piątek, 27 lipca 2012

68. Zebra-striptizer.

    Minęło już 20 minut meczu i jest 1:0 dla Hiszpanów... I tak się uda! Wszyscy darli się jak nie wiem co! Za następne 20 minut, nagle: goooooooooool! No to teraz mamy 2:0. Super. Naprawdę emocjonujący mecz! Koniec pierwszej połowy z takim wynikiem. Po przerwie darłam się jeszcze głośniej. Jakby to miało coś zmienić. Gooooooooooool! Zmieniło! Czekałam z niecierpliwością na następną bramkę. Czekałam i czekałam... Pół minuty do końca. Anka już chyba straciła wiarę, ale ja zawsze wierzę do końca! Z Kevinem też wierzyłam do końca... I goooooooooool! Jej, jej, jej! Huraaaa! Dodali 15 minut. Teraz tylko jeden gol i polska będzie mistrzami.
    Obudziłam się w karetce.
J-Co ja tu robię?
-Zemdlała pani na meczu...-powiedział do mnie lekarz.
J-Znowu? Polska wygrała, prawda?
A-Tak, wygrała...
    Nareszcie w domu! Było tam czyściej niż kiedykolwiek!
J-Jeeej, jak wyście to zrobili?
Lo-No, wiesz...
N-Dobra ekipa sprzątająca! Auu, nie bij mnie.
Z-Jaki debil!
A-Chcieliście nam wcisnąć, że sami to zrobiliście? Nie uwierzyłybyśmy!
Lo-Dobra zmieniamy temat! Niedługo mamy 2 tygodnie wolnego. Co robimy?
J-No mam dla was propozycje...
N-Nieeee, tylko nie ona! Ja nie chcę w żadne góry, błagam!
J-Miałam na myśli obóz przetrwania... No w drugi weekend pojedziemy do SPA. Najlepszego jakie znajdziemy. Ale niecałe 2 tygodnie będziemy bez prądu, wody, łóżek... Pojechalibyśmy do lasu, obok jeziorka. Niedaleko jest też motel, więc jakby ktoś wymiękł może się tam przenieść. Zobaczymy kto wytrwa do końca...
Z-Poje.bało?
O-I to niby mają być faceci?
Li-Ok, pisze się.
Lo-A jest przewidziana nagroda dla wygranego?
J-No po pierwsze satysfakcja, że przetrwał i uznanie innych...
H-Hahaha...
J-A po drugie...
C-Nie ma żadnego po drugie. Olka ma racje, niech oni pokażą, że są facetami!
H-A ty od razu uciekniesz do tego motelu?
A-Nie. Poprostu kto nie wytrwa do końca nie jedzie do SPA.
Lo-Nienawidze cię...
J-Jeżeli to było do mnie, to śpisz dzisiaj na kanapie!
Lo-Nie, to było do... Hmm... Tej lodówki! No jakaś zepsuta, bo jak zamykam to to światełko gaśnie!
*kilka dni później, w lesie*
J-Dobra, to rozbijajcie namioty.
H-Hmm, do czego służą te kijki?
O-Do tego żebyś się pytał.
H-Spełniły swoją rolę, możemy je wyrzucić.
*2 godziny póżniej*
Lo-Skończone!
J-Naresz...
O-Aaaaaaaaaaaaa! Niaaaall!
Chyba Niall źle złożył ten namiot...
N-No przepraszam... Pomóż mi ktoś!
Kiedy już Nialler się z tym uporał poszliśmy do sklepu.
Z-A ile jest w ogóle do tego sklepu?
J-Jakieś 3 km... Może zaśpiewajmy jakąś piosenkę?
N-I’d like to be everything you want
Hey girl, let me talk to you.
1D-If I was your boyfriend, never let you go
Keep you on my arm girl, you’d never be alone
I can be a gentleman, anything you want
If I was your boyfriend, I’d never let you go, I’d never let you go...
J-Hmm... Myślałam o czymś innym...
O-Hey, I just met you
J-And this is crazy
O-But here's my number
J-So call me, maybe?
O-It's hard to look right
J-At you baaaaaaby
O-But here's my number
J-So call me, maybe?
Dochodziliśmy już powoli do sklepu, ale każdy był wykończony...
N-Chyba widzę ten sklep...
H-To pewnie fatamorgana...
A-Nie, to sklep. Nie zachowujcie się jak jacyś pustelnicy!
Kupiliśmy mnóstwo jedzenia, 2/3 dla Horana... Kiedy wracaliśmy, koło nas przejeżdżał motor i ochlapał calusieńką Olkę błotem. Wtedy Niall się zaśmiał i to chyba jedna z rzeczy, którą będzie mocno żałować... Dostał z liścia i Alex od razu pobiegła do jeziorka, które było już blisko...
    Wieczorem rozpaliliśmy ognisko i kiedy już wszystko zjedliśmy trochę nam się nudziło...
J-Może pobawimy się w wymyślanie historyjki?
Lo-OK, ja zaczynam! A więc pewnego dnia, pewien Louis, obudził się zdziwiony, ponieważ...
Li-Był nagi i nie miał dziewczyny, która by go rozebrała.
J-Potem jednak przypomniał sobie, że sam się rozebrał, bo...
Z-Jest striptizerem i wynajął go, jego przyjaciel, o imieniu...
H-Harry! Jednak nie chciał mu zapłacić, ponieważ...
N-Został oszukany, bo Loui wcale nie był mężczyzną...
R-Na szczęście był tam też Liam, który był mężczyzną i...
C-Zrobił Niallowi pyszną kolację.
O-Ale zaraz potem walnął mu w mordę!
A-Natychmiast podbiegła jego dziewczyna i poprawiła. Haha...
Lo-Nie-Nialler zaprotestował! I wtedy pomyślał życzenie...
Li-Żeby znalazł się tam Zayn w przebraniu...
H-Zebry i zapłacił Louisowi, bo...
J-Bardzo fajnie się rozbierał pomimo wszystko...
Z-I Zayn się pojawił, ale zamiast zapłacić, też zaczął się rozbierać...
N-I okazało się, że to bardzo seksowna zebra!
R-I od tej pory Zayn był zebrą-striptizerem. Koniec!
_____________________________________________

Mi się nie podoba ten rozdział, nie wiem jak wam... Wena mnie opuściła, ale to tylko chwilowe, bo wyjeżdżam, a jak wyjeżdżam to mam mnóstwo pomysłów. Właśnie, wyjeżdżam... Na dwa tygodnie. Postaram się dodawać jakieś rozdziały, ale nic nie obiecuje.

poniedziałek, 23 lipca 2012

67. Debil.

    Lekki, poranny kac. Nie piłam już od urodzin Niallera, czyli prawie roku... Co prawda, w ogóle nie powinnam jeszcze próbować, ale... Dzisiaj mamy wolne, ale i tak wstałam pierwsza. Zeszłam więc na dół i zaczęłam robić hurtowo naleśniki.
Li-Dzień dobry!
J-Będzie dobry, jak mi pomożesz!
Usłyszeliśmy kroki na schodach. Niall wstał tak wcześnie?
N-Chcę mi się spać jak cholera, ale ten zapach mi nie pozwala. Kocham cię, Jula...
Li-Ej, ja też robię te naleśniki.
N-Kocham cię, Li.
O-Czyli jednak mnie zdradzasz?
Na dole była już Olka.
N-No dokładnie. Taki trójkącik.
Lo-Robicie trójkącik w czwórkę? Ciekawe...
Czemu zawsze jak jedna osoba się obudzi, to już wstaje każdy? Nagle ktoś zaczął krzyczeć "Wooooooo!" i było słychać jakiś hałas. Zaraz po tym ujrzeliśmy Stylesa.
H-Z tych schodów się bardzo fajnie zjeżdża!
Krótko potem dołączyła reszta i zjedliśmy śniadanie.
Lo-Za 15 minut w moim samochodzie, kochanie.
J-Gdzie jedziemy?
Lo-Zobaczysz...
Zasłonił mi oczy opaską, a droga ciągnęła mi się w nieskończoność. Jednak niedługo samochód stanął i wysiedliśmy.
J-Założe się, że teraz wyglądam jak idiotka, więc mi to zdejmij!
Wtedy zobaczyłam duży, kolorowy namiot. Tak, to właśnie jest cyrk.
J-Ale serio?
Lo-Jak najbardziej. Chodź, do kasy.
Kupił bilety w loży, w pierwszym rzędzie.
J-No to skoro już jesteśmy w cyrku, to idź mi po popcorn!
Po chwili przyniósł żarcie i założył mi duuży, czerwony nos. Jak ja dawno tu nie byłam! Po niedługim czasie wyszła jakaś ładnie ubrana babka, przywitała wszystkich i wyprowadziła konie. One pokazywały różne sztuczki, ale przy tym było widać, że strasznie się męczą. Miałam ochote je stamtąd zabrać, chociaż wcale nie lubię koni... Po za tym było śmiesznie, ale z drugiej strony dziwnie. Bo jak chodziłam tam jako małe dziecko, kompletnie inaczej to spostrzegałam niż teraz. Klaun, kiedyś był nawet śmieszny, a teraz to kompletny debil! Ale jednak mojemu dzieciakowi się podobało...
Po cyrku poszliśmy jeszcze na małe zakupy, a potem do domu. Na wejściu było już słychać jakieś krzyki...
R-Kur.wa, człowieku, czy ty myślisz?
Taak, jak zwykle Roka krzyczy. Jeden talerz już był rozbity, a drugim próbowała wcelować w Malika. Na schodach skulony siedział Niall i coś pieprzył, żeby oszczędziła talerze, bo one są duże i mieści się na nich więcej jedzenia. Mówił to jednak bardzo cicho, bo bał się, że też oberwie.
Z-Przeprosiłem, cię już do cholery, chociaż nie wiem za co!
R-Bo ty, kur.wa nic nie wiesz!
Następny talerz poszedł...
J-Ej, stop. Te talerze naprawdę są fajne! No co tak stoisz? Ja ją zagaduje, a ty uciekaj, Malik!
Lo-A ty kochanie oddychaj głęboko, bo ci jeszcze jakaś żyłka pęknie...-żartobliwym głosem zwrócił się do Roki.
J-Tomlinson, na górę, bo jeszcze ciebie zabije tym talerzem!
Pobiegła z płaczem po schodach. Również pokierowałam się na górę, dowiedzieć się o co poszło.
Z-Znalazła fajki...
J-Ja pier...
Z-Gdzie ona jest?
J-Siedzi i płacze w waszej sypialni. Nie idź tam przypadkiem! Spać też masz w salonie, na dole!
Lo-No to teraz masz przerąbane...
J-Ja póki co idę na mecz. Pół finały, ludzie!
Dziś gra Polska-Anglia. Za kim jestem? Nie mam pojęcia. Wygrany zawalczy o wszystko... Pierwsze minuty meczu i Lewandowski piękna bramkaaa!
A-Goooooooooooool!!!
Anglicy szybko odegrali się równie dobrą bramką.
A-Goooooooooooool!!!
Li-Komu ty kibicujesz?
A-Oj, czepiasz się. Trafią to krzyczę. Co, nie można?
Li-Haha, kocham cię!
    Obudziło mnie pukanie do drzwi.
Z-Hej, śpisz jeszcze?
J-Tak.
Z-A myślałem, że się wyspałaś, nawet do końca pierwszej połowy nie wytrwałaś...
J-Co?! Przegapiłam mecz?!
Z-Dokładnie. Polska okazała się lepsza...
Zaczęłam skakać i się drzeć "Polska biało-czerwoni!".
Z-Ej, jest piąta rano.
J-Że co, kurna? Malik nie śpi o 5 rano i na dodatek nie z powodu jakiejś imprezy? Ale faza!
Z-Ona ciągle płacze!
Kazałam mu poczekać i poszłam do niej.
J-Debil.
R-I to jaki! Czytałam ostatnio w gazecie jakiś artykuł... Była sobie jakaś para z domu dziecka... On miał tylko ją, ona miała tylko jego... Nagle chłopak się zorientował, że ma raka płuc. Palił od 13 roku życia... Lekarze postawili na nim krzyżyk. Dziewczyna była z nim cały czas i z każdym dniem było gorzej. Ledwo już oddychał. Wypisali go ze szpitala, bo stwierdzili, że to już koniec i nic już nie zrobią. Starali się dobrze wykorzystać ostatnie chwilę razem. Pewnego ranka ona wstała, a on już był martwy. Wyobrażasz to sobie?! Jak znalazłam w jego kurtce te fajki, to sobie wyobraziłam...
Ja już wiem jak to jest stracić tak ważną osobę... Też się rozryczałam na myśl co właśnie robi Zayn... Wyszłam z pokoju, bo akurat wszedł tam Malik.
R-Nie wiem czy będę potrafiła ci jeszcze zaufać... Zayn ja jestem przerażona. Pewnie podsłuchiwałeś i słyszałeś co mówiłam.
Z-Wiem, nie pale. Fakt kupiłem tamtą paczkę, ale nawet jest nieotwarta. Przepraszam.
R-Też przepraszam, że chciałam cię zabić...
Z-Naprawdę miałaś taki zamiar? W ogóle jest przed szóstą, a ja nie śpię! Dobranoc, kochanie.
*parę dni później*
J-No to lecimy do Polski!
H-Nie zrobicie tam nic głupiego?
C-Harry, dziewczyny tam jadą na koncert i na Euro, a ja, jak myślisz po co?
R-Widział tych piłkarzy, więc chyba się domyśla...
A-Nikt nie chciał lecieć z nami to lecimy same!
O-Tak! I przy okazji będziemy na tym koncercie. Mamy trzy nominacje do nagród!
N-Jakbyśmy tam pojechali, to mielibyśmy 5!
J-Jasne, jasne. No to paa! Bądźcie grzeczni!
Kilka godzin później nareszcie byliśmy w Polsce. Miałyśmy tylko 2 godziny na przygotowanie się na ten występ. Najpierw zgarnęłyśmy nagrodę w kat. Najlepszy zespół.
J-Wow, dziękujemy. Wiecie, że ja umiem gadać po polsku, a teraz dziewczyny pokażą wam czego je nauczyłam przez Euro! Hahahaha!
O i R-Polska biało-czerwoni! Polska biało-czerwoni! Dziękujemy!!!
Następne dwie nagrody również poszły do nas...
J-No to powiem wam, że teraz każda ma po jednej pamiątce z Polski! Haha, dziękujemy wam bardzo i życzymy powodzenia chłopcom na stadionie!
______________________________________________

I jak wam mija TEN dzień? Mi się chcę ciągle ryczeć <ze wzruszenia> chociaż nie wiem dlaczego xdee To musi być jakaś ciąża... Tak Tomlinson, będziesz ojcem! Haha Upić, wykorzystać i zatrzymać przy sobie na dziecko haha. Caaaały dzień spędziłam oglądając video diary i inne filmiki z 1D. Do chłopców mam dwa słowa na te 2 years. Dziękuje i Kocham!

sobota, 21 lipca 2012

66. Cud nad Wisłą!

    Obudziłam się i otworzyłam jedno oko. Zobaczyłam, że Louis mi się przygląda.
J-Co jest?
Lo-To ty?
J-O co ci chodzi?
Lo-To ty, prawda? Co ci się stało z włosami?
Wtedy zauważyłam Harolda.
H-Ten debil pobudził każdego, bo twierdził, że ktoś śpi w jego łóżku, ale to na pewno nie jesteś ty...
J-Serio mnie nie poznałeś? To kim ja dla ciebie jestem?
N-Czemu masz czerwone włooosy...?
I Nialler się przypałętał.
J-W nocy nie mogłam spać, a dzisiaj i tak miałam je pofarbować... Ale dobrze, że tylko szamponetką, bo Louis już zawsze by się bał, że ktoś wkradł się do jego łóżka...
Lo-No sorry, ale to było trochę dziwne...
J-Przecież mogłeś popatrzeć na twarz! Idę coś zjeść, a ty się lepiej ogarnij Tomlinson!
N-Skoro on cię nie poznał, to paparazzi i fani może też...
J-Założe okulary i może się nie zczają. To wyjdę wcześniej i będę czekać na was w studio.
Pojechałam autobusem! Pierwszy raz od jakiegoś roku. Przed studiem czekali fani, czekający na dziewczyny i chłopców. Próbowałam przejść, ale nie chciali mnie przepuścić.
-Co się tak pchasz?!-usłyszałam od kogoś.
Od następnej dostałam z łokcia. Jak one się traktują? W tym momencie, stało się coś strasznego. Podjechał samochód z zespołami i fani mnie staranowali. Dosłownie leżałam na chodniku. Nagle wszyscy zaczęli biec w moją stronę. Okazało się, że Zayn do mnie idzie, a Paul na dodatek go goni.
Z-To był zły pomysł, bo ja też cię nie poznałem. Dopiero patrze ktoś leży, nie...
J-Przestań pieprzyć tylko chodźmy już!
-Do środka, już!-przywołał nas do porządku ochroniaż.
*wieczór*
Nagrywanie płyty idzie nam coraz lepiej. Dzisiaj ćwierć finały Euro 2012! Polska wyszła z grupy!!! Anglia też, a Irlandia niestety nie, nad czym Nialler ubolewa.
N-Dobra obejrze z wami ten mecz, ale tylko po to, żeby zobaczyć jak Polska przegrywa!
A-Polska wygra idioto!
N-Niemcy ich rozniosą!
J-O ile się zakładamy?
N-5 stów.
J-OK. No to się dzisiaj wzbogacę.
Ja i Anka całe biało-czerwone siedziałyśmy przed telewizorem i krzyczałyśmy.
R-Ten bramkarz niezła dupa...
C-Patrzcie lepiej na tego przy piłce!
O-Nooo... Też fajny...
Z-Och... Kiedy to się kończy?
H-Pierwsza połowa dopiero...
Miałam z ich min niezłą polewkę. Nagle okazało się, że jest karny. Niemcy mają niezłą szansę...
N-Gooooooooooool!
Fuck! Ostatnia minuta pierwszej połowy!
J-Dobra, to kto się jeszcze zakłada?
R-Może bramkarz fajna dupa, ale Niemcy wygrają. 3 stówy daje.
O-Też daje 3.
C-Ja daje 2. Może się uda...
Z-3 stówy.
J-Ktoś jeszcze?
H-2 daje.
J-Ok, zapisałam wszystko. Idioci... Chodźcie na drugą połowę!
Oglądaliśmy z takim napięciem, że nieświadomie wypiłam 2 piwa. I nagle goool... Dla Niemców...
Z-Wiesz co... Możemy odwołać te wszystkie zakłady...
J-MORDA!
N-2:0 jest!
J-Polska wygra! Kiedy wreszcie to pojmiecie?!
H-Może wtedy jak strzelą chociaż jedną bramkę?!
J-Gooooooooooooooooooooooooooooooooooooooool!!!
Zaczęłyśmy skakać i krzyczeć. Uda się!
N-Jeden gol niczego nie zmienia.
J-Nienawidzę oglądać z wami meczy! Dokońca siedzicie cicho!
Li-Dobra, spokojnie... To tylko mecz.
A-Tylko mecz? A jak Anglia grała to był, aż mecz.
C-Dwa gole chyba coś zmieniają Nialler...
J-Co? Jeeej, gooooooooool! Remis jest! Haha!
Ku mojemu zdziwieniu sięgnęłam po następne piwo.
Lo-Ej, to twoje ostatnie.
A-Właśnie, Louis dobrze gada, polać mu!
Z-Nic polać i to twoje ostatnie. Ludzie, to ja latam do sklepu!
J-Polska, gola!!! Polska, gola!!! Polska, gola!!!
H-Niech ten mecz się już skończy!
A-Nie martwcie się, niedługo pół finały.
N-Jeszcze pięć minut. Nic się nie wydarzy.
J-Jedna bramka i po meczu.
Lo-Nie nastawiaj się tak, kochanie...
J-To się nazywa wiara.
Napięcie wzrastało z każdą minutą...
Li-Ktoś dzwoni do drzwi!
A-To otwórz! Ostatnia minuta.
J-Spoko. Uda się.
Niemcy przy piłce, kurna. Polacy odebrali...
J-Goooooooooooooooooooooooooooooooooooool! Jeeeeeeeeeeeeeeeeeee! I, co teraz? Haha!
-Dobry wieczór.-odezwał się ktoś.
J-Zajebisty wieczór!
-Policja. Dostaliśmy zgłoszenie, że...
J-Wygraliśmy, prosze pana!!! Jeeeeeeee!
P-Przecież dzisiaj nie gramy...
J-Ja z Polski jestem!
P-To co teraz pewnie będziemy świętować...
J-Ja będę, pan nie.
P-A dowodzik jest?
J-Louis, pogadaj z panem.
Lo-Będziemy świętować, ale bez alkoholu. A przynajmniej dzieci, bez...
P-Dobrze ja już pójdę i proszę o spokój, ponieważ jest już cisza nocna.
Li-Oczywiście. Dobranoc.
Spojrzałam przez okno. Odjechał.
J-Jeeeeeeeeeeeeeeeeeee! Wygraliśmyyyyyyyyyy! I ja też wygrałam! Prawie 2 tysiące! Haha.
N-To był jakiś cud...
A-No, nad Wisłą!
_______________________________________________________

Mam pytanie... Denerwuje was jak ktoś popełnia błędy ortograficzne w opowiadaniach? Mnie czasami, jak każde słowa ma błąd. Pytam, bo ostatni pisałam w środku nocy i szybko dodałam i było tam trochę błędów ;pp Jak wakacje mijają?

środa, 18 lipca 2012

65. Arielka...?


    Następnego dnia rano, od razu z Anką spakowałyśmy kartony do samochodu i pojechałyśmy do naszego nowego domu.
A-Ten cały wspólny dom to czyste szaleństwo! Wyobrażasz sobie 10 osób w jednym domu?
J-Ten dom jest taki ogromny, że jak będę coś od ciebie chciała to bardziej mi się opłaci zadzwonić i umówić się z tobą w salonie, niż cię szukać! Zajebiście będzie, zobaczysz!
Po chwili dojechałyśmy. Byłyśmy pierwsze, ze wszystkich. Od razu poszłyśmy rozpakowywać swoje rzeczy. Zastanawiałam się czy będzie łóżeczko Kevina. Było. A w środku wszystkie, rzeczy związane z nim...
    Pojechałyśmy z powrotem do "starego" domu po resztę rzeczy. Rozejrzałam się. Pusto. Strasznie pusto. Mama wyprowadza się za jakiś tydzień. Będą mieszkać razem z Billym. Fajnie się tu mieszkało. Ta sentymentalność mnie kiedyś wykończy! Szybko pobiegłam do samochodu i odjechałyśmy.
*pare godzin później*
    Siedziałam z Louisem w naszej sypialni i rozpakowywałam nasze ciuchy do garderoby. Lou bezczelnie siedział sobie na twitterze i patrzył na moją harówę. Wyszedł na chwilę do łazienki, a ja postanowiłam zobaczyć co tam robi. Siedział na moim koncie i sobie twittował!
"Nudzę się trochę, a Louis rozpakowuje nasze rzeczy, w nowym domu. Nie pomogę mu, niech wreszcie coś zrobi sam!"
Aha. Spoko.
"Sądzę, że marchewki są naprawdę dobre. Tak, lubię marchewki. Co wolicie marchewki czy sok marchewkowy? Chyba powieszę sobie, wielkie zdjęcie marchewki, nad łóżkiem. Marchewki są bardzo dobre!"
What the fuck?
"Mam garderobę z Tomlinsonem więc wiem co to paski, dziwko!"
Haha. No to akurat niezłe, ale jakim prawem? Wtedy mój wybranek wszedł do pokoju.
J-Teraz ja tweetuje, a ty rozpakowuj nasze rzeczy. Nie pomogę ci, zrób coś wreszcie sam!
Westchnął tylko, a ja weszłam na jego konto.
"Jak skończę się rozpakowywać, to idę zrobić pyszną kolację @NiallOfficial !!!"
Haha. Teraz to Niall mu nie odpuści. Harry dodał tweeta.
"Przeprowadzki są ciężkie. Na szczęście zaraz @Louis_Tomlinson zrobi coś pysznego ;)"
Nieźle, nieźle...
"Odkryłem swoją nową pasję... Sprzątanie! Od dzisiaj, chcę robić to codziennie!"
To powinno dać mu nauczkę. Do pokoju wszedł Zayn.
Z-To kiedy ta kolacja, Louis?
Lo-Jaka kolacja?
Z-No ta którą miałeś zrobić!
C-Dołączam się do pytania.
Cher też przyszła.
J-Najpierw obiecujesz, a potem co? Ja to dokończę, a ty jedź do sklepu, a potem zrób coś do jedzenia...
Bez słowa wyszedł i za chwilę usłyszałam, że samochód rusza.
    Po godzinie w kuchni czekała pyszna lasania.
O-My wszyscy mieliśmy mnóstwo roboty, a wy siedzieliście sobie na twitterze...
J-No widzisz, to się nazywa spryt.
H-I włam, na cudze konto.
J-On zaczął!
R-Właśnie widziałam "Mam garderobę z Tomlinsonem, więc wiem co to paski, dziwko!" Hahahaha.
To wspólne mieszkanie bardzo fajnie się zapowiada...
*Louis*
    Obudziłem się rano, już w naszym nowym domu... Spojrzałem czy Jula jeszcze śpi. Zobaczyłem tylko wystające czerwone włosy... Co? Czerwone włosy? To nie ona! Przecież wczoraj miała brązowe... Poszdłem do pokoju Nialla i Alex. Przed drzwiami stał Niall.
Lo-Hej, Niall, nie śpisz już?
Nie otrzymałem odpowiedzi.
Lo-Niall! Niaaaaall!
N-Murzyn zeżarł naleśnikiiiii!
Potrząsłem nim.
N-Gdzie schowałeś Boba? Booob! Bob, gdzie jesteś?
Przyniosłem szklankę wody i chlusnąłem mu na twarz.
N-W tym basanie nie ma drabinek!
Lo-Niall!
N-Loui? Co się tak drzesz?
Lo-Ktoś jest w moim łóżku!
N-Julka.
Lo-Od kiedy Jula wygląda jak Arielka?
Nialler na nią zerknął.
N-What the fuck? No stary, tylko nie mów Ance co zrobiłeś z jej siostrą...
Horan po prostu poszedł spać. Zapukałem do następnego pokoju, nawet nie ogarniam kogo. Nie usłyszałem "proszę", więc wszedłem.
Lo-Halo, kto tu śpi?
C-Louis?! Co ty tu...?
Usłyszałem głos Cher.
Lo-Ktoś śpi w moim łóżku!
H-Twoja narzeczona, palancie!
Lo-Nie!
H-Wyjdź!
Lo-Nie.
Harry wstał i ruszył do naszego pokoju.
H-Kurwa, pieprzysz się z jakimiś syrenkami i do tego mnie budzisz w środku nocy!
________________________________________________________________

Siostra bierze internet i spieprza nad morze, ale mam nadzieje, że uda mi się dodać rozdział w piątek ;) Co do tego rozdziału, to jak się podoba?
*pisząc piątek, miałam n myśli sobotę. Dni mi sie popieprzyły ;pp

wtorek, 17 lipca 2012

64. I znów te czerwone obcasy...


*2 miesiące później*
Obudziłam się i spojrzałam na komórkę. Pierwszy dzień lata... Od tego czasu byłam 2 razy u psychologa. Na pierwszą wizytę szłam z nadzieją, że to mi coś pomoże, na drugą zmusiłam się pójść, a na trzecią nie dałam rady. Było tam okropnie. Powiedziałam wszystko co czuje, on zaczął mi coś pieprzyć bez sensu i na tym się skończyło. Louis też nie poszedł. Radzimy sobie we dwójkę, rozmawiamy ze sobą, zamiast z obcymi. Jest już trochę lepiej. Już wiem, że go nie ma i nie wróci, chodzę na cmentarz... Czasem jednak śnią mi się koszmary, że Kevin leży w tym inkubatorze, ale pod ziemią i krzyczy "Mamo zabierz mnie stąd!". Wtedy cały kolejny dzień muszę dochodzić do siebie.
Li-Jula, wstawaj! Za godzinę mamy ten wywiad w programie porannym.
Prawie bym zapomniała! Dzisiaj nasz pierwszy wywiad od czasu kiedy stało się to wszystko. I to na dodatek w najczęściej oglądanym programie.
Mama była w nocy, w pracy, a Billi zabrał Charlie do siebie, więc Li i Lou spali u nas w domu.
*godzinę później*
P-Bardzo dawno was nigdzie nie było!
N-Tak, chyba wszyscy wiemy dlaczego...
P-Rozumiem jeśli nie chcecie o tym mówić.
J-Ja mogę o tym rozmawiać.
Na te słowa to chyba każdy się zdziwił nawet ja sama. Chciałam jednak wszystko powiedzieć raz i na zawsze. Mam nadzieje, że to nie za wcześnie i dam radę...
P-Na pewno?
J-Tak, o ile oczywiście Loui nie ma nic przeciwko.
Lo-Nie, ja też mogę.
Teraz to mnie zdziwko wzięło.
J-No to może zacznę od początku... A więc w 6 miesiącu ciąży, nagle dostałam skurczy i zaczęłam rodzić... Urodził nam się synek, Kevin, co zapewne już wiecie. Ochrzciliśmy go. Jego ojcem chrzestnym jest Niall, a matką moja siostra. Miał wadę serca i przeżył tylko pięć dni, mimo, że leżał w najlepszej klinicę w kraju. Mi nic się niestało jednak po tym wydarzeniu leżałam w szpitalu po próbie samobójczej. Była taka tylko jedna, nie 6 jak twierdzą media. Następny miesiąc spędziłam w swoim łóżku. Prawie nic nie jadłam, nic nie mówiłam, nie pozwalałam się dotykać. Teraz już powoli dochodzimy do siebie...
Lo-No to 100% szczerości ci się udało...
J-Może to wyglądało jakbym powiedziała to z łatwością, ale nic bardziej mylnego. Więc nie chciałabym nigdy więcej wspominać o tym publicznie.
P-Będziecie chcieli mieć jeszcze dzieci?
Tym pytaniem to mnie zagieła. Zcisnęłam rękę Lou, na znak, żeby coś powiedział,tej, z twarzą pełną botoksu, laluni.
Lo-Nie zastanawialiśmy się nad tym...
J-Mam siedemnaście lat...!
P-Sugerujesz, że nie wiesz, czy będziesz dalej z Louisem?
Teraz to już miałam zamiar jej przywalić!
H-Przecież są zaręczeni!
J-Sugeruje, że jestem jeszcze młoda i nie mam zaplanowanego życia.
P-Ale jesteście zaręczeni, więc jakgdyby masz...
Nastąpiła chwila ciszy. Co jej teraz miałam powiedzieć? Loui miał niesamowicie głupią minę, bo ta... hm... pani nieźle namieszała mu w głowie.
J-Dzisiaj zaczynamy nagrywać nową płytę! Jednocześnie mamy pierwszy koncert od bardzo dawna i do tego przeprowadzamy się!
O-Dalej nie wiem jakim cudem zgodziłam się z nimi zamieszkać!
N-Coś sugerujesz?
O-Nie...
N-Coś sugerujesz!
Haha. Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Szczególnie na widok miny prowadzącej!
P-Może powiecie coś więcej o waszych płytach?
R-No to powiemy tyle, że płyta będzie jedna. Wspólna!
Niedługo wywiad się skończył i pojechaliśmy do studia. Spędziliśmy tam ok. 2 godziny i rozpoczeliśmy przygotowania do koncertu. Mieliśmy jeden po drugim w tym samym miejscu.
*pare godzin później*
Kolejny raz weszłam na scene i spojrzałam na publiczność. Minęły 3 miesiące, a mam wrażenie jakby minęły 3 lata.
J-No to znowu tu stoimy w tych czerwonych obcasach, żeby dla was zaśpiewać. Tak bardzo tęskniłam! Dziękuję wszystkim faną, którzy mnie wspierali. Postaram się dać radę na tym i na następnych koncertach, dla was!
Na tym koncercie było wyjątkowo dużo fanów. To pewnie ze względu na przerwę...
O-Po za tym dzisiaj zaczęliśmy nagrywać nową płytę i na następnych koncertach nie będziemy same...
R-Mamy nadzieje, że nasz pomysł na duet spodoba wam się.
Zagrałyśmy pierwszą piosenkę Wonderland.
J-Dawno z wami nie gadałam, więc teraz powiem za duźo. Ktoś tu się zaręczył...
Roka próbowała mnie zabić spojrzeniem, a Olka miała z tego wszystkiego niezłą beke.
O-Jak myślicie kto?
R-Hm... Niech zgadnę... Zayn?
J-Dobrze! Zayn się zaręczył z pewną blond niewiastą... Zwano ją Roka... Hahaha...
R-Hahaha, bardzo śmieszne! Pokaże wam pierścionek! Gdzie tu jest jakaś kamera? O, tu.
*Po następnej piosence*
J-Mogę opowiedzieć wam pewną historie związaną z tym pierścionkiem. Bo jak pewnie zauważyliście, nie jest on z żadnym brylantem. Jest to pierścionek plastikowy, z automatu w Polsce!
O-Ja opowiem, ja! A więc nasz drogi Zayn, był bardzo złym boyem, jak to mają boye z Bradford.
J-I nie chciało mu się wysilać na przeprosiny, więc poszedł do automatu, wrzucił pieniążek i miał już pierścionek!
O-I z tym pierścionkiem, o 3 w nocy, jak to bad boy, wrócił do domu.
J-Obudził swoją dziewkę i zaproponował jej małżeństwo!
O-Ona nie wiedziała co ma poczynić, bo wiadomo, kto by chciał takiego bardzo złego boya...
J-Wtem Malik zaczął jej składać pokłony i niewiasta musiała się zgodzić.
Z-I żyli długo i szczęśliwie...
Skąd wziął się tu Zayn?! Z mikrofonie, na scenie, na naszym koncercie?!
R-Koniec!
Pocałowali się. Ooo jakie to słodkie!
O-Co ty tu...?
Z-Przejmuję ten koncert, do widzenia!
J-Kto cię tu wpuścił?
Z-No właśnie nikt!
Lo-Jula, kocham cię!
N-Alex, kocham jedzenie!
Na scenie pojawiła się następna dwójka. Wtedy na scenę wbili ochroniarze i ich zgarneli, a my kontynuowałyśmy koncert.

poniedziałek, 16 lipca 2012

Nowy bloog!

Serdecznie was zapraszam na mojego nowego bloga ;) Czyli wbijać kurnaa! Haha
http://take-me-to-wonderland-onedirection.blogspot.com/
Mam nadzieje, że się spodoba ;)

Przy okazji Eleanor ma dziś urodziny, co pewnie już wiecie.
Przyznam, że jak zaczęłam lubić One Direction to nie za bardzo za tobą przepadałam. Lecz potem pojawiła się Perrie, której bardzo nie trawie i przy okazji polubiłam ci bardziej. Chciałam ci jeszcze powiedzieć, że jesteś zajebiście ładna i że idealnie nadajesz się dla Louisa. I niech wam będzie miejcie te wasze małe Tomlinsonki... Sto lat Eleanor!

PS Wiem, że miałam dodać rozdział dziś wieczorem i miałam go dokończyć po południu, ale tak mi pękała bania, że nie dałam rady... ;( Napiszę coś w nocy jak mi przejdzie i jutro dodam ;)

niedziela, 15 lipca 2012

63. Bądź Zaynem i nie przepraszaj!


    Następnego dnia postanowiliśmy się wspiąć na Tarnice.
N-Alex, spakowałaś jedzenie?
A-Jasne, że spakowałam. Ale do cholery ty nosisz ten plecak wypakowany żarciem!
N-Nie unoś się, kochanie. *śmiech*
Tą sielankę przerwał nieoczekiwany krzyk Roxy. Na cały dom rozległo się głośne "Kur*aaaaaaa!". Zbiegła po schodach na dół.
J-Co znowu?
R-Ja mam na niego za słabe nerwy! Idź mu coś zrobić!
J-A potem ja będę gnić w więzieniu! Nie, dzięki...
Na dół zszedł Louis w samej bieliźnie, przecierający oczy.
J-Przecież byłam cię budzić z 20 minut temu! Nawet do łazienki już poszedłeś!
Lo-No poszedłem, ale Cher tam siedziała i siedziała... 2 łazienki to za mało na 10 osób!
Weszłam na górę. Harry jeszcze spał, podobnie jak i Anka. Kazałam zejść im na dół, a sama poszłam do Malika.
J-No to co zrobiłeś?
Z-No, bo wczoraj jej obiecałem, że do końca wyjazdu nie zapale ani razu. I jak wróciła z łazienki to akurat byłem na tarasie, z fajką...
J-Powiem ci, że zawsze jak się kłócicie to Roka tylko krzyczy i przychodze do ciebie po wyjaśnienia. A jak ty mi wyjaśniasz takim pokorą i z takimi oczami to zwykle biorę twoją stronę. I jeszcze ci powiem, że zanim was poznałam to byłam pewnego rodzaju feministką. Ale co to za feministka, biorąca ciągle stronę facetów? A wiesz co ci jeszcze powiem? Jak już wejde na tą górę to tam sobie zapale twoje fajki, które teraz mi oddasz.
Z-Nie.
J-Tak.
Z-Nie.
J-Tak.
Z-Louis mnie zabije!
J-Tchórz!
Z-Dobra masz, ale i tak nie zapalisz.
J-Dziękuje.
Miałam niezłą beke z moich wspinających się przyjaciół. Ledwo żyli, tak jak i ja, ale mi o to chodziło. Zayn miał do dźwigania i plecak i swoją dziewczyne. Takie zadośćuczynienie.
J-Loui, ja wiem, że nienawidzisz gór.
Lo-Ja też wiem, że ty nienawidzisz.
J-No to tak sobie razem nienawidzimy, a jednak tu jesteśmy.
Lo-No tak tu sobie jesteśmy razem z miłości.
J-Z tobą to nawet góry są tak sobie zajebiste...
Wreszcie weszliśmy. Wyciągnęłam paczuszkę i zapaliłam. Louis zmierzył Zayna wzrokiem.
Z-Ukradła! Nie dałem jej.
Patrzyli tak na mnie i po chwili każdy już palił oprócz Malika i Nialla, bo ci się muszą znowu odzwyczajać. Cała paczka poszła.
Li-Szisza lepsza...
Spojrzeliśmy na niego ze zdziwieniem.
Li-No co?!
Niedługo wróciliśmy do domu i zaczęliśmy grę Monopoly. Niestety było nas za dużo i podzieliliśmy się w dwójki. Ankę zaczęła boleć głowa, więc mieliśmy nie do pary...
Z-Grajcie beze mnie, idę do sklepu... Aha i nie biorę telefonu...
R-Co mu się stało?-powiedziała po kilku minutach rozmyśleń.
A-Nie wiem co mu się stało, ale stanęłaś na nasz hotel! Haha!
Minęło kilka godzin, a on dalej nie wracał. Roka chciała aż dzwonić na policję, ale przypomniałam jej, że i tak kazali by czekać jeszcze czy się nie znajdzie. Zasnęliśmy w końcu, razem na sofie, inni na podłodze lub fotelach...
    W środku nocy poczułam, że Roxa wstaje, a że miałam na niej głowę też się obudziłam. Kiedy otworzyłam oczy ujrzałam Zayna. Ucieszyłam się niesamowicie, czego nie można powiedzieć o jego dziewczynie...
R-Gdzie ty kur.a byłeś pół nocy? Jeszcze uroczo zakomunikowałeś, że nie bierzesz telefonu. Jaki z ciebie debil! Wciąż nie mogę uwierzyć, że się z tobą zadaje!
Już każdy się obudził i patrzył na awanturę z szeroko otwartymi oczami.
Z-No bo ja...
R-Co ty? Zamierzasz mi znów kłamać w żywe oczy?! Dzięki, ale nie!
Z-Ale posłuchaj...
R-Nie chcę cię słuchać! I niewiem czy kiedykolwiek zachcę!
Z-Wyjdź za mnie!
I w tym momencie padł na kolana...
R-Co?!
Z-Zostań moją żoną! Wyjdź za mnie! Tylko to udało mi się tu znaleźć.
Wyciągnął plastikowy pierścionek z automatu za złotówkę.
Z-Wyjdź za mnie! Nigdy już nie zapale, przyrzekam! Wyjdź za mnie!
Malik powtarzał te słowa jak traumę, a ona stała oszołomiona.
Z-Wyjdź za mnie! Kupię ci lepszy pierścionek! Wyjdź za mnie! Błagam!
W tym momencie zaczął składać jej pokłony, a my nie mogliśmy wyrobić ze śmiechu. W dodatku Li wszystko nagrywał.
R-Czemu ty mi rozkazujesz?
Z-Kochanie, wyjdziesz za mnie?
R-Tak! Ale nie chcę nowego pierścionka. Ten jest idealny...
Bądź Zaynem i zamiast przepraszać, poprostu się oświadcz!
___________________________________________________________

Krótki trochę wyszedł, więc następny dodam już jutro wieczorem ;)
PS Chciałam wam przypomnieć, że minęła już 1/4 wakacji! Haha, dołująca wiadomość?

piątek, 13 lipca 2012

62. Połonina Caryńska i ciocia Cela.

    Parę dni później, byliśmy już w Bieszczadach. Bez trudu znaleźliśmy domek, który zawsze wynajmowałam z rodzicami i, który teraz wynajęliśmy my. Dalej było tam pięknie. Wyszłam na taras i spojrzałam na góry. Cudowny widok, którym mogłabym zadowalać moje oczy wieczność... Chłopcy wnieśli już walizki do naszych pokoi. Nagle pojawił się problem, bo okazało się, że zamiast 6 sypialni, jest tylko 5. Kiedy to rezerwowałam, to planowałam, że Hazz i Cher będą już pogodzeni. Oczywiście z moją pomocą, bo jak inaczej, tylko wyleciało mi to z głowy. Zastanawiałam się jak to załatwić i wpadłam na pewien pomysł... Kazałam pójść Cher do ostatniego wolnego pokoju i sama zaprowadziłam tam Harrego.
J-No dobra, to wasz pokój. Rozgoście się.
C-Ja idę szukać jakiegoś hotelu.
J-Nie wygłupiaj się. Przecież wszyscy dobrze wiemy, że się kochacie, a skoro się kochacie to nie ma problemu.
H-Otóż, ta sprawa, jest bardziej skomplikowana i ten problem, jednak istnieje...
C-Co w tym skomplikowanego? Tak, jest problem!
J-Dobrze, kurwa, to szukajcie sobie jakiegoś hotelu! Szczerze: kompletnie mi to wisi! Czemu zawsze ja muszę każdego godzić? Myślicie, że nie mam swoich problemów? Chciałabym, do cholery, mieć takie jak wy! Niestety, ostatnio pochowałam własne dziecko i mam teraz w dupie z kim będę spać w pokoju przez kilka nocy!
Wybiegłam trzaskając drzwiami. Postanowiłam się powspinać. Połonina Caryńska to mój cel. Pamiętam jak wspinałam się tu kilka lat temu. Ciągle tylko krzyczałam: "Mamo, nogi mnie bolą!", "Kiedy postój?", "Tato, weź mnie na ręcę!", "Ja już dalej nie idę!". Tak, byłam nieznośna. Poprawka: jestem. Nareszcie doszłam na szczyt. Wszystko mnie bolało, ale plan się powiódł. Przez zmęczenie, przez chwilę nie myślałam o TYM wszystkim. Pooddychałam chwilę świerzym powietrzem i miałam już wracać. Nagle coś mnie podkusiło, żeby odwiedzić ciocię Celę. Ciocia Cela to pani, która posiada restaurację w pobliżu i pare lat temu bardzo się z nią polubiłam. Kiedyś nawet zabrała mnie ze sobą do kuchni na cały dzień i jej tam pomagałam. To miejsce nic się nie zmieniło. Usiadłam i zamówiłam kotleta schabowego. Podała mi go pani Celina.
J-Co u pani słychać?
C-Przepraszam, znamy się?
Przedstawiłam się i przypomniałam jak kiedyś bywałam u niej w każde wakacje.
C-Czyli teraz zostałaś piosenkarką. Pamiętam jak kiedyś tu występowałaś, przed klientami... Bardzo im się podobało... A co u ciebie?
J-No zaręczyłam się niedawno i... *chwila ciszy* Byłam w ciąży...
C-Taka młoda, a już w ciąży? I jeszcze te zaręczyny... Byłaś, a teraz już nie jesteś?
J-No urodziłam, ale dziecko przeżyło tylko 5 dni...
W tym momencie całkowicie się rozkleiłam, a Celi było naprawdę głupio.
    Kiedy już zapadł zmierzch, wróciłam. Zastanawiałam się co zastanę. Zastałam Cher, Harrego i Louisa przy herbacie w kuchni. Cher miała czerwone oczy, jakby od płaczu. Kiedy mnie zobaczyła, od razu przytuliła i zaczęła przepraszać.
C-Wiem, że jestem okropna, nie musisz mi mówić. Jest mi strasznie głupio... Dobranoc, kocham cię!
J-Wcale nie jesteś! Ja cię też!
Spojrzałam na Stylesa. On też wpatrywał mi się prosto w oczy. Nagle wstał i też mnie przytulił.
J-Wybaczyła?
H-Wybaczyła. A ty wybaczysz? Wiem, że jestem kompletnym debilem. Zrobię jutro na śniadanie naleśniki!
J-No to wybaczam, Dobranoc!
H-Kocham cię!
Po chwili też zniknął na górze, a ja za nim, pod prysznic.
   Kiedy wyszłam z łazienki pokierowałam się na dół. Loui jeszcze tam był. Rozpalił kominek i ułożył się koło mnie na kanapie.
J-Myślisz, że powinnam pójść do psychologa?
Lo-Ty to powinnać wiedzieć...
J-Gadasz jak twój dziadek!
Lo-Rozmawiałaś z nim?
J-Tak. Mówił mi o Claire. I, że jest ciągle przy nim, w sercu. Kevin też jest przy nas, prawda?
Lo-Jasne. I zawsze będzię.
J-Jak myślisz, jest tam mu lepiej?
Lo-Mam nadzieje...
Musiałam zrobić naprawdę smutną minę, bo dodał po chwili "Na pewno, jest mu tam dobrze!"
Lo-Kiedy byłaś w ciąży wyobrażałem sobie jak to będzię za parę lat. Jak będę go uczył grać w piłkę... Jak będziemy się razem bawić... Jak zabrałbym go kiedyś na scene, na nasz koncert, żeby zaśpiewał razem z nami...
J-Najpierw musiałbyś nauczyć go chodzić i mówić...
Lo-Ciekawe jakie byłoby jego pierwsze słowo...
J-Tata... Na pewno, najpierw, powiedziałby tata.
Lo-Teraz łapię się na tym, że dalej sobie tak wyobrażam. Niestety on już nigdy nie powie tata...
W tym momencie przerwaliśmy na chwile naszą rozmowę. Widziałam, że Lou płacze, sama też płakałam...
J-Kiedy budzę się rano moja pierwsza myśl, to "Co z Kevinem?". Najgorszy moment dnia to właśnie ten, kiedy już uświadamiam sobie, że nic z Kevinem. Że już go po prostu nie ma i nie muszę się o niego martwić...
Lo-Pamiętam, jak wtedy, w Polsce, wszedłem do pokoju i pokazałaś mi ten test, ze słowami, przez łzy: "Chyba urodzę ci dzidziusia!". Dlaczego płakałaś?
J-Bałam się jak cholera. Że nas zostawisz. Że nie dam rady. Że nie podołam temu zadaniu. Nie podołałam temu zadaniu. Nie uchroniłam go. Ale ty nas nie zostawiłeś...
Lo-Kocham was najbardziej na świecie...
___________________________________________________________________

To jest drugi rozdział, przy którego pisaniu zachciało mi się ryczeć. Generalnie to mało rzeczy mnie wzrusza, ale jednak okazało się, że mam uczucia. Jakby były jakieś niedociągnięcia, to wybaczcie, bo pisałam go w środku nocy.
PS Proszę o odpowiadanie w ankiecie ;)

środa, 11 lipca 2012

61. Kroczek do przodu.

    Teraz to dowalił. Zaczęłam się coraz bardziej martwić.
J-Gdzie Loui?
H-Wieczorem idzie do klubu. Tam pije, dużo pije. Następnie, nad ranem wraca do domu i trzeźwiejąc ogląda zdjęcia Kevina. Kiedy już wytrzeźwieje, idzie na cmentarz. Ze cmentarza, wieczorem do klubu i tak dalej...
Poderwałam się i założyłam na siebie byle jakie ciuchy. W biegu spojrzałam na kalendarz. 15 kwietnia. Miesiąc temu urodził się Kev... Wow, to już miesiąc...
H-Gdzie ty idziesz?
J-Na cmentarz. Podwieziesz mnie?
Po chwili jechaliśmy już jego samochodem.
J-Co ze Stephanie?
H-Okłamała mnie. Wydało się, że nie jest w ciąży. Narobiła mi niezłego kłopotu...
J-Wypłynęło to?
H-Nie, ale poinformowała o tym moją rodzinę, naszych ochroniarzy, menadżerów, chłopaków z zespołu...
J-Mam nadzieje, że to cię czegoś nauczyło... Co z Cher?
H-Nic. Nieodzywamy się do siebie od tamtego dnia na trasie...
Przez prawie miesiąc byłam tylko raz na cmentarzu... Tylko raz. Moje dwa najbardziej znienawidzone miejsca, to właśnie cmentarz i szpital.
    Przy grobie stał Lou. Podeszłam do niego cicho. On mnie zauważył i odwrócił przodem, ja natomiast go przytuliłam. On odwzajemnił uścisk, najpierw nieśmiało, a potem tak jak zawsze.
J-Przepraszam...
Lo-Za co?
J-To przeze mnie teraz tu jesteśmy...
Dopiero teraz się do tego przyznałam. Nawet przed samą sobą... Zaczęły lecieć mi łzy.
J-I za to, że jestem taką pieprzoną egoistką...
Przez miesiąc praktycznie nikt mnie nie dotykał-niepozwalałam na to. Dopiero teraz, zdałam sobie sprawę, jak bardzo potrzebowałam, tego przytulania. Siedzieliśmy z Kevinem jakieś pół godziny i ruszyliśmy uliczkami Londynu.
J-Stęskniłam się za tobą. Pocałuj mnie.
Stanęliśmy i Loui mnie pocałował-krótko, ale czule. Mijaliśmy akurat apteke.
J-Masz jakieś pieniądze? Muszę sobie kupić jakieś witaminy, bo jestem taka słaba, że ledwo stoje...
Louis z jednej strony się zmartwił, ale z drugiej ucieszył, że ruszyłam do przodu. Następnie pojechaliśmy do naszego przyszłego domu. Czekała już tam reszta 1D, Alex, Roka, Anka i Cher. Umówiłam się z nimi, żeby ustalić, co robimy dalej z tym mieszkaniem. Kiedy przeglądaliśmy jakieś katalogii odezwałam się.
J-Postanowiłam, że wyjeżdżam na kilka dni w góry. Jacyś chętni do towarzystwa?
N-Gdzie?
J-W Bieszczady.
N-W Bieszczady?
J-Tak, w Bieszczady. Do Polski.
Lo-Jula, ty nienawidzisz gór...
J-No to, kurwa, teraz pokocham!
Każdy patrzył na mnie zdziwionym wzrokiem. Tak, wiem, zmieniłam się, ale nic na to nie poradzę.
J-Przepraszam... Jedziecie?
Każdy się zgodził. Wybraliśmy już niektóre meble i Liam zobowiązał się je zamówić.
    Następnego dnia postanowiłam jakoś wszystko ogarnąć. Najpierw poszłam do kwiaciarni. Zrobiłam pare buketów, dla klientów i przygotowałam trochę kwiatów dla Keva. Obsłużyłam nawet kilku klientów. Nie mogłam zdobyć się na uśmiech dla nich, ale chyba nie mieli tego za złe...
    Potem zrobiłam krótkiego twitcama.
J-Chciałam was przeprosić za to, że tyle czasu miałam was gdzieś... I najprawdopodobniej będę miała... Jest mi teraz bardzo ciężko i proszę, żebyście to zrozumieli. Kiedy już będę gotowa, udziele jakiegoś wywiadu, lub zrobię normalnego twitcama, żeby z wami pogadać... Narazie my, ani One Direction, nie będziemy mieć żadnych koncertów, ale nie długo zabierzemy się za nową płytę... Będzie nam trudno, bo Kevin od jakiegoś czasu był częścią naszego zespołu... Teraz znów musimy radzić sobie w trójkę, bo jego już nie ma... *płacz* Do zobaczenia, kocham was!
    Następnym krokiem były odwiedziny Doncaster. Najpierw poszłam do dziadka Lou. Nie wiem po co. Otworzył mi i zaprosił do środka. Kiedy już zrobił nam herbatę zaczeliśmy rozmawiać.
K-Jak sobie radzisz?
J-Nie radzę...
K-Niech zgadnę, przyszłaś tu żebym powiedział ci coś mądrego... Louis też był tu w tej sprawie... Pewnie ci nie mówił, ale też kiedyś straciłem dziecko... Również urodziło się za wcześnie... Wtedy nie mieli żadnych sprzętów i nie przeżyło nawet doby. Długo trwało zanim zacząłem normalnie żyć, ale Claire jest dalej w moim sercu. Codziennie o niej myśle. Nie popełniałem jednak żadnych prób samobójczych tylko wspierałem moją żonę...
J-Tak, wiem, że jestem okropną narzeczoną.
K-Nie to miałem na myśli. Każdy reaguje inaczej, ale nie możesz tak po prostu odbierać sobie życia, zostawiając dla Louisa następny grób. Co byś zrobiła gdyby Lou tak zrobił?
J-Czuję się coraz bardziej winna...
K-Przepraszam, nie to miałem na celu. Bardziej uświadomienie ci, żebyś już nigdy nie pomyślała o samobójstwie...
J-Sądzisz, że jest mi potrzebny psycholog?
K-Sama powinnaś wiedzieć...
J-Wyjeżdżamy teraz w góry, może jak wrócimy coś zrobię w tym kierunku...
K-Po co wyjeżdżacie?
J-Po prostu poczułam, że muszę pojechać w Bieszczady, do Polski. To dla mnie bardzo ważne miejsce. Kiedy mój ojciec jeszcze żył jeździliśmy tam, co roku, na wakacje. Może wspinając się po górach uda mi się przełożyć ból psychiczny na fizyczny...
K-Też nie lubisz się wspinać? Loui ma to samo...
J-Kolejny dowód na to, że jestem okropna! Och...
K-Chyba nie pomogłem ci tą rozmową...
J-Pomogłeś. Dziękuje.
Pocałowałam go w policzek i wyszłam. Podążyłam do domu Louiego. Na wstępie od razu przytuliły się do mnie wszystkie jego siostry i się rozkleiłam.
D-Nie płacz, proszę!
Jakie one są kochane. Wszyscy moi bliscy są kochani, a ja ich tak po prostu miałam w dupie. Taka prawda. Czuję się beznadziejnie...
__________________________________________________________________

Zaczynam już prace nad nowym blogiem ;) Tylko mam cholerny problem, bo nie mogę zdecydować się na imię dla głównej bohaterki. Musi być ładne, jakieś zagraniczne i takie, które można skracać. A więc proszę o pomoc. Możecie też podać jakieś imię dla jej przyjaciółki, ale wstępnie mam wybrane ;D Z góry dzięki ;*

poniedziałek, 9 lipca 2012

60. Czy jest jakaś inna definicja tego słowa?

    Lekarz wyszedł z sali, zostawiając za sobą otwarte drzwi. Usłyszałam jak ktoś mówi "Godzina zgonu-23.15". O co chodzi? Jakiego zgonu?! Czy jest jakaś inna definicja tego słowa?
L-Niestety nie udało nam się go uratować... Nie mogliśmy już nic zrobić...
J-Ale jak to? Gdzie jest Kevin?! Co się tu dzieje? Kevin!
Wbiegłam do sali i spojrzałam na naszego synka. Lou próbował mnie przytulić, lecz kiedy krzyknęłam "Nie dotykaj mnie!" cofnął się... Siedziałam tam chwilę, ale kiedy zrozumiałam co się właśnie stało pobiegłam do gabloty z lekami. Wyciągnęłam jakieś na sen i łyknęłam całe opakowanie.
    Obudziłam się w jakiejś dziwnej sali. Obok mnie siedział skulony Loui.
J-Co z Kevem?
Louis zaczął płakać, a ja zdałam sobie sprawę, że nie ma już naszego dziecka. Był, ale go nie ma. Nigdy nikt mi nie umarł, oprócz mojego ojca, ale i tak nie miałam z nim kontaktu, więc nigdy nie wiedziałam jak to jest... Siedzieliśmy w ciszy cały dzień. Słyszałam jak ktoś wchodził, ale nie wiedziałam kto, bo byłam odwrócona plecami. Kiedy obudziłam sie w nocy, odłączyłam się od kroplówki i poszłam na dach budynku. Ku mojemu zdziwieniu zastałam tam mojego narzeczonego. Chciałam pobyć sama, więc usiadłam jak najdalej od niego. Zauważył mnie i czułam na sobie jego wzrok. Pewnie myślał, że chcę skakać. Spojrzałam w dół. Raczej by mnie już nie uratowali... Jakbym umarła może bym tam gdzieś spotkała moje dziecko... Stwierdziłam, że lepiej zejdę już na dół, bo jeszcze strzeli mi coś do głowy. W sali była pielęgniarka, która nieźle mnie opieprzyła. Podłączyła z powrotem kroplówkę, a ja usnęłam. Kolejne dwa dni milczenia i mnie wypisali.
    Pogrzeb mojego dziecka... Nie wiedziałam czy wytrzymam to psychicznie, ale jeden pogrzeb już opuściłam i do teraz żałuje... Mnóstwo dziennikarzy, na których widok chciało mi się żygać. Spojrzałam na jego ciało w małej trumience. Klękłam i zaczęłam krzyczeć przez łzy.
J-Kevin! Kevin obudź się! Synku!
Kiedy ludzie patrzeli na moją naiwność, że on żyje, sami robili fontanny z łez. Przeczytałam tabliczkę nad grobem. Kevin Tomlinson ur. 15.03.2012 zm. 20.03.2012. Urodził się dokładnie o 23.15 tak samo jak umarł... Niedługo spojrzałam na niego ostatni raz i drzwiczki trumny się zatrzasnęły.
J-Niee! Zostawcie go! Zostawcie! Kevin! Niee!
To zdecydowanie, najgorszy moment, mojego życia. Poczułam, że jestem spuszczana w ten dół razem z nim. I, że już nigdy nie wrócę, tak jak on... Ktoś przytrzymał mnie, żebym przypadkiem tam nie wskoczyła. Kiedy każdy opuścił już cmentarz ja i Lou dalej tam tkwiliśmy... Była już noc i chyba zrobiło się zimno, do tego padał deszcz. Nie chciałam go zostawić! Nie chciałam zostawić go samego za żadne skarby! Przecież on jest taki malutki!
    Obudziłam się w moim łóżku i zorientowałam się, że jestem już tylko fizycznie, a psychicznie nie żyje. To smutne, ale prawdziwe. Koło mnie cały czas tkwił Lou. Zaczęłam się zastanawiać, kiedy on śpi, bo nie ważne, o której godzinie się obudzę, jego szare (?) oczy, są we mnie wpatrzone. Nagle do pokoju weszła moja mama.
M-Musisz coś zjeść!
Jak zwykle w odpowiedzi otrzymała tylko moje milczenie.
M-A ty, Louis, coś zjesz?
Lo-Nie, dziękuje...
Po chwili przyniosła mi miskę rosołu, której i tak nie zjadłam. Następnego dnia, Anka, zmusiła mnie, do zjedzenia jakiegoś jogurtu. Wstałam z łóżka i przeszłam się po domu. Zostałam sama z Louim. Weszłam do łazienki. Od razu rzuciła mi się w oczy żyletka. Po chwili po mojej ręce sączyła się krew.
Lo-Kochanie, wszystko w porządku?
Zacząłam płakać. Co ma być niby w porządku? Nagle wtargnął do łazienki i od razu poleciał po bandarz. Był smutny i jednocześnie wkurzony, widziałam po oczach. Trzęsącymi rękami próbował zatamować krew...
J-Pozwól mi odejść, proszę!
Lo-Przecież ty tego nie chcesz...
J-A skąd ty wiesz co ja chcę?
Lo-Jak byś chciała to byś skoczyła, wtedy z tego dachu.
Wtedy myślałam, że będzie trochę lepiej, ale nie mogę już ze sobą wytrzymać. Straciłam sens życia... Nie chcę mi się już dłużej cierpieć...
    Przez następne dwa dni prosiłam go o to samo. W końcu się na mnie wkurzył...
Lo-Przestań być taką pieprzoną egoistką! Pomyślałaś o swojej rodzinie, przyjaciołach, fanach? Pomyślałaś chodź przez chwilę, co ja czuję? Myślisz, że jest mi lekko? Widzę, że przestałem być ci już potrzebny... Nie chcesz mnie tu, to nie!
Auu, zabolało. Szczególnie dlatego, że okazałam się taką zimną suką. Akurat przyszedł Niall, a Lou wyszedł. Przyniósł coś na wynos z Nandos i po prostu wepchnął mi to do ust. Wkurzyłam się trochę, ale zjadłam, bo dziś zauważyłam, że wypadają mi włosy, łamią się paznokcie i czuję się strasznie słabo. Nigdy nie wypadały mi włosy i każdy zazdrościł mi paznokci! Spojrzałam na siebie w lustrze. Nie byłam już tą samą osobą, ale nie miałam siły, żeby wrócić. Albo może nie chciałam wracać...
    Następnego dnia siedział ze mną Zayn, który co chwilę, wychodził na fajkę. Tak, znów zaczął palić, kiedy tylko się dowiedział, że Kevina nie ma... Zaczęłam się zastanawiać jak ja będę dalej żyć. Hm... Nie będę. Po prostu nie wyobrażam sobie, żebym jeszcze kiedyś poszła na zakupy, na kawę poplotkować, lub szalała na koncertach...
    Dni mijały, a ja wciąż leżałam w łóżku. Nie wiedziałam, który to dzień, miesiąc, wiedziałam tylko, że długo nie widziałam Louisa. Siedziałam na łóżku i wpatrywałam się w przestrzeń. Harry, natomiast, wpatrywał się we mnie. Nagle, po prostu się rozpłakałam.
H-I thought I saw a girl brought to life, 
She was warm, she came around, like she was dignified,
She showed me what it was to cry.*dalsza część piosenki Torn*
Słuchałam jego głosu i jeszcze bardziej płakałam. Kiedy skończył nareszcie się odezwałam...
J-Gdzie Loui?
H-Na pewno chcesz wiedzieć?
______________________________________________________

Jestem zwykłym mordercą... Zabiłam Kevina... Pewnie niektórzy myśleli, że jednak przeżyje, a tu proszę... Źle się czuję z tym faktem... I'm sorry Kev ♥
PS Nie spotkałam w końcu w Grecji Louisa, ale za to wychodząc ze sklepu wpadłam na kolesia, który wyglądał identycznie jak Nialler ;) Jestem na maksa wkurzona, bo w zeszłym roku na wakacjach byłam w Hiszpanii i Francji, czyli tam gdzie są obecnie Horan i Tomlinson. Fuck, czemu w tym roku nie mogę tam być?

czwartek, 5 lipca 2012

59. Louis Tomlinson, z One Direction może wszystko?

    Miałam przeróżne myśli... Nie wiedziałam co zaraz usłyszę...
L-Operacja się udała... Jest z nim ciut lepiej... Ale dobrze też nie jest, dalej podtrzymujemy go przy życiu... Chyba nadszedł ten moment, w którym lekarze nie mogą już nic zdziałać... Jutro rano mogą państwo go odwiedzić...
Poczułam ogromną ulgę, że maleństwo żyje... Jednocześnie bałam się co będzie z nim dalej...
J-Mamo, jest tu Lou?
M-Jasne, nie rusza się stąd. O i chyba właśnie przyjechała twoja teściowa.
J-Zawołaj ich.
Po chwili do sali wszedł Lou, Joy (czy jak jej tam ;p) i bliźniaczki...
J-Opeacja się skończyła, Kev żyje...
Jo-Jak się czujesz?
J-Fizycznie, OK.
D-Możemy zobaczyć dzieciątko?
Lo-Na razie nikt oprócz mnie i Julii nie może go odwiedzać...
P-Przecież jesteś Louisem Tomlinsonem, z One Direction, zrób coś, żebyśmy mogły go zobaczyć!
Lou zaśmiał się cicho.
J-Zobaczycie go, jak zabierzemy go do domu...
D-Czyli za ile?
Lo-Jeszcze dokładnie nie wiadomo, ale wyśle wam jego zdjęcie... Sam go jeszcze nie widziałem...
Dalej była już Gadka-szmatka. Kiedy wyszli wybuchnęłam płaczem. Rozmawialiśmy tak, jakby to było oczywiste, że za chwilkę zabierzemy go do domu i będziemy szczęśliwą rodziną... Późnym wieczorem Li do mnie zajrzał.
Li-Jak się czujesz? Bo Niall chyba się czymś zatruł...
J-Niech położą go koło mnie!
Li-To jest klinika specjalistyczna!
J-No i co? On się może odwodnić! Załatwcie to!
Zasnęłam, a kiedy się obudziłam Nialler leżał obok mnie.
N-Czemu nie śpisz? Jest noc!
J-A ty?
N-Nie mogę spać, brzuch mnie boli. Po co mnie tu chciałaś?
J-Po prostu nie chcę być tu sama...
N-Przecież Lou cały czas tu siedzi...
J-Chcę, żeby poszedł spać. Rano odwiedzimy Kevina i pomożecie mi namawiać go,na odwiedziny domu.
N-OK. Dla ciebie pozwoliłem założyć sobie kroplówkę...
J-Kocham cię. Następnym razem uważaj co jesz!
Kiedy Niall poczuł się lepiej, zaczęliśmy ciągle żartować. Miałam poczucie winy, bo moje dziecko walczy o życie, a ja się śmieje...
    Następnego dnia rano Lou siedział przy moim łóżku i od razu poszliśmy do Kevina. Skończy dziś 4 dni. Jest wielkości dłoni... Patrzyłam na zmianę na niego i Louisa.  Wyglądali jak 2 krople wody! Takie same rysy twarzy, nos, kolor włosów... I nawet płakali oboje, bo Kev właśnie się obudził. Nawet mieli takie same oczy!
Lo-Hej, Kevin, mówi tata! Niedługo cię stąd zabierzemy, wiesz? Masz takie fajne łóżeczko i do tego ja je składałem!
J-Jak tata je składał, to radzę uważać!
Lo-Niesłuchaj mamusi i nie bój się! Napisałem nawet dla ciebie kilka piosenek... Zaśpiewam ci je w domu...
Koło jego inkubatora Loui położył dużo misiów. Niedługo maluszek włożył swoją piąstkę do ust i zasnął. Wtedy Louis zauważył, że na jego opasce pisze Tomlinson, zamiast mojego nazwiska...
Lo-Jak to możliwe?
J-No chcialam, żeby od początku nazywał się Tomlinson. Zanim pójdziemy do urzędu...
Lo-No to może jak cię wypiszą załatwimy to szybko w tym urzędzie?
J-OK. Ale idź się zaraz przespać!
Siedzieliśmy tam pare godzin i naszczęście Louis poszedł do domu.
    Kolejnego dnia dali mi wypis. I tak nie wiele to zmieniało, bo cały czas siedziałam u Keva. Ok. 12 Lou przyjechal po mnie i pojechaliśmy do urzędu. Przed kliniką było pełno dziennikarzy. Zadawali mnóstwo pytań.
Lo-Porozmawiamy, kiedy dziecko poczuje się lepiej.
Maluszek już prawnie nazywał się Tomlinson. Nasz następny krok to chrzciny. Załatwiliśmy księdz. Chrzestnym był Niall, a chrzestną Anka. Wszystko przebiegło zgodnie z planem i Kevin był ochszczony. To wszystko działo się tak szybko! Kiedy u niego siedzieliśmy weszłam na chwilę na internet. Było tam pełno o tym wszystkim. Jakieś przeróżne plotki, które z prawdą nie miały nic wspólnego... Zauważyłam, że Loui robił mu mnóstwo zdjęć, lub kręcił filmiki. Kevin obudził się na chwilę.
J-Jak się czujesz, kochanie?
Patrzył tylko na nas swoimi brązowymi (Lou ma brazowe oczy? Bo na jednym zdjeciu widze niebieskie a na drugim brazowe...) oczami.
J-Może i z wyglądu jesteś podobny do taty, ale mam nadzieje, że nie z charakteru... Wtedy kompletnie oszaleje!
Gadaliśmy z nim jeszcze chwile, a następnie Louis zaczął opowiadać mu bajki. Potem śpiewał mu piosenki, aż wreszcie usnął. Wszystkie moje wątpliwości zniknęły i byłam pewna, że niedługo wrócimy do domu...
    Późnym wieczorem wróciliśmy do szpitala po chwili odpoczynku w domu.
Lo-Kocham cię synku, wiesz?
J-Ja też cię kocham...
Nagle z Kevinem zaczęło dziać się coś złego. Lekarze wbiegli do sali i kazali nam wyjść. Byłam przerażona... Lou chyba też, bo widziałam jak trzęsły mu się ręce...
___________________________________________________________

Zeby dodac ten rozdzial wydalam 2 euro ;pp. Do tego, wszystko w tym dziwnym komputerze jest wszystko po Grecku i nie ogarniam ;(( W poniedzialek, jak wroce, to dodam nastepny. Jak tam mijaja wam wakacje?

PS Rozdzial bd w pon o ile samolot sie nie rozbije... Za pierwszym razem sie udalo to teraz moze tez sie uda... ;)
PS 2 Jeszcze nie udalo mi sie spotkac Louisa.... Mam nadzieje ze ten horoskop zdziala!!! ;p