środa, 29 sierpnia 2012

75. Jeeeej! Jouis!

    No to zakończyłam pobyt w Leeds w niezłym stylu... Niestety, czas wracać do rzeczywistości... Cały lot przespałam, jak to nie ja. Kiedy wysiadłam i odbierałam bagaż, ktoś przytulił mnie od tyłu.
Lo-Króóóliczeeek!
J-Tęskniłeś?
Lo-Nie, a ty?
J-Też nie! I świetnie się bez ciebie bawiłam!
Lo-Właśnie widziałem. To czas na opowieści! Kim był ten koleś?
J-Mój kolega z dzieciństwa. I niósł mnie, bo wbiłam szkło w nogę, zazdrośniku!
Lo-Nie jestem zazdrosny! A po kiego ubrałaś ten strój?
J-Byłam w nim na randce.
Lo-Dobra, jestem zazdrosny! Też cię zabieram na randkę.
Wtedy niespodziewanie zawrócił samochód.
J-Ej, co ty robisz?
Lo-Siedź cicho, to jest porwanie!
Niedługo po tym zatrzymaliśmy się, a Lou otworzył mi drzwi i odsłonił oczy. Piękne jeziorko, oświetlane przez księżyc i gwiazdy. Fajnie.
J-Planowałeś to?
Lo-Nie. Szybko myślę...
Wtedy wyjął tacę z jedzeniem i świecę, a ja myślałam, że padnę.
J-Coś tu jest nie tak...
Lo-Naprawdę nie pamiętasz, czy robisz sobie jaja?
Zaraz, zaraz co ja mam pamiętać...?
Lo-Spójrz na serduszko, które masz na szyi...
Spojrzałam na wisiorek, który dostałam na walentynki. Była tam data, kiedy Lou na mnie wpadł. Tak to dziś.
J-Dzisiaj są dwa lata! Jestem beznadziejna...
Lo-Jakbyś była beznadziejna nie wpadłbym na ciebie. Dobrze wiesz, że to był zamierzony cel.
J-Tak. To wtedy po raz pierwszy w życiu pomyślałam "Louis jest debilem" i zapamiętam to zdanie do końca życia...
Lo-Ale się wkopałem.
J-Nie wiem co bym teraz robiła gdyby nie my. Po za tym nigdy nie przypuszczałam, że poznam swojego narzeczonego w wieku 15 lat! Jestem dla ciebie za młoda, dziadku!
Lo-Byłabyś z Harrym? Jakbym nie poszedł do x factor, gdyby mnie nie było, byłabyś z Harrym?
J-Jakbyś nie poszedł na casting, to pojechałabym do Doncaster, i ci powiedziała, żebyś łaskawie ruszył tą swoją niesamowicie seksowną dupę i się na nich zjawił, bo jesteś miłością mojego życia, częścią mnie, bez której nie mogę się obejść. I nie pytaj skąd bym niby wiedziała, gdzie mieszka mój przyszły chłopak, bo to tajnie strzeżona informacja, kochanie.
Pocałował mnie wtedy czule.
J-Jesteś jedyną osobą, która wie o mnie kompletnie wszystko.
Lo-Taa, ty o mnie też... I pewnie żałujesz. *śmiech* Okłamałaś mnie kiedyś?
J-Dzisiaj. Kiedy powiedziałam ci, że nie tęskniłam. Mimo, że mogłam przytulać się do tego misia, to i tak nie to samo... Kocham cię.
Lo-"Kocham cię"-to tylko słowa...
J-Wiem to. Ale są też czyny, które je potwierdzają...
Lo-Jakie czyny?
Mam deja vu z walentynek... Co ja mu wtedy odpowiedziałam...?
J-Po co zabrałbyś mnie w tak piękne miejsce, gdybym nic dla ciebie nie znaczyła?
Lo-No wiesz, to jest bezludzie. Mógłbym na przykład chcieć cię wykorzystać...
J-No to jeśli chcesz, to mnie wykorzystaj!
Lo-Wolę to zrobić w pokoju. Będzie wygodniej...
Parsknęłam śmiechem. Szczerość Tomlinsona. Spojrzałam na pierścionek z brylantem i przypomniał mi się ten dzień...
J-Po co zgodziłabym się być Panią Zagładą skoro bym cię nie kochała. Po za tym, po 20 marca żyłam tylko dla ciebie... Wiesz... sądzę, że to właśnie jest miłość.
Lo-Też cię kocham. Nie wiem dlaczego, nie wiem skąd wiem, ale czuję.
Zjedliśmy już tą pyszną kolację, świeczka prawie wypaliła się do końca...
J-Dawno nie byliśmy gdzieś razem, sami...
J-Zimno mi!
Lo-Jedziemy już?
J-Nie chce mi się jeszcze wracać do domu...
Lo-Jedziemy do hotelu...
J-Kocham cię, wiesz?
Lo-Wiem. Ciągle to od ciebie słyszę...
J-Skoro masz tego dość już nigdy ci tak nie powiem.
Lo-Nie mam tego dość.
J-Masz. Słyszałam.
Lo-Nie!
J-Tak!
Przerażająco dłuuugi pocałunek.
   Ten hotel był taki, że... Że wow!
Lo-Chce ci się spać?
J-Sądzisz, że jak jestem z tobą sam na sam, to będę spać?
Lo-A co chcesz robić, kochanie?
J-No, a jak myślisz? Oglądać filmiki z x factora.
Lo-Masz je przy sobie?
J-Miałam je w Leeds. To co? Oglądamy?
Najpierw ślub i wesele tradycyjnie.
Lo-Od kiedy cię poznałem od razu wiedziałem, że trzeba się hajtać.
J-Tiaa, a ja głupia się zgodziłam...
Potem oglądaliśmy nasz filmik, który nakręcaliśmy po alkoholu...
J-Hej, ludzie. To jest filmik, wiecie? A to jest Louis Payne... Znaczy Liam. I teraz on będzie gadał, bo ja idę się lizać z Tomin... Tomni... Idę się lizać z nim!
Wtedy wskazałam ręką na Louiego i zaczęliśmy się całować, a film dalej był kręcony.
Li-Oni coś pili...
O-Serio Daddy? Serio?
R-O czym to miał być w ogóle filmik?
H-Ja tam nie wiem, ale dodam od siebie, że jestem zazdrosny o Louisa. Bo w końcu, Larry is real!
Wtedy Hazz odciągnął nas od siebie i poszli razem do łazienki.
Z-Co sądzisz o takim trójkącie, Jula?
J-Ja sądzę, że nie powinnam nic pić. Nawet wody. Wiesz jak woda wpływa na człowieka? Czy ty masz pojęcie, że istnieje woda pomieszana z wódką? I człowiek piję taką wodę i on się zastanawia, Zayn! Ten człowiek się zastanawia, co się z nim stało! I wtedy nagle, on, znaczy ten człowiek, odkrywa, że to kolejny głupi żart kochanka z trójkąta. I ja właśnie to sądzę o trójkątach. Pieprze to wszystko! A wy pieprzcie ze mną! Pieprzmy tą geometrie, rodacy!
W tym momencie kliknęłam pauzę.
J-Mam nadzieję, że nikt poza naszą dziesiątką, nigdy tego nie zobaczy...
Lo-Haha, kocham cię. Ty wtedy wcale dużo nie wypiłaś, miałaś fazę...
J-Masz coś w zanadrzu zamiast oglądania tych faz?
Namiętny pocałunek potraktowałam jako odpowiedź...
____________________________________________________________

Happy Birthday to You! Happy Birthday to You! Wooo, sto lat Liam! Mimo, że uro Li'ego to rozdział poświęcony Juli i Loui'emu. Tak, wiem wyszedł beznadziejny i mogłabym się bardziej postarać, sorry! Weźcie tak nie piszcie o tym końcu bloga, bo mi się robi jeszcze bardziej smutno... Ale wiecie, wszystko ma swój koniec. I mimo, że mam drugiego bloga to co innego, bo tam główna bohaterka nie jest z Louim... ;( Myślę, że więcej niż 80 rozdziałów nie będzie, ale wiecie jeszcze mam zamiar dłuuugi epilog napisać ^^.

niedziela, 26 sierpnia 2012

74. Kicam, kicać!

    Na szczęście nie upiłam się zbytnio, bo ciocia mogła by być zła... Jak wróciłyśmy włączyłyśmy sobie Hannah Montanę i jadłyśmy Ptasie Gówno (w sensie Ptasie Mleczko ^^). To taka nasza tradycja.     Następnego dnia poszłyśmy do kina, a wieczorem poznałam innych kolegów Kate... Mieli, podobno, bardzo  dobrą wódkę, a, że stwierdziłam, że Hazz byłby dumny, spróbowałam. Na szczęście dałyśmy radę dojść na przystanek. Moja kuzynka usiadła na wolnym miejscu, a ja stanęłam obok "tych chuliganów, którzy jeżdżą bez biletu".
J-Czego słuchacie?
-Eminema. Znasz?-odpowiedział jeden, nieco zdziwiony.
J-Eminem... Ah, no tak. Sorry, ale trochę piłam... Poznałam go na jakiejś gali...
Teraz to dałam. Oni nie byli zdziwieni jak do nich zagadałam, teraz dopiero są.
J-To znaczy... Znam, słucham czasem, ziom.
-Serio go poznałaś?-odezwał się któryś pod wrażeniem.
K-Jula, zaraz wysiadamy.
J-Ja tu zostaję, mam nowych kolegów.
K-To autobus.
J-No poznałam. Jak spotkam go jeszcze raz wezmę autograf dla ciebie. Tylko podaj adres.
Zapisałam go w telefonie i wyszłyśmy.
    Następnego dnia obudził mnie telefon. Lou.
J-Cześć kochanie.
Lo-Piłaś coś?
J-A czemu?
Lo-Bo masz taki dziwny głos...
J-Co u ciebie?
Lo-Nie ma cię tam kto pilnować.
J-Nie jestem dzieckiem.
Lo-No jak nie, jak tak?!
J-Zadzwonię wieczorem, głowa mi pęka.
Zaraz po śniadaniu wróciłam do babci. Wieczorem przyszedł po mnie Michael.
M-Masz ochotę na spacer.
J-Wow, spacer o zachodzie słońca. Jasne.
Po chwili stwierdziłam, że szpilki na spacer po takiej wiejskiej okolicy, to zły pomysł...
M-Zdejmij je.
Posłuchałam się mojego towarzysza i szłam boso.
J-Masz dziewczynę? To znaczy, nie żeby coś...
M-Od tygodnia nie mam. Okazało się, że jest w ciąży. Nie ze mną. Zdradzała mnie jakieś 3 miesiące, a ja się nie zorientowałem...
J-Ojj. Nie wyobrażam sobie, żeby Lou mnie zdradzał.
M-Co byś zrobiła w takiej sytuacji?
J-Myślę, że... Powiesiłabym go za jaja, następnie posadziła na krzesło elektryczne, ale zanim bym je włączyła, zrobiło by mi się go szkoda, więc wypuściłabym go wolno i tak zniszczyła życie, że wróciłby na to krzesło. A ty co zrobiłeś?
M-Ja myślałem, że ona mnie naprawdę kocha. Myślałem, że kiedyś się pobierzemy... Ostatecznie tylko ją zwyzywałem. Dzisiaj dowiedziałem się, że ten jej chłopak ją zostawił. Samą z dzieckiem.
J-Zwykły... auuu!
Wtedy poczułam, że coś wbiło mi się w nogę.
M-Hmm... Szkło. Nie jest tak źle, ale musimy wracać.
Wziął mnie na ręce, a ja poczułam się niezręcznie.
M-Może wdać się zakażenie. A po za tym czuję się winny, bo ja ci je kazałem ściągnąć...
Miałam tylko nadzieje, że nikt nie zrobi nam zdjęcia.
    Po chwili doszliśmy i Miki tak perfekcyjnie wykonał operację, że wystarczył tylko plaster.
J-Dziękuję, panie doktorze!
M-Proszę. Polecam się na przyszłość.
    Mimo, że było już późno pojechałyśmy z babcią na zakupy. W autobusie, spotkałam fajnego kolesia, a że babcia siedziała w innym miejscu... Nie rozmawialiśmy tylko wpatrywaliśmy się w siebie. Jakie on ma oczy! Oczywiście Loui ma lepsze! Kiedy miałam wysiadać, wykonałam gest "So call me maybe!" i puściłam mu oczko.
    Kolejnego dnia rano zadzwoniłam do Tomlinsona.
Lo-Hej, kochanie.
J-Zdradzasz mnie?
Lo-Tak. A ty mnie?
J-Ja cię też.
Lo-Właśnie widziałem zdjęcia.
J-Co? Jakie zdjęcia?
Lo-Jak jesteś na rękach u jakiegoś faceta. To z nim mnie zdradzasz?
J-Kto do cholery wymyślił aparat i po co?!
Lo-A skąd ty w ogóle masz takie pomysły?
Powiedziałam mu, że to dlatego, że już obmyśliłam, co bym zrobiła jakby tak było i przedstawiła ten plan.
Lo-Uuu, ostro. Kocham cię, pa.
Znowu chciałyśmy jechać na zakupy, ale tym razem na przystanku ujrzałam jakieś ogłoszenie.
Uwaga!
Wczoraj w godzinach wieczornych(20-21), z tego przystanku do autobusu nr. 111 wsiadła dziewczyna. Miała spódnicę w panterkę i czarną bluzkę. Do tego, nie wiem po co, okulary przeciwsłoneczne. Porozumiewaliśmy się tylko gestami, ale chciałbym cię poznać bliżej. Po za tym kazałaś zadzwonić, ale nie zostawiłaś numeru! Ja zostawiam więc swój: 787564329. Call me baby!
Fuck! Czemu mi się zdarzają takie rzeczy? Zerwałam kartkę i schowałam do torebki. Kiedy wróciłyśmy, zamknęłam się w pokoju na górze, zastanawiając, co zrobić z tym fantem. Zapisałam numer, a ogłoszenie schowałam głęboko do torby. W końcu muszę się pochwalić dziewczynom! 
    Po obiedzie weszłam na twittera. Rzeczywiście, zdjęcia moje i Michaela. Po za tym, foty Tomma i jakiejś laski. Niby mówił, że mnie zdradza, ale przecież to był żart. Bez zastanowienia zadzwoniłam pod numer tego kolesia.
J-Dzień dobry. Ja z ogłoszenia.
-Cz-cześć... Nie myślałem, że zadzwonisz...
J-A jednak! Pisałeś, że chciałbyś mnie poznać bliżej...
-No chciałbym...
J-Nie mieszkam w Leeds, ale możemy się spotkać.
-Niech będzie pizzeria obok tego przystanku, na którym wysiadłaś. Jutro o 2.
J-OK. Tylko ostrzegam; będę w nietypowym stroju. Po tym mnie poznasz.
Wyrzuty sumienia? Póki co nie!
*Następny dzień, godz. 2*
Przyszłam, albo raczej przykicałam w przebraniu różowego króliczka. Skąd go wytrzasnęłam? Dostałam od Zayna na 16 urodziny! Jak ja go kocham, za ten praktyczny prezent! Ludzie na ulicy mieli taki sam niezły ubaw jak ja. Robili mi zdjęcia, zupełnie jak bez przebrania! Usiadłam przy stoliku i czekałam.
-Cześć.-usłyszałam za sobą głos przystojnego blondyna.
J-O, hej. Jesteś bardzo zdziwiony przebraniem?
-Po drodze wszedłem na internet. Pisało, że po mieście kica różowy króliczek, i pomyślałem, że to z nim będę mieć przyjemność.
J-No, ej! Miałeś być zaskoczony!
-Mogę wyjść, wejść i być zaskoczony.
Przystałam na tą propozycję. Ludzie teraz nie tylko mnie mieli za debilkę.
J-A jak masz w ogóle na imię?
M-Matt, a ty?
J-Jula. Miło mi.
Po chwili rozmowy, Matt okazał się super gościem!
J-Muszę ci powiedzieć, że mam chłopaka, ale chciałabym się z tobą kumplować. Co ty na to?
M-Skoro tak... Ok. To napisz czasem... Może mnie odwiedzisz niedługo.
J-Jasne! Było by super! To ja kicam, pa!
Kicałam sobie po całym mieście, żeby mieć polewkę z człowieków. ZA-JE-BI-ŚCIE! Nagle zadzwonił mi telefon. Zayn.
Z-Siemka. Doszła do mnie wieść, że jakiś fajny, różowy króliczek kica sobie w Leeds. I skojarzyłem, że kupiłem ci tak strój...
J-Tak, tak, masz mnie to ja! Dzięki za taki odlotowy prezent! Kocham cię DJ-eju! Kicam, kicać dalej, na razie!
____________________________________

Niezła akcja z tym przebraniem ;p Chciałabym tak. Takie zajebiste zakończenie wakacji... Och, robi mi się smutno, bo to jeden z ostatnich rozdziałów...

piątek, 24 sierpnia 2012

73. Hannah Montana!

    No i wspólne wakacje dobiegły końca... Zaraz po nich pojechałam na badania i do dziadków...
J-Wiesz, że będę za tobą tęsknić...
Lo-Ja za tobą też, więc kupiłem takie podwójne misie! Pan miś dla ciebie, a pani miś dla mnie. Będziesz się miała do kogo przytulać...
J-Kocham cię, Loui...
    Na szczęście jest takie coś jak samolot, bo to bardzo daleko... Od razu po powrocie się położyłam. Najpierw jednak posłuchałam sobie kolejny raz jak babcia drze się o coś na dziadka, a on ją olewa i tylko "no", z jego strony... To prawda, że dziadek jest uparty, ale jak babcia, zacznie te swoje gadki to koniec... 
    Kiedy rano się obudziłam, poczułam się tak jak kilka lat wcześniej. Śniadanie naszykowane, na środku stołu stoi bukiet kwiatów skomponowany specjalnie dla mnie przez babcie... I jeszcze tradycyjne podlewanie ogródka. Ubrałam się w strój kąpielowy, bo było bardzo gorąco. Wszystkie rośliny dostały wody, oprócz trawy przed bramą, tuż obok bramy wrednej sąsiadki.
-Aaaaaaaa!-ktoś krzyknął, co od początku mi się nie spodobało.
Poznałam w tym kimś wnuczka tej jędzy, którego właśnie zamoczyłam do suchej nitki.
J-O jeeej! Michael, tak? Przepraszam...
M-Cześć tak w ogóle...
Chyba trochę go rozśmieszyła ta sytuacja...
J-Jedziesz może do centrum?
M-No miałem jechać... Ale teraz muszę iść się jeszcze wysuszyć. A co?
J-A mogłabym pojechać z tobą? Tzn., bo dawno tu nie byłam i nie będę wiedziała jak i gdzie pojechać...
M-O 13.15 jest autobus. Spotkamy się na przystanku. Paa.
Jestem tu nie cały dzień, a już wyrywam...
    Byłam na czas i Miki już tam czekał. Miałam okulary, a nikt z zewnątrz nie wie, że jestem w tym mieście, więc może nie rozpoznają... W autobusie był spokój oprócz tego, że zwróciłam uwagę ludzi nie umiejąc kupić biletu...
M-Śpieszysz się gdzieś? Bo jak nie, to możemy pójść na lody...
J-Świetny pomysł!
Wyszliśmy już z autobusu i poprowadziłam nas do najlepszej lodziarni w mieście.
M-Nie wiedziałem, że tak dobrze znasz Leeds...
J-Ja też nie... Co teraz robisz? Bo ostatni raz widziałam cię z 5 lat temu...
M-Będę testerem psiego jedzenia...
J-Co?!
M-Nie pamiętasz? Jak byłaś mała, twierdziłaś, że zostaniesz testerem psiego jedzenia.
J-Okej. Jestem dziwna...
M-A co u ciebie?
Wtedy podeszły do nas jakieś dwie fanki i musiałam zrobić sobie z nimi zdjęcie.
J-Właśnie to u mnie... Teraz sobie odpoczywam od wszystkiego.
M-Na przykład od narzeczonego?
J-Co jeszcze przeczytałeś o mnie w internecie? Na przykład...
M-Duuużo rzeczy. Akurat zaręczyny też oglądałem w internecie.
J-Jaką miałam minę?
M-Słodką. Ja już muszę lecieć. Może się umówimy jakoś jutro.
J-Co najwyżej pojutrze, bo jestem umówiona z kuzynką. Ale pewnie i tak się nie odezwiesz...
M-Widziałem cię w bikini. Cześć.
Faceci... Zaraz po tym poszłam na umówione z babcią miejsce. Siedziała tam ze swoimi koleżankami i piły piwo. Zamurowało mnie lekko, ale napiłam się z nimi jedno i poszłam połazić po sklepach.
    Kiedy znajome babci poszły, my poszłyśmy do kina. Film był zajebisty, problem w tym, że nie pomyślałyśmy o tym, że tak późno nie będzie czym wrócić do domu... Nie miałyśmy też kasy na taksówkę i wracałyśmy na piechote. Cóż, przynajmniej wtedy nie ma fanów... Nogi za to bolały mnie jak... Jak nie wiem co, ale bardzo. Na dodatek jeszcze Horan dzwonił, żeby mnie męczyć.
N-Co tam?
J-No spoko. Gdzie jesteś?
N-W Irlandii. Razem z Alex. Dzwonie, bo widzę twoje ciekawe zdjęcia w internecie. To znaczy nie jest potwierdzone, że to ty, ale Alex poznała twoje ciuchy...
J-A czemu ciekawe? Chodzi o te jak biegałam nago po mieście?
N-Nie zdziwiłbym się gdyby tak było. Z jakimś chłopakiem.
A-Fajna dupa, Jula. Bierz, bierz, nie przejmuj się nimi.
J-Dobra biorę. Pa Nialler, pa Ola...
N-Czekaj, czekaj... Piłaś?
J-Jedno piwo... Cześć.
B-Biegałaś nago po mieście?
J-Nie babciu to był żart...
B-Nie zdziwiłabym się gdyby tak było...
What the fuck? To, że blondyn mi tak powiedział to jeszcze, ale babcia...
    Następnego dnia z rana poszłam na łąkę układać siano w kupki. To naprawdę zajebiste zajęcie! Na dodatek wyręczę zmęczonego dziadka. Wtedy zadzwonił mój telefon. Lou.
J-Hej kochanie.
Lo-Kocham cię.
J-Jesteś w Doncaster?
Lo-Kocham cię.
J-Właśnie robię na polu. Trzeba jakoś zarobić na chleb.
Lo-Kocham cię.
J-Nie to żebym była jakąś pracoholiczką, że na urlopie pracuję... Brakuje mi twojego uśmiechu.
Lo-Kocham cię.
J-Dzisiaj widziałam ranking w takiej gazecie na najlepszy tyłek. Zgaduj do kogo należy pierwsze miejsce...
Lo-Kocham cię.
J-A ja kocham ciebie i twoją dupę, która wygrała! Jeeej! Nieźle się spisała.
Lo-Kocham cię.
Bardzo inteligentna rozmowa z Tomlinsonem...
    Po obiedzie nareszcie zobaczyłam się z Kate-moją 16-letnią kuzynka. Zaczęłyśmy piszczeć i się przytulać i w ogóle... Zostawiłam tylko u niej rzeczy i od razu wyszłyśmy. Od razu poznałam jej kolegów, którzy byli trochę pijani...
-Czekaj ja cię gdzieś widziałem...-zaczął jeden z nich.
-No, wygląda jak ta laska w telewizji.
J-Może to dlatego, że jestem aktorką.
-Serio?! A gdzie na przykład grałaś?
K-To ona jest Hannah Montana!
-Co ty oglądasz, Bilu?!
-Też mówiłeś, że ją widziałeś.
-Ja też cię widziałem. Kur.wa to chyba po jakiś prochach!-włączył się ktoś trzeci.
J-Obrażasz mnie!
-Chłopaki, trzeba tak zrobić, żeby się odbraziła!-wtedy posadził mnie sobie na kolanach.
-Może cię poczęstuje papierosem?
J-Nie pale.
-No to się zupełnie nie wdałaś w kuzynke. Naczy ona w ciebie... Oj, mam na myśli to, że Kate pali jak smok.
J-Kur.wa. Dajcie mi wódki!
___________________________________________

Cholernie nudny... Wiem, jestem beznadziejna. Sorry też za to, że dawno nie dodawałam. Może być dziwny, bo dodałam go po prawie 40 h bez snu (zakład z koleżankami)... 

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

72. Lato 93'?

    To SPA było zajebiście luksusowe! Najpierw poszliśmy na basen, tylko Olka i Nialler na masaże. Po chwili jednak wrócili.
O-Dziewczyny chodźcie szybko na masaż!
R-Co? Takie fajne dupy z tych masażystów?
Tylko pokiwała w odpowiedzi głową. Ruszyłam, więc za nimi, ale coś mnie zatrzymało-Lou pociągnął mnie za rękę.
Lo-Co robisz?
J-No Loui, ja idę na dobre dupy...
Popatrzyłam na niego słodkimi oczkami.
Lo-Ale tu masz dobrą dupę...-wskazał na siebie palcem i mnie pocałował.
J-Idźcie dziewczyny. Ja tu mam swoją, tomlinsonową dupę...
Lo-Kocham cię, wiesz?
J-Wiem to. Obiecaj, że nigdy nie przestaniesz...
Lo-Obiecuje. To znaczy, wiesz, zależy czy te masażystki też będą takie fajne...
J-Jak ja bez ciebie wytrzymam tydzień?
Lo-Pocieszające jest to, że jedziesz tam tylko do babci.
J-Gdybyś tylko wiedział, co ja zawsze robię u tej babci, nie byłoby to pocieszeniem.
Z-Idziesz z nami na ten masaż, Louis?
Lo-Ja idę z Julą na masaż. Do pokoju. Paa.
Zayn tylko się zaśmiał i ruszył za resztą, a my poszliśmy do pokoju... (dalszą część pozostawiam waszej wyobraźni hahah ;D)
    Kiedy spotkaliśmy się na plaży Cher kłóciła się z Harrym.
J-O co znowu poszło?
C-Mam już jego dość!
H-Kocham cię.
Pocałował ją i wziął na ręce po czym wbiegł do morza. Słyszałam tylko jej krzyki...
Lo-Nie chciałbym być nieoryginalny, ale...
Zrobił to samo ze mną.
J-Louis!!!
Lo-No co? Przecież właśnie za to mnie kochasz.
J-Hmm... Racja, ale zaraz się przeziębię.
Lo-Dobra ludzie, idziemy na drinka!
J-Wale na to, zostanę syrenką. Z Bogiem.
Odpłynęłam od nich, a oni tak po prostu sobie poszli.
*Louis*
Poszliśmy do jakiegoś baru i wypiliśmy po drinku. Nagle zadzwonił telefon Julki, który miałem w kieszeni. Mama.
Lo-Dzień dobry.
M-O, cześć Lou. Dasz mi Julę?
Lo-Postanowiła zostać syrenką.
M-Jasne. To może daj mi kogoś innego do telefonu...
Lo-No, ale ja mówię prawdę! A zresztą...
Dałem jej Zayna, niech sobie gadają.
A-I co chciała?
Z-Prosiła, żebyśmy za tydzień wzięli Charlie do siebie na 2-3 dni. I jeszcze pytała co jej zięć brał...
Lo-Sama urodziła córkę wariatkę i jeszcze się czepia!
O-Trzeba znaleźć tą twoją syrenkę...
Li-Ja pójdę. Spotkamy się w hotelu. Tylko proszę mi tu więcej nie pić!
Liam poszedł, a my postanowiliśmy do kogoś podzwonić z jej telefonu... Pierwszy lepszy kontakt... Mary!
A-Mary jest Directionerką, dzwońcie, tylko najpierw zastrzeszcie numer.
Lo-Baby you light up my world like nobody else!
M-Słucham?
Lo-To przestaje być śmieszne, Barbaro. Może chociaż mnie przeprosisz?
M-Przepraszam...
Lo-Ok, wybaczam. Tylko kup jabłka jak będziesz wracać do domu...
Rozłączyliśmy się. Tym razem dzwoniła Cher.
C-Dzień dobry. Pamięta pan lato 93'?
-Dzień dobry, a o co chodzi?
C-To wtedy zapłodnił pan moją mamę... Jest pan moim ojcem...
W tej chwili zaczęła udawać, że płacze.
-Słucham? To są jakieś żarty!
C-To nie żadne żarty! Halo? Oj, rozłączył się...
Po 2 minutach ten facet zadzwonił.
-A to nie było w lato 92'?
C-No przecież od początku tak mówiłam! Spotkajmy się, tato...
-Dobrze możemy się spotkać. Odezwę się jutro.
*Jula*
Wyszłam na piasek i było mi cholernie zimno.
Li-Czy są tu jakieś syrenki?
J-Tutaj jestem, Daddy!
Li-Chodź wracamy.
J-Ja chcę na barana!
Li-Wskakuj. Napisałem jednak tą piosenkę.
J-Usłyszę ją?
Li-Usłyszysz.
Po chwili byłam już w pokoju.
J-Loui, zimno mi! Przytul! Dużo piłeś?
Lo-Kur.wa, no nie! No po prostu, kur.wa no nie! Boże, czy ty to widzisz?
J-Połóż się lepiej.
    Od rana chodziłam na te wszystkie zabiegi. Nigdy jeszcze nie byłam taka wypoczęta... Cały dzień miałam wyłączony telefon, jednak pod wieczór postanowiłam włączyć. 3 nieodebrane od jakiegoś numeru. Zadzwoniłam.
-Możemy spotkać się w środę o 12 na lunchu?
-Przepraszam, kim pan jest?
-No to ja. Twój... ojciec...
Rozłączyłam się. Nie wiedziałam co mam sobie myśleć. Cała ekipa wpadła wtedy do naszego pokoju.
N-Co jest?
J-No bo... No, bo... Ktoś do mnie dzwonił...
Łza spłynęła mi po policzku.
O-Kto?
J-Jestem... Dzwonił mój... Co tu się kur.wa dzieje?
Lo-Spokojnie. Uspokój się i powiedz kto dzwonił...
Zayn wziął mój telefon do ręki, żeby sprawdzić połączenia.
C-Sorry, Jula. Naprawdę przepraszam.
J-Ale za co ty mnie przepraszasz?
H-No, bo wczoraj dzwoniliśmy do ludzi, z twojego telefonu. I tak jakoś wyszło...
J-Ja pierdo... Tak jakoś wyszło, że nagle dzwoni do mnie jakiś facet i przedstawia się jako mój tata, tak?
R-Nie pomyśleliśmy...
J-No tak kur.wa, bo wy nie myślicie!
Lo-Przepraszam, kochanie...
J-Myślisz, że nie wiem czyj to był pomysł, Tomlinson?
Wyszłam przed SPA. Fakt to właściwie nie ich wina. To znaczy nie pomyśleli, że tak wyjdzie. Po za tym byli pijani, a ja jak jestem pijana też robię głupie rzeczy... Jednak to nie było zbyt miłe uczucie. Wtedy zobaczyłam, że wszyscy idą na plażę. Po namyśle poszłam za nimi. Usiadłam na piasku, obok Louiego i szepnęłam tylko "nie wracajmy do tego". Zobaczyłam, że Li ma ze sobą gitarę. Czyżbym teraz usłyszała tą piosenkę?
Li-(puśćcie sobie to-http://www.youtube.com/watch?v=s4m-NF_Cijk dla lepszego efektu. PS załóżmy że to Liam napisał tą piosenke ;D)
your face, your style, your kiss, your smile
all the puzzle pieces i've been missing
no man alive could walk on by
won't even try it
'cause there's no resisting you
...
baby you make it better
now my cinderella's got the slipper that fits
and i know this is it
'cause this jigsaw sure looks right.
Mam do ciebie pytanie... Zostaniesz moją żoną?
A-Yyy, tak...
R-Ona ma prawdziwy pierścionek!
Z-Musiałeś mi zrobić na złość Liam?
Payne i Anka jednak poszli się przejść brzegiem morza, a my powoli wracaliśmy do pokoi.
J-No Hazz, do roboty!-powiedziałam mu na ucho.
____________________________________________

Ciekawi mnie co sobie wyobraziłyście... Haha. Jak już się zaręczać to grupowo, a co tam! Wgl sorry za ten cytat z filmu, ale w nocy obejrzałam go po raz 100 i tak jakoś mi wpadło. Coraz mnie czasu do szkoły... Słyszałyście o występie Cher na tym festiwalu? Mam ochotę coś zrobić tym ludziom, którzy rzucali w nią tą butelką ze szczochami... 

czwartek, 16 sierpnia 2012

71. Super zabawa z proszkiem do prania!

*Jula*
H-To co teraz robimy?
J-Prześpimy się tu jeszcze jedną noc, jutro zbierzemy wszystkie nasze rzeczy, potem pojedziemy do szpitala, a po szpitalu do SPA. Przez następny tydzień ja jadę do dziadków.
Z-Zaplanowałaś to, że Olka nagle dostanie zapalenia wyrostka?
Lo-Jak to do dziadków?
J-Nie zaplanowałam, po prostu szybko myślę. I, normalnie, jadę do dziadków. Wam też radzę poświęcić trochę czasu rodzinie. Po za tym, mam cię dość Tomlinson!
Lo-Ranisz! Ale...
J-Tak, wiem. Najpierw zrobię badania.
Zaraz po tym zadzwoniłam do Nialla i umówiłam się z nim jutro w szpitalu.
J-Dobra to co teraz robimy?
Loui pociągnął mnie za rękę i namiętnie pocałował.
J-A tak na serio?
Lo-No pacz, jaka niedotykalska, no!
Uszczypnęłam Zayna w tyłek, jego reakcja "No, ej, no!", a ja tylko zaczęłam się śmiać.
J-Ja niedotykalska? Ten to jest niedotykalski! To co robimy?
Li-Nakręćmy drugi filmik!
Od razu wyciągnął kamerę i zaczął nakręcać.
Lo-Witajcie nasi najukochańsi fani. Bardzo was kochamy więc nakręcamy te bezsensowne filmiki. Właśnie wypoczywamy w uroczym miejscu, pełno tu zieleni i człowiek może żyć w zgodzie z naturą. Sądzę, że to fantastyczne. Dziękuję za uwagę.
J-Niestety Horan i jego dziewczyna są w szpitalu. To nic groźnego, Olka ma zapalenie wyrostka, au, Lou, zostaw mnie.
Z-Jesteś taka niedotykalska! A jak mnie macałaś po dupie to było dobrze!
Znaczące spojrzenie z mojej strony.
J-Po pierwsze; nie przed kamerą, a po drugie; wcale cię nie macałam!
R-Jak zaraz ci wymacam Louisa to zobaczysz!
Lo-Czekam w namiocie!
Li-Zmieniamy temat!
C-Dziwie się, że Harry jeszcze nie włączył się w rozmowę...
A-Może to dlatego, że siedzi z Louim w namiocie...
Zanim zdążyliśmy go otworzyć, chłopcy z niego wyskoczyli.
Lo-Wymyśliliśmy zabawę.
To wywołało u nas niekontrolowany odruch śmiechu. Zastanówmy się, jaką zabawę mogli wymyślić Lou i Hazz sam na sam w namiocie?
Lo-Ty stań tu! Będziesz pstrykać na trzy. Wiesz, tak jak się tańczy poloneza...
A-Nie jestem aż taka głupia!
Lo-Serio?
H-Roka, ty i Zayn macie udawać zakochanych. On ma cię bronić przed wszystkim itp.
Z-Aha. Fajnie.
H-Cher ty możesz nagrywać i tworzyć napięcie śpiewając coś.
Louis wyszeptał mi i Li na ucho nasze zadania, przygotowaliśmy się i zaczęliśmy tą szopkę...
*
Liam szedł sobie spokojny i szczęśliwy, nucąc jakąś wesołą piosenkę. Nagle Harry podszedł do niego i tak po prostu ubrudził jego bluzkę jakimś sosem i poszedł dalej.
Li-O nie! Co ja teraz zrobię?!
Harry idąc dalej, chciał pobrudzić bluzkę Roki, ale Malik ją obronił i ucierpiała jego bluzka.
Z-O nie! Co ja teraz zrobię?!
Wtedy wyskoczyliśmy z Louim zza krzaków.
Lo-Nie bójcie się, jest na to sposób!
Z-Czy to Vanish?
J-Tak to właśnie Vanish!
Lo-A może zróbmy mały test... Ja umyję bluzkę Liama Vanishem, a ty bluzkę Zayna zwykłym proszkiem.
Rozebraliśmy więc chłopaków (awww te gołe klaty!), i zamoczyliśmy w dwóch miskach.
Lo-A teraz popatrzmy jak szybko usunę tę plamę!
Skończyło się na tym, że wylał na siebie całą miskę z wodą.
Lo-Plama już prawie ustępuję... Jeszcze tylko chwilkę i... Gotowe! A ty, pokaż swój efekt pracy!
Podnieśliśmy bluzki do góry. On rozmazał sos na całej bluzce, a na tej mojej nie było śladu.
R-Jaki z tego morał kochani?
J-Nawet jeśli musisz użyć najgłupszego sposobu na to, by Payne i Malik zdjęli bluzki, zrób to! Naprawdę warto!
*
A-Mogę już przestać pstrykać?
R-Taa, już chyba wystarczy...
Lo-Ale popatrzmy na to z innej strony, przez dziesięć minut nie nudziliśmy się!
J-O! O! Znam jeszcze jeden, lepszy sposób! Harry chodź do sklepu po wódkę...
    I takim właśnie sposobem znów piliśmy i znów będę miała mega kaca rano... Położyliśmy się dosyć wcześnie, ale nie mogłam usnąć. Wyszłam z namiotu i zobaczyłam tam Liama.
J-Hej, co tu robisz?
Li-Piszę piosenkę.
J-Piosenkę? O czym?
Alkohol momentalnie ze mnie wywietrzał.
Li-O wszystkim i o niczym...
J-Takie lubię najbardziej! A dlaczego w środku nocy? Zazwyczaj piszesz piosenki w środku nocy jak coś cię gryzie... Już ja cię znam, Payne!
Li-Możliwe...
Jak coś z niego wyciągnąć? Zajrzałam na jego zeszyt. Na razie miał tylko pojedyncze słowa. "Nic. Dupa. Coś. Życie." Ahm. Wiele mi to mówi. Wzięłam gitarę i zaczęłam grać. Wzięłam po kilka akordów z różnych piosenek. On zaczął zapisywać kolejne słowa, mam nadzieje, że bardziej twórcze.
J-Już chyba wiem o co ci chodzi, Li. Zamiast się nie wysypiać, zrób to, tak po prostu.
Po tej rozmowie od razu usnęłam, on chyba też się położył.
    Następnego dnia rano zwinęliśmy namioty i pojechaliśmy do szpitala.

C-Hej, jak się czujesz?
O-Już lepiej. Dużo się tu działo!
Uniosła dłoń do góry i wtedy zobaczyłam pierścionek z ogromnym brylantem.
J-Awwww.
R-Pokłóciliście się i Niall nie chciał cię przeprosić?
O-Przykro mi kochanie, tylko tobie się to zdarza.
Złowieszczy wzrok Roki i nieme "przepraszam" od Mulata.

A-No to teraz SPA!
Z-A tak w ogóle, ci lekarze, cię puszczą?
O-A hu.j z nimi! Ja kcem do SPA i koniec!
________________________________________________

Wena jakoś mnie opuściła, ale mam nadzieje, że następny będzie lepszy ;). Wgl, sorry za ten Vanish, na prawdę! Serio nie miałam weny i takie głupoty mi przyszły do głowy haha. Jeszcze tylko 17 dni do rozpoczęcia! Macie już kupione zeszyty itp.? Ja jeszcze o tym nie myślę ;D

niedziela, 12 sierpnia 2012

70. Co robią dzikie łanie?

    Rano miałam ochotę zabić Harrego. "Jasne, że uda nam się tyle wypić!". Tak, udało nam się, tylko jakim kosztem! Myślałam, że głowa mi dosłownie pęknie. Wyszłam z namiotu i zastałam okropny bałagan oraz Liama. Przywitałam się z nim buziakiem w policzek, a on zaśmiał się widząc jak cierpię.
J-No to chyba wczoraj było ostro...
Li-No z tym akurat się zgodzę... Chodź, pójdziemy do sklepu.
    Kiedy wróciliśmy prawie wszyscy byli już na nogach.
J-Gdzie Harry?
C-Aaa, leży w namiocie i umiera.
Mhm. Poszłam tam, ale nie, żeby go pożałować...
J-Zabije cię!
H-O, dzięki ci! Chociaż skończą się moje męki!
J-Mam tabletki, byłam w sklepie... Ale najpierw musisz posprzątać po wczorajszej imprezie...
H-Zabij mnie.
Wyszłam z namiotu i posprzątaliśmy bez niego. Niech tam zgnije! Postanowiliśmy nagrać jakiś filmik z tej wyprawy...
Li-Witajcie. Utknęliśmy na bezludnej wyspie...
Lo-Która nie jest wyspą!
N-I na dodatek nie mamy co jeść...
J-Będziemy więc zmuszeni zjeść robaki, niczym... Bear Grylls!
Po chwili przypomniałam sobie, że Harold dalej leży w tym namiocie... Kiedy weszłam do środka nie spał, ale też się nie ruszał.
J-Harry, ja jednak nie chcę, żebyś umierał...
H-Miło mi.
J-Mogę dać ci tą tabletkę jak chcesz, ale nie gnij. Kocham cię, blacisku...
H-Teraz to kocham, a przed chwilą mnie zabić chciałaś! Co oni tam robią?
J-Aa, kręcą jakiś film.
*Louis*
Z-Patrzcie, coś się dzieje w tym namiocie! Sprawdźmy to!
Lo-Stop! A może jakieś dzikie łanie się tam rozmnażają. Pomyślałeś o tym?
R-Tam siedzi twoja narzeczona i Hazz.
O-Ale może oni się rozmnażają!
Lo-Idziemy!
Otworzyliśmy trzęsący się namiot.
J-Czego?
C-Chcieliśmy tylko sprawdzić czy ktoś się tu rozmnaża.
H-No nie widać, że my?
*Niall*
O-Aaaaaaaau!
Wszyscy spojrzeliśmy na krzycząca Olkę.
A-Co jest?
O-Brzuch mnie boli.
Położyliśmy ją i chcieliśmy czekać aż jej przejdzie. Problem w tym, że nie przechodziło...
N-Może się czymś...
O-Nie zatrułam się żadnym żarciem, idioto!
Na pewno się czymś zatruła... A propos zjadłbym coś...
N-Dobra, spokojnie, oddychaj!
O-Ja nie rodzę, debilu.
Zatruła się czymś i teraz marudzi...
N-Ale dlaczego ty mnie przezywasz? Ja też mam uczucia...
J-To chyba wyrostek...
Taa, jasne...
Lo-Onaaaa maa wyrosteeeek!
J-Ty też masz wyrostek, kochanie...
N-Widzisz jak ona się do niego zwraca?!
Lo-Jaaa maaaaam wyrosteeeeeeeek!
Olka nagle wstała i ruszyła w stronę drogi.
Li-Gdzie ty idziesz?
O-Idę szukać jakiejś pomocy, bo jak widać tu nikt mi jej nie chce udzielić!
Pobiegłem za nią i wziąłem ją na ręce.
O-Co ty odpieprzasz?
N-Nigdzie nie idziesz!
O-Odstaw mnie w tej chwili na ziemie!
N-Nie! Dzwońcie po karetkę.
Ale jestem głodny! Po chwili przyjechali.
-Pan też jedzie?-zapytał mnie ratownik.
O-Nie pan nie jedzie.
N-Jadę.
-To tak, czy nie?
O-Nie!
N-Milcz! Jedźmy już.
Tak też zrobiliśmy.
N-Myślę, że się zatruła...
-Niee, to wyrostek.
Taa, jasne...
Po chwili dojechaliśmy i zabrali ją na operacje.
N-Kocham cię!
O-...
Okej. Niby tylko wyrostek, ale boje się tak samo jak i ona... Nandos... Ciekawe ile będzie musiała tu zostać... Hamburgery... A ile może trwać ta operacja? Nutella... Chyba po wycięciu wyrostka nie można jeść wszystkiego. Jedzenie! Czekam tu i czekam, zauważyłem jakiegoś lekarza. Dowiedziałem się, że operacja się skończyła i zaprowadził mnie na jakąś salę. Olka była jeszcze we śpiączce i właśnie się wybudzała. Ruszyła akurat tak nogą, że lekarz oberwał w krocze...
N-Bywa...
Lekarz w takich okolicznościach zostawił nas samych.
O-Może i nie mam teraz wyrostka, ale chociaż nie muszę być na tym "obozie przetrwania". No, ale wiesz...
N-Wyjdziesz za mnie?
O-Daj mi dokończyć... Że co?!
Klęczałem przed nią, na twardej szpitalnej podłodze i czekałem na odpowiedź.
N-Wyjdziesz za mnie?
O-Tak-k...
____________________________________________________

Pierwszy raz pisałam w perspektywie Nialla i mniej, więcej tak wyobrażam sobie jego myślenie. "Ładna dziś pogoda... Nandos... Może pójdę na spacer... hot-dogi... haha. Wróciłam tak po za tym i będę dodawać już regularnie ;) Wgl właśnie jestem po występie na olimpiadzie... Oh... Było cudnie, ale jestem na siebie mega wkurzona, bo dobiegłam do tv jak Zayn kończył solówkę, ale obejrzałam na yt. Wam też się podobało?

piątek, 3 sierpnia 2012

69. Złap stopa!

    Po ognisku chcieliśmy położyć się spać. Niestety Olka nie chciała wpuścić Niallera do namiotu...
N-No przepraszam! Proszę, wpuść mnie!
O-...
Teraz przekleństwa ze strony Horana, bo jego dziewczyna, ani myśli go wpuszczać.
J-Uspokój się człowieku! Wymyśl coś. Może się uda...
Byłam zmęczona więc położyłam się już. Po 5 minutach usłyszałam serenadę. Słowa kompletnie nie miały sensu, ale za to, do swojego cudownego głosu, dołączył też gitarę...
J-No ja bym poleciała na takie coś...
Lo-Mam nadzieje, że mnie nie wyrzucisz, żebym też ci zaśpiewał.
W tej chwili wszystko ucichło. Chyba go wpuściła. Teraz już w spokoju mogłam spać.
    Obudził mnie jakiś krzyk. Louisa nie było w namiocie, wyszłam na zewnątrz.
J-Co jest?
Lo-Niall gdzieś spieprzył. Było go wpuścić!
O-No otworzyłam namiot, żeby go wpuścić, ale już go nie było.
Wzięłam latarkę i weszłam w głąb lasu. Po chwili już biegłam. Odwróciłam się do tyłu. No to jestem w dupie... Pobiegłam teraz do drogi, za głosem samochodów. Zorientowałam się, że to nasza droga do sklepu. Szłam i szłam... Wreszcie ujrzałam sklep. Weszłam do środka. Może go tam widzieli.
N-Co ty tutaj robisz?
J-No ja, przecież... Zaraz, zaraz... What the fuck?
Wypchnęłam go ze sklepu.
J-Co tu się kur.wa dzieje? Niech zgadnę... Zgłodniałeś!
N-Jak ty mnie dobrze znasz...
J-Tak po prostu sobie poszedłeś, nikomu nic nie mówiąc w środku nocy, w jakąś kurna dżungle!
N-No tak.
Zaczęłam łapać stopa. Dosyć szybko zatrzymał się jakiś samochód i otworzył szybę.
-To ile zapłacę?-zapytał jakiś facet.
Aha. Spoko. Niall zwijał się ze śmiechu, a ja zastanawiałam się jak wybrnąć z tej sytuacji.
J-Dla pana za darmo. Niech pan skręci, tutaj, w ten pierwszy skręt. Ja dojdę na piechotę...
Pojechał.
N-Ale załatw to szybko, bo nie chcę mi się czekać.-dalej nie mógł wyrobić ze śmiechu...
J-Nienawidzę cię!
Po chwili siedzieliśmy w jakimś tirze i po 2 minutach byliśmy na miejscu.
J-Ta daaaaa! Znalazłam!
Z-Ogłupiałaś do reszty?
N-Raanisz! Myślałem, że choć trochę mnie lubisz...
Li-Chodzi o to, że po prostu pobiegła sobie w pizdu. Cud, że się nie zgubiłaś!
...
-Halo! Słyszysz mnie? Jula! Ej!-na de mną stał Li i bił mnie po twarzy.
J-Kobieta mnie bije!
Li-No dzięki!
J-Co się tu dzieje?
C-Zemdlałaś...
O-Tak jak ostatnio...
Kiedy Olka zobaczyła mój zabójczy wzrok, schowała się do namiotu. Ona i Horan mają to do siebie, że wszystko wygadają.
Lo-Jak to?
J-No zemdlałam ostatnio w Polsce... Ale wszystko jest OK. Już późno, dobranoc.
Lo-Jak wrócimy idziesz na badania. Dobranoc.
J-Nie rozkazuj mi! Dobranoc.
Lo-Będę! Dobranoc.
A-Loui ma rację...
J-Aniu, dobranoc.
N-Ty sobie Julka lepiej uważaj, bo powiem Louisowi, o tym jaka potrafisz być miła...
J-Nie będzie ci tak do śmiechu jak ci zaraz urwę jaja! Dobranoc!
    Następnego dnia po śniadaniu, poszliśmy na wycieczkę.
Z-Ale gdzie my tak właściwie idziemy?
J-Przed siebie...
N-Może złapiemy jakiegoś "stopa", co?
Kopnęłam go z całej siły w kostkę.
J-Ciesz się, że nie wybrałam innego miejsca.
N-Przepraszam! Ale oszczędź mnie już, proszę!
H-Może wyjaśnicie nam coś?
Horan wszystko im opowiedział i oczywiście mieli niezłą beke...
H-Pijemy dzisiaj?
C-To chodźmy do sklepu.
Wróciliśmy z pełnymi siatami wódki.
J-Harry, jesteś pewny, że to wypijemy?
H-Nie będziemy pić czystej, nie martw się...
J-To mnie pocieszyłeś. Może wrócimy się po jakieś tabletki?
Z-Nie łatwiej ci będzie złapać stopa? Auu, auu nie bij mnie! Zabierzcie ją ode mnie!
Tak, pożałował. A co się będę... Chciałabym o tym zapomnieć, ale to chyba niemożliwe...
*wieczór*
-Baaaaabyyy, baaaaabyyyyy, baaaaaaaaaabyyyyy, oooooo!-To nawalony Niall, śpiewający Bibera.
Z-Nie wierze, że zostałeś piosenkarzem... Jak to się mówi... Bizon ci na ucho nadepnął!
R-A to nie było niedźwiedź?
O-Niedźwiedź, czyli miś!
J-Ooo, na przykład Puchatek, ten taki narkoman!
N-Masz coś do mojego śpiewu?
A-Jak na kogoś, kogo podeptały jakieś narkomany, to całkiem nieźle śpiewasz!
C-Na gołe klaty!
Li-Zaraz, zaraz! Skąd wiecie, że Kubuś jest narkomanem? Nie osądzajcie nikogo bezpodstawnie!
Lo-A skąd ty wiesz, że w tych słoikach był miód?! Pora na małe co nie co, tak?!
H-Stoooop! Zamiast się kłócić, można się napić!
Z-Nie wiem czy Kubuś był narkomanem, ale on na 100% jest alkoholikiem!
H-Że co? Jak nie będę chciał, to nie będę pił! Oprócz dzisiaj.
C-Na gołe klaty!
-Zaaaaayn-Nagle wydarła się Roka.
Z-Co?
R-Jestem w ciąży!
Z-Co?! Ale jak to?
Lo-Mam ci to rozrysować?
R-No teraz, tak coś poczułam, tak w brzuchu. I tak mnie natchnęło, że to na pewno dziecko! I patrz! Mam większy brzuch! O i znów to poczułam! Kopie!
O-Oo, na bank będzie piłkarzem!
Li-Mi to się jednak wydaje, że ona zaraz będzie rzygać.
Z-Kochanie, nie wyrzygaj naszego syna!
R-Nie martw się! Li za dużo wypił i pieprzy głupoty.
______________________________________________________

Mam nadzieje, że się podoba. Proszę o branie udziału w ankiecie!