali, że mam tylko wstrząs mózgu, a reszta to zwykle kłamstwo. Chciałabym. Na Twitterze podali datę mojego pogrzebu. Starałam się nie rozryczeć, bo Malik miałby wyrzuty sumienia, ale nie udało się. Ciekawe co teraz myślą fani? Kiedy przeczytałam tweety typu: "Nie przeżyje tego, jak usłyszę o jej pogrzebie..." to zrobiło mi się słabo.
Z-Wiedziałem, że to był zły pomysł... Przepraszam, przez to wszystko, nie myślę.
J-Nie, Zay. Dziękuję.
    Loui czuwał przy moim łóżku, a ja intensywnie myślałam. Trzeba się jakoś pożegnać... Z fanami i resztą... Nie będę zostawiać żadnych listów, powiem wszystko dziś...
*Louis*
J-Weźmy ślub...
Lo-Co?!
J-Weźmy ślub, najlepiej dziś, nie wiem kiedy będę miała operację...
Lo-Jaką operację?
J-No mózgu... Nie gadajmy o tym, chcę umrzeć jako twoja żona...
Lo-Co ty pieprzysz?! Umrzesz jako moja żona, ale możemy wziąć ślub jak tylko stąd wyjdziesz! Kupię ci najpiękniejszą białą spódniczkę, jaka jest na świecie!
Uśmiechnęła się do mnie lekko, a ja ledwo powstrzymywałem się od łez.
J-Sukienkę, Loui, sukienkę... Biała piżamka mi wystarczy... Lou, proszę. Załatwisz to? Mi też jest ciężko, bo nie umiem się żegnać...
Lo-Jakie żegnać?
Moje serce rozpadło się na miliony kawałeczków... Łzy zaczęły napływać do oczu. Ja się z nią nie mam zamiaru żegnać! Nie, nie, nie!
Lo-Dobrze, skoro chcesz to weźmiemy ten cholerny ślub dzisiaj!
J-Wiesz co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze? Jechałam na cmentarz...
Znów cisza. Ona też zaczęła płakać...
J-Ale pochowacie mnie koło Keva, co nie?
Czy ona nie rozumie, że kompletnie mnie dobiła takim gadaniem?! Nie wytrzymałem i skierowałem się do drzwi. Jednak zanim wyszedłem, dodałem coś jeszcze.
Lo-Nie pamiętasz? Żyjemy razem, albo w ogóle!
*Jula*
Ugh... Jakie to wszystko ciężkie... Nie chcę nikogo zranić, kurnaa. Wtedy do sali weszła nasza menagerka.
M-Hej. Jak się czujesz?
J-Cześć... Źle.
Który raz już to powtarzam?!
M-Widzisz jak to jest jak się robi w... balona ludzi...
J-Tak wagary to moja sprawka... Ale nie żałuje, bo to był mój ostatni odpał.
M-Nie mów tak.
Kur.wa. Ci ludzie mnie tak... denerwują. Mam sobie wmawiać, że wszystko będzie ok?
    Czas na fanów! Poprosiłam Li, żeby załatwił mi jakąś kamerę. Ustawił i mogłam już mówić...
J-Yyy hej... Może na początek: nie odleciała mi głowa, jak przeczytałam w internecie, ale nie jest ze mną najlepiej... Nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze dla was zaśpiewam, nie wiem co z płytą... Nic nie wiem. Trochę głupio się czuje, że zobaczycie mnie w takim stanie, ale co mi tam! Lepiej chyba tak niż w ogóle... Powiem wam ciekawostkę, że dziś zostanę panią Tomlinson! Tak, będę panią Zagładą! Wolałabym wziąć ten ślub w innych okolicznościach, ale cóż... Dobra, do rzeczy; Chciałam żebyście wiedzieli, że bardzo mocno was kocham. Dziękuje każdemu fanowi za to, że jest i przykro mi, że nie miałam okazji wszystkich was przytulić! To okropne, że jednego dnia normalnie funkcjonujesz, przebierasz się za teletubisia, a drugiego leżysz nie mogąc się ruszyć... Po prostu czekając na śmierć... Mam dla was prośbę, apel, czy jak to nazwać; realizujcie swoje marzenia! Ja większość mam odhaczoną, więc już mogę się udać do Kevina... To jest najważniejsze! Nie czekajcie, bo życie zwyczajnie mija! Tak jak już mówiłam; dziś jesteś, jutro cię nie ma! No, a więc jakbyście mogli, to bardzo was o to proszę. Hm... Jakie powiedzieć ostatnie słowo do was? Kocham.
No i poszło!... w świat. Jakoś nie wierze w to wszystko...
    Następnie postanowiłam pogadać z dziewczynami. Gapiłyśmy się na siebie, a ja nie mogłam wykrztusić słowa. Taka nasza telepatia... Najpierw poszły łzy.
J-Żałuję, że się nie pobawię na waszych weselach... A tylko spróbujcie zmienić narzeczonych!
R-Żałuję, że nie mogę ci walnąć w mordę... Po co gadasz takie głupoty?!
J-Kocham was! Jak siostry...
A-Jestem twoją siostrą.
J-Zamknij się. Tak w ogóle to dzięki tobie podjęłam najważniejszą decyzje w moim życiu-pójście do x-factor! Gdyby nie ty, teraz pewnie uczyłabym się i byłabym Directionerką, marzącą o tym, żeby ktoś z nich mnie follow... No, a więc kocham was i nie zmieniajcie się nigdy. No, no i wiecie co bym chciała powiedzieć...
Telepatia potrwała jeszcze jakieś 15 minut i drudzy w kolejności byli chłopcy... Oprócz Louiego.
Z-Po co nas tu wołałaś wszystkich?
J-Bo chciałam się z wami poże... Chciałam pogadać.
H-Stop! Czekaj! Mam pytanie...
J-Słucham.
H-Fajnie się ze mną całowało, jak graliśmy w butelkę w x-factor?
Li-Harry, debilu!
H-No co? To pytanie mnie nurtuje!
J-Chociaż dziwnie się całuje własnego brata, to było zajebiście! Że też ty pamiętasz takie rzeczy!
N-A pamiętasz jak były plotki, że masz dziecko z loczkiem?
J-Takich rzeczy się nie zapomina, kochanie!
Z-Ja pamiętam jak oglądaliśmy horror i cię cały czas straszyłem... Sorry!
Zaśmiałam się na to wspomnienie... Mogło by ich jeszcze być całe mnóstwo, gdyby nie ten jeden wypadek...
Li-Ja za to pamiętam jak walnęłaś mnie z całej siły w głowę łyżką!
J-Też cię kocham! Jak sobie czasami myślałam, że byłam o krok, żeby was nie poznać, to chce mi się płakać... Zawsze chciałam mieć brata, wiecie? Dziękuje, że spełniliście moje marzenie. I dziękuje, że zawsze byliście i teraz jesteście...
Z-I się stąd nie ruszymy, póki ty tego nie zrobisz!
J-Bobasy na sterydach! Kocham was. Mam do was prośbę... Kiedy już... odejdę, zadbajcie o Louisa, żeby nie robił głupstw i żeby znalazł sobie jakąś dziewczynę... Tylko wiecie, taką porządną! I jeszcze jedno; pomyślcie o mnie czasami... Ja będę was pilnować z góry, ok? Nie płaczcie, moja historia się już skończyła, w końcu każde dziecko powinno mieć matkę... Kocham was!
"Nie płaczcie" nie pomogło i na dodatek sama się rozryczałam...
    Nareszcie odwiedził mnie Loui. Zaraz miał być ten ślub...
Lo-Kiedy tak klęczałem na tej scenie, prosząc cię o rękę inaczej sobie wyobrażałem ten dzień... Biała sukienka, białe kwiaty, białe Keviny... No i wesele do białego rana!
J-Przepraszam. Najwyżej drugi sobie taki weźmiesz...
Lo-Co?!
Przegięłam? Sądząc po jego minie-tak...
J-Pamiętam jak pierwszy raz cię zobaczyłam. Zgadnij co pomyślałam.
Lo-Idiota?
J-Bardzo dziwi mnie fakt, że nie. Pomyślałam o tobie "dziwak". Nawet mnie nie zapytałeś o imię palancie!
Lo-Wiesz jaki byłem zdenerwowany!
J-A jak wytłumaczysz swój subtelny pocałunek w kiblu?
Lo-No zacięliśmy się, było romantycznie, nie sądzisz?
J-Tak, szczególnie jak musiałeś się wyszczać, a ja odwracać!
Lo-Nie odwróciłaś się wtedy! Przyznaj się!
J-Odwróciłam!
Lo-Taa, jasne! Kocham cię-pamiętam jak ci to powiedziałem pierwszy raz.
J-Tak ja też! "-Jak powiedzieć dziewczynie, że ją kocham? -Kocham cię. -Aha. To kocham cię!".
Lo-Kocham cię wiesz?
J-Wiem.
Lo-I wiesz, że nie przeżyję bez ciebie dnia?
J-Wiem.

Lo-A wiesz, że jesteś całym moim życiem?
J-Wiem. Wiesz, że zaraz będziesz to mi przysięgał?
Lo-Wiem, ale jakoś nie mogę w to uwierzyć...
*Louis*
Harry i Cher w roli świadków stali obok łóżka, gotowi na ceremonię. Ja zresztą też. Ale kiedy ksiądz zaczął mówić, Juli zrobiło się słabo.
C-Dobrze się czujesz?
J-Tak, tak...
Staraliśmy się to wszystko jakoś przyspieszyć widząc jej minę. Doszło wreszcie do przysięgi.
J-Ja Julia... Julia...
Zemdlała! Lekarz, stojący obok od razu zareagował i wszystkich wyrzucił z sali. Kapłan tylko rzekł "przykro mi" i odszedł. To jakaś paranoja! Ona tak chciała tego ślubu i nagle jak na złość mdleje.
Nareszcie ktoś w fartuchu do mnie podszedł.
L-Robimy tą operację teraz.
Lo-Co?! Jaką znowu operację?!
L-Operację mózgu...
Popatrzyłem ostatni raz przed operacją na nią i złapałem za rękę.
Lo-Weźmiemy ślub jak stąd wyjdziesz... Po tej pieprzonej operacji... Nie martw się... Kocham cię...
J-Kocham cię...
Ostatnie słowa przed narkozą...
_______________________________________________________________

Wiem, że trochę długo czekaliście i trochę długi. Mam chociaż nadzieje, że wyszedł, bo po kubku kawy właśnie piszę go w nocy! ;)
Tak wgl-Miłość nie istnieje. Domyślacie się dlaczego? Lannielle... Why? Czekałam na moment kiedy wchodzę na internet, a tam info; "Liam właśnie zaręczył się Dannielle!". Lub "Dan napisała na tt, że jest w ciąży! Jeej! Małe Payniątka! O wiele bardziej spodziewałabym się rozstania El i Lou, bądź Zayna z Pezz... Jednak jest to ich życie prywatne, więc kompletnym idiotyzmem był pomysł na akcję "#LannielleComeBack" #lol. No to wychodzi na to, że to ostatni rozdział... Jeszcze tylko epilog. CZYLI OSTATNI POST NA TYM BLOGU!!! Nie wierze... Niby teraz nie mam nawet czasu na dwa blogi i wgl, ale co mi tam wypić tą kawę lub redbula? Niestety wszystko ma swój kres. Na epilog też troszkę poczekacie, bo chcę, żeby był mega zajebisty!
PS Myślicie, że zrobię zakończenie wesołe czy smutne? ;p