sobota, 30 czerwca 2012

58. Tomlinson Junior!

    Zorientowałam się, że przez jakiś czas niekontaktowałam. Jechałam na jakimś łóżku, widziałam nademną lekarzy, mamę i Lou. Widziałam po jego zachowaniu, że nie jest najlepiej. Hm... I właśnie się dowiedziałam, że rodzę. Wiem, że jak ktoś jest w ciąży to zazwyczaj rodzi, ale nie w 6 miesiącu! Strasznie się bałam, strasznie!
J-Jakby trzeba było zdecydować kto ma przeżyć, to wybieraj dziecko!
Lo-Nie mów, tak! Słyszysz?!
Teraz to już go załamałam. Wiedziałam, że są takie przypadki i chciałam mu poprostu powiedzieć. Nie wpuścili Louisa na sale ze względu na okoliczności. To tak cholernie bolało, do tego jeszcze widziałam dużo krwi, wszędzie. Nie wierzyłam w to co się dzieje. Wkońcu usłyszałam płacz i ucieszyłam się, że żyje! Pokazali mi dziecko.
L-Ma pani syna.
Syn! Był okropnie malutki, ale żył! Lekarze zabrali go gdzieś szybko, ale najpierw założyli mu opaskę na rączkę. Kazałam im wpisać nazwisko Tomlinson. Wiem, że tak nie można, ale musiałam to zrobić! Zaraz po tym jak go zabrali osłabłam kompletnie i zamknęłam oczy...
*Lou*
Byłem przerażony. Łzy cisnęły mi się do oczu i nie wiedziałem co mam zrobić. Mnie wpuścili najdalej, a reszcie kazali czekać na korytarzu. Czekałem i czekałem sparaliżowany strachem. Myślałem, że trwa to już jakiś tydzień. Niedługo na szczęście złapałem jakiegoś lekarza.
Lo-Co z dzieckiem i z nią?
L-Podtrzymujemy dziecko przy życiu, najprawdopodobnie przejdzie operację. Z matką wszystko OK, oprócz tego, że straciła dużo krwi. Pielęgniarka pokaże panu gdzie można oddawać.
Wyszłem do reszty. Uprzedziłem ich pytania.
Lo-Żyją, ale potrzebna jest krew!
Ruszyliśmy razem za siostrą i każdy oddał krew. Wszystko dzieje się tak szybko. Nawet nie wiem czy mam syna czy córkę, ale nie to jest teraz ważne. Znowu siedziałem bezczynnie i nie wiedziałem co robić. Nagle któryś z chłopców podał mi telefon ze stroną internetową jakiejś bardzo dobrej kliniki. Poszłem rozmawiać z lekarzem i powiedział, że to doskonałe wyjście, w tej sytuacji. Wpuścili mnie do Julki, cieszyłem się, ale jakoś bałem się tam wejść...
J-Masz syna! Obiecałam, że urodzę ci syna! Jest bardzo podobny do ciebie... Ale, wiesz, jest też bardzo mały i... Jak go nazwiemy?
Lo-Dziękuje... Podoba ci się imię Kevin, kochanie?
J-Jak twój gołąb... Na drugie Larry... Niech Harry wie, że go kochasz! *śmiech*
Jeeeej! Mam syna! Nie wierzyłem w to do końca...
Lo-Kevin Larry Tomlinson... Świetnie brzmi! Julia Natalie Tomlinson... Też nieźle!
J-Kocham cię, ale tak bardzo się boję! Powiedz, że on przeżyje!
Lo-Przeżyje, zobaczysz, wszystko będzie dobrze.
Jeszcze nigdy nie miałem tak mieszanych uczuć. Cieszyłem się okropnie, ale też bardzo się bałem, bo w końcu urodził się 3 miesiące przed czasem... On na pewno przeżyje, przecież nie ma innej opcji! Niedługo po naszej rozmowie zabrali ich do kliniki, a my ruszyliśmy samochodem. Panowała niesamowita cisza. Nawet radio nie grało, a zawsze ,podczas jazdy, słuchamy i śpiewamy z radiem!
Lo-To chłopczyk... Ma na imię Kevin... Będziemy z nim chodzić na mecze, prawda?
N-Oczywiście!
Lo-...Nauczę go grać w piłkę, jeździć na rowerze... Może kiedyś samochodem... Podobno jest podobny do mnie. Niedługo go zobaczę...
Z-Pewnie będzie wyrywał wszystkie dziewczyny...
H-No skoro jest podobny do Lou...
Lo-Drugie imię wybrała Jula-Larry.
Hazzie zaświeciły się jego zielone oczy... Przez chwilę zrobiło mi się lepiej... Lekarze zaraz mieli zaczynać robić mu operację serca... Poszliśmy do Julki...
*Jula*
H-Jak się czujesz? PS wybrałaś fantastyczne drugie imię!
J-Jakoś... Dopóki Kevin nie poczuje się dobrze, ja też nie.
Zaczęłam się zastanawiać co z tą Stephanie, czy to dziecko Hazzy. To mu wszystko zniszczy! To w żadnym wypadku nie jest jej wina, bo jakbym nie miała narzeczonego (jej jak to fajnie brzmi), nie przyjaźniła się z Stylesem i była fanką, też poszła bym z nim do łóżka...
Z-Zaraz pojedziemy do hotelu się przespać, to przyniosę ci jakąś muzykę.
J-Fajnie, dzięki... Li pogodziliście się?
A-Tak. Aha Cher zaraz przyjedzie...
H-To my już się zbieramy! Kochamy cię!
J-Ja was też!
Nagle się rozpłakałam, myśląc o tej operacji... Niby nie jest taka trudna, ale to jeszcze maluszek!
Lo-Mogę popłakać sobie z tobą?
J-Uśmiechnij się do mnie, Loui!
Uśmiechnął się, moim ulubionym uśmiechem nr. 3.
J-Idź też się przespać!
Lo-Nigdzie się stąd nie ruszam! Może ty się prześpij!
Zasnęłam, ale za 30 min się obudziłam. Lou już nie było... Obok mnie siedziała moja mama...
J-Jak operacja?!
M-Niedługo się skończy... Chyba wszystko idzie zgodnie z planem... Nie martw się! Wszystko będzie OK!
J-Ciągle tylko słyszę nie mart się! Jak ja mam się nie martwić?! Jak ty to sobie wyobrażasz? Że jak mnie wypiszą to pójdę sobie na zakupy lub koncert?! Bo o dziecko nie ma się co martwić!
Właśnie wszedł lekarz i oznajmił, że operacja dobiegła końca... Miał smutną minę...
____________________________________________________________

Następny rozdział dodam najprawdopodobniej w poniedziałek 09.07, bo wyjeżdżam... Wątpię żebym tam miała dostęp do internetu, ale jeżeli tak to dodam wcześniej ;) Kreto, nadchodzę!
PS Ostatnio czytałam jakiś horoskop z 1D i wyszło mi, że poznam Louisa w Grecji! Wiem, że to kompletnie zmyślone, ale i tak się jaram!

środa, 27 czerwca 2012

57. Zielona Irlandia z zielonym piwem!

J-Kto to "S"?
H-Stephanie, fanka...
J-Gdzie mieszka?
H-W NY...
J-Masz się z nią umówić. Auu!
Nagle dostałam skurczy.
H-Co jest?! Mam dzwonić po pogotowie?!
J-Nie-e... Już przechodzi... Auu!
Harry zaczął szukać telefonu... Tak, zorientował się, że już takowego, nie posiada...
J-Nie dzwoń! Już dobrze! Ale, ani słowa Louisowi! Aha i rano, mówisz wszystko Cher!
    Kiedy obudziłam się rano Cher odjeżdżała na lotnisku. Czyli, aż tak się pokłócili... Anka też już wracała, ale przedtem pokłóciła się z Li.
J-Lou, awantura wisi w powietrzu. A, że jestem w ciąży, to pewnie się będę kłócić, ale masz się pilnować!
Za pare dni polecieliśmy na 18 Justina. Nikt się jeszcze nie pogodził, a za mną i Lou było kilka małych sprzeczek. Wszyscy, byliśmy gotowi na niezłą impreze. Tylko Hazz, miał dojść później, po spotkaniu z "S"... Byłam zdenerwowana, bo ta ciąża mogła zepsuć kompletnie wszystko! Ale muszę przyznać, że Jus nieźle tańczy! Dodatkowo, na tej osiemnastce, Niall z Olką i Zayn z Roką, pogodzili się. Kiedy tylko Harold przyszedł zaciągnełam go na bok.
J-I co? To jest pewne?
H-Według niej tak.
J-Dała ci jakiś dowód?
H-Pokazała jakiś papier, czy coś...
J-O fuck! Ale może to nie twoje dziecko!
H-To już koniec...
Harry poszedł chyba, się zapić na śmierć. Jednak zniweczyliśmy, z Li, jego plan i zabraliśmy go do hotelu.
    Kiedy wróciliśmy do Londynu dom był prawie gotowy. Kupywaliśmy już meble, żeby go jakoś urządzić. Był naprawdę ogromny. Na samym dole miał kuchnię,łazienkę, salon, 2 baseny, siłownię, salę do gier (dodatkowy prezent na urodziny Lou!). Wyżej było 5 pokoi gościnnych (dla każdej pary 1), dodatkowa, mniejsza, kuchnia, łazienka, duży balkon. Za to na samej górze 5 sypialni z łazienkami i ogromny taras. W mojej i Lou był już kącik dla dziecka (naklejki na ścianach i łóżeczko z misiami).
J-Jakie śliczne!
Lo-Wiem! Sam składałem! Ten dodatkowy prezent jest zarąbisty! Dziękuuuje!
Kocham urządzać cokolwiek! Jak byłam mniejsza cały czas robiłam jakieś przemeblowania w swoim pokoju i przemalowania. Wszelkie sprawy związane z ogrodnictwem zostawiam Mayi (pracownica w mojej kwiaciarni). Ona zna się na tym najlepiej! Okazało się, że bukiety "One Direction" stały się hitem! Zamówiliśmy nawet papier na kwiaty z ich zdjęciem. Ach tak bardzo steskniłam się za Londynem! Kiedy już spędziłam czas z rodziną, umówiłam się na kawę z Nicolasem.
J-I jak tam twoje sprawy?
N-Jestem wolny, niczym ptak!
J-Hmm... To dobrze?
N-Sam niewiem... Jak tam po Ameryce?
J-Zajebiście, dziękuje... Zakumplowałam się z Biberem! A pojutrze lecę do Irlandii.
N-Po kiego grzyba?
J-Poprostu chcę być w Irlandii u Niallera i koniec! *śmiech* Za tydzień wracam. To pa!
    Teraz w Irlandii jest wszystko zielone-wkońcu to marzec. Poznałam nareszcie kobiete, która urodziła takie cudo i brata cuda. Poszliśmy na wieczorny spacer i zobaczyliśmy zielone piwo.
J-Ja pier..le! Ja chcę zielone piwo!
H-No chyba ocipiałaś!
Wszyscy zaczeli sobie kupować.
J-Ej, to jest nie fair! Ja chcę zielone piwooo!
Zaraz Niall przyniósł mi bezalkoholowe i każdy był szczęśliwy... Nagle dostałam SMS-a od Justina, o co Loui, był strasznie zazdrosny. "Co tam u was?". Odp. "A ja właśnie jestem sobie w zielonej Irlandii i piję sobie zielone piwo! PS Bezalkoholowe!"
    Następnego dnia rano w internecie i gazetach były nasze zdjęcia. Zrobiła się wielka afera z tego, że wypiłam to piwo... Rodzina zaczęła do mnie wydzwaniać, a ja musiałam im wyjaśniać. Ale stwierdziłam, że tym razem, nie będę się od razu tłumaczyć każdemu. Po prostu, jak ktoś zapyta, to grzecznie wszystko wytłumacze. Kolejny piękny dzień w Irlandii... Tego dnia poszliśmy na jakiś festyn i świetnie się bawiliśmy. Na przykład kiedy Louis twierdził, że napewno uda mu się wygrać dla mnie misia. Wydał przy tym stoisku już dużo kasy i jeszcze mu się nie udało... Wkońcu Zayn się wkurzył i zrobił to za niego, wygrywając dla mnie maskotkę.
Lo-To nie tak miało być!
Zabolała mnie trochę głowa więc wróciliśmy do hotelu. Położyłam się na łóżku, ale Loui zaczął mnie męczyć.
Lo-A może zagramy w grę?!
J-Jaką znowu grę?
Lo-Planszową!
Za 15 min zaczęliśmy grać w grę stworzoną przez Louisa. Skombinował nawet kostkę. Rzuciłam pierwsza, 3 pola. Polecenie: "Zdejmij coś". OK zdjęłam rajstopy... Lou miał powiedzieć co by wolał: zjeść żywego ślimaka, lub mieć "kąpiel" w... Hm... kompoście! Wybrał ślimaka. Moje następne zadanie, polegało również na rozbieraniu. Kurde, co tu się dzieje.
Lo-Taka gra! "Zatańcz coś".
Loui wykonał polecenie, wygłupiając się strasznie. Moje następne brzmiało: "Zaśpiewaj solówkę Niallera w piosence Moments."
J-Close the door
Throw the key
Don't wanna be reminded
Don't wanna be seen
Don't wanna be without you
My judgement is clouded
Like tonight's sky
Lo-Dobrze, grajmy dalej.
Jaki znawca się znalazł, Dobrze. Phi, wiadomo, że było idealnie! Lou musiał zdjąć 2 rzeczy. Hah, nareszcie. Moje następne zadanie "Zjedz chusteczkę".
Lo-Zayn ciągle jadł papier w dzieciństwie, więc, nie martw się, nie będzie tak źle!
J-A jak papier zaszkodzi dziecku?
Próbowałam się jakoś wykręcić jednak na nic... Louis tym razem musiał otworzyć okno i zaśpiewać What makes you beautiful. Grupka ludzi się zebrała... Teraz moja kolej. "Zdejmij 2 rzeczy". Hmm... No to teraz i ja i Lou byliśmy w samych majtkach...
J-Dobra, Louis, game over, zimno mi!
Lo-Mogę cię jakoś ogrzać!
J-Hmm... Co masz na myśli?
Lo-No możemy iść do łóżka, bo wiesz tam jest kołdra... I w ogóle tak fajnie...
Lou wskoczył pod kołdrę i znowu zaczął się wygłupiać.
Lo-Ooo, jak tu ciepło! Wiesz jak tu dobrze? Chodź!
Pomyślałam tylko "Debil" i poszłam się ogrzać w jakikolwiek sposób...
    Pare dni później wróciliśmy do Londynu. Louis, Zayn, Liam i dziewczyny byli w naszym przyszłym domu, Harry gdzieś polazł się upić, a ja z Horanem oglądałam film. Nagle zaczął mnie strasznie boleć brzuch. Takie skurcze jak, wtedy, z Harrym, ale jeszcze bardziej bolało. Zaczęłam się zwijać i jęczeć z bólu, a Niall dzwonił po pogotowie.
N-Spokojnie, oddychaj głeboko... Wdech, wydech...
J-Co ty mi tu, kurwa, pieprzysz?! Auuu!
N-Nie wiem, nie wiem!
Spojrzałam na niego. Miał oczy pełne paniki. Zaraz zabrali mnie do szpitala. Strasznie się bałam, bo lekarze, bardzo nerwowo, krzyczeli coś do siebie...

wtorek, 26 czerwca 2012

56. SMS od "S".


    Kiedy wstałam rano, moją pierwszą myślą było, że 14 luty to był sen. Spojrzałam na palec, pierscionek był. Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Hmm... pani Zagłada. Niedługo po tym, jak Lou się obudził, wróciliśmy do reszty. Wyszliśmy na wspólne śniadanie, tak jak kiedyś, w dziesiątkę... Zaraz, zaraz... W dziesiątkę? Co Cher robiła w Ameryce? Anka przyleciała wczoraj, ale Cher? Po posiłku, chłopcy mieli jakąś tam próbę, a my poszłyśmy pogadać.
J-Hmm... Co tu robisz, tak w ogóle?
C-No przyleciałam wczoraj... Były walentynki i postanowiłam, osobiście złożyć życzenia Harremu, z okazji walentynek.... Zapytałam, czy ma ochotę na spacer i wyszliśmy.
*
H-Po co przyleciałaś?
C-Stęskniłam się za wami... Jesteś umówiony z kimś na dzisiaj?
H-Nie mam nikogo. Jaki zbieg okoliczności, że przyleciałaś akurat w Walentynki...
C-Pamiętam, rok temu, jak byliśmy na trasie, z x factora... Byliśmy jeszcze tak zakochani...
H-Dalej jestem zakochany... Tak samo jak rok temu...
C-Mam tak samo... Po prostu, kocham cię, Styles, i nie mogę tego zmienić... Przepraszam, za to, bo w końcu, nie bez powodu ze mną zerwałeś...
H-Nie byłem gotowy na związek...
C-A teraz jesteś?
H-Jestem...
*
Wtedy zaczęło padać i oboje spojrzeliśmy w niebo. Hazz nagle mnie pocałował. No i teraz już chyba jesteśmy razem...
J-Nareszcie! Nawet nie wiesz, jak on tego chciał!
C-Ja też! Przypomnij sobie jego osiemnastkę!
Przypomniałam sobie jego osiemnastkę... Nieziemska impreza. Każdy świetnie się bawił, nawet ja, w ciąży. Cher też była, ale wyszła wcześniej, bo nie chciało jej się patrzeć, jak Hazz wyrywa wszystko co się rusza. Do tego spił się niesamowicie, tańczył na rurze, śpiewał do Louisa "Baby you light up my world like nobody else!"....
O-Nawet nie wyobrażacie sobie, co Niall zrobił w imię miłości... Chciał pokazać mi, że jestem ważniejsza od jedzenia i postanowił nie jeść cały dzień! Cały dzień! Jednak po 3 godzinach już nie mogłam na niego patrzeć, taki był głodny i poszłam z nim do Nandos.
A-Ja byłam z Liamem w Disneylandzie... Zajebiście tam!
R-Zayn kupił mi gwiazdę! Haha!
J-Co?!
R-No gwiazdę, taką na niebie i nazwał ją Roka. Fajnie, nie?
A mnie zaskoczył! Fajny pomysł na prezent, Malik!
    Internet, media, prasa i chyba cały świat gadał o tym, że się zaręczyliśmy. Moja rodzina zaczęła wydzwaniać i mi gratulować! Mama siedziała już w samolocie i leciała do nas! Co prawda, kupiła bilety przed walentynkami, ale... Byliśmy (Red Heels, One Direction) w jakimś programie na żywo.
P-A więc, teraz planujecie nagrać, razem płytę?
H-Tak.
Li-Nie chcemy łączyć tych dwóch zespołów, ale stworzyć fajny duet!
P-A teraz, pytanie, do przyszłej pani Tomlinson. Ile przytyłaś w ciąży?
J-Jeśli, odpowiem na to pytanie, nie będę już, przyszłą panią Tomlinson! *śmiech*
P-Lekarz pozwala ci tak pracować?
J-Jest, OK. W obcasach mogę koncertować jeszcze do końca trasy, więc nie musimy znów zmieniać nazwy.
P-Życzę wam, udanej płyty, zdrowego dziecka i fajnego wesela!
Jak mnie wkurzają, te puste Dziennikareczki. Może one takie udają? Ja też, czasem udaje kogoś, kim nie jestem, ale bez przesady...
Z-*słodki głosik* "Ile przytyłaś w ciąży?"
Lo-No właśnie! Ile?
J-I tak wam nie powiem! Jedzie ktoś ze mną na lotnisko?
Lo-Ja!
J-Jedzie ktoś ze mną na lotnisko, oprócz Louisa?
Pojechałam z Anką i Liamem. Odebraliśmy mamę i Charlie i wróciliśmy do hotelu. Z pokoju było słychać straszne krzyki. Zayn wybiegł, a po jego wzroku poznałam, że gotowy był zabić. Jednak kiedy zobaczył Charlotte, o wiele złagodniał. W pokoju jednak zastałam kompletnie nabuzowaną Rokę.
J-Co jest?
R-Ide do parku.
Na łóżku, za to, leżała zapłakana Olka.
J-Hmm... A tobie co?
O-Nawrzeszczałam na Nialla. Tak bez powodu! Jestem już zmęcona tą trasą!
Aha, okej. Położyłam się na łóżku i usnęłam. Obudziłam się ok. północy. Weszłam do apartamentu chłopaków i wyciągnęłam Harrego na spacer. Nie spał, jak zwykle...
J-Jak tam Cher? Jesteś nareszcie szczęśliwy?
H-Jestem zajebiście szczęśliwy! Mam nadzieje, że będzie się już układać...
Nagle do Harrego przyszedł SMS. Miałam jego fona w torebce, więc kazał mi przeczytać.
J-Od jakiegoś "S"-"Harry, jestem w ciąży."
Że, co kurwa?! Jakie "S"? Hazz wyrwał mi telefon i sam przeczytał, żeby uwierzyć. Roztrzaskał go w drobny mak i zaczął ostro przeklinać.
J-No i zajebiście! Zajebiście, Styles!

niedziela, 24 czerwca 2012

55. Walentynki!

    Walentynki. Ugh... Wkurza mnie ten dzień. Niby ten dzień wkurza tylko singli, ale jest jakiś dziwny... Wstałam rano i poszłam do pokoju chłopaków. Położyłam się koło Louisa...J-Chciałam ci powiedzieć, że cię kocham.
Lo-Przytul mnie i idź spać!
H-A mnie też kochasz?
N-A mnie?
J-Kocham was wszystkich, ale nie chce mi się wstawać. Dobranoc!
Niedługo po mnie, do pokoju przyszły dziewczyny. Wszyscy spalibyśmy jeszcze długo, gdyby nie Anka. Niezapowiedzianie wpadła do pokoju i nas obudziła. Wyszli od razu z Liamem i tyle ich widzieliśmy.
J-Może byś mi przyniósł jakieś śniadanie do łóżka?
Zaśmiał się tylko krótko, rzucił "Kocham cię" i poszedł. Po chwili przyszedł z hiacyntem i różnymi pysznościami. Kocham go między innymi za to, że teraz nie przyniósł mi róży. Nienawidzę róż!
J-Kocham twój uśmiech. Kiedy tak na ciebie patrze, to jestem bliska zawału...
Lo-Co ty nie powiesz... Ostatnio miałaś inne zdanie! *śmiech*
Wszyscy porozchodzili się gdzieś w parach. Wszyscy oprócz Harrego... Zrobiło mi się go żal. Prawie każdą noc, spędza z jakąś fanką, poznaną na koncercie. Nie wiem, czy chce tak teraz żyć, ale wiem, że dziś jest bardzo smutny. Po śniadaniu zabrałam Lou na gokarty. Cieszył się jak małe dziecko. Ups on zawsze się tak zachowuje... To też w nim kocham. Mniej spodobało mu się, jak go prześcignęłam. Domagał się dogrywki i teraz ja poległam...
Lo-To co teraz robimy?
Przyciągnęłam go do siebie za szelki i pocałowałam.
Lo-A ja kocham jak to robisz!
J-Kocham jeszcze w tobie paski.
Nagle Loui, wyciągnął jakieś pudełeczko i wyciągnął z niego wisiorek, zapinając mi go na szyi.
Lo-Prawie bym zapomniał.
Było to serduszko z wygrawerowaną datą, w której Louis wpadł na mnie, w czasie castingów do x factora.
J-Kocham cię!
Lo-Wiem! Też cię lubię!
Ja dałam mu ciepłe i grube skarpetki, które sama zrobiłam (!) i album z naszymi zdjęciami.
Lo-Zawsze marzyłem o takich skarpetkach!
Wiem, że skarpetki dla człowieka, który ich nie nosi to dziwny prezent, ale on zawsze takie chciał! Jak robiłam ten album to się poryczałam. Tyle wspomnień... Wkleiłam tam też zdjęcia naszego dziecka. Zakręciła mu się łezka w oku... Zabrał mnie do samochodu i pojechaliśmy na jakąś polankę. Było tam mnóstwo kwiatów.
W tym momencie Lou pocałował mnie delikatnie i czule.
J-Za każdym razem kiedy mnie całujesz, czuje jakby to był ten pierwszy, niepowtarzalny pocałunek... To jest piękne...
Znów mnie pocałował.
Lo-A teraz co poczułaś? Otświerzacz powietrza z łazienki, w której pierwszy raz cię pocałowałem?
Tak wyglądała, poważna rozmowa, z Tomlinsonem. Ja wiem, że on rozumie, o co mi chodzi, ale tylko tak reaguje...
J-Kiedy pierwszy raz, usłyszałam twój głos, poczułam coś bardzo dziwnego. Teraz, za każdym razem, kiedy śpiewasz, też to czuję.
Lo-Co czujesz?
J-Coś dziwnego, w brzuchu...
Lo-To już wiemy, jak to dziecko tam się znalazło...
J-Uważasz, że jeśli dzięki twojemu głosu, zachodzi się w ciąże? Niezłe teoria...
Loui odsłonił moją bluzkę i zaczął coś śpiewać do mojego brzucha...
J-Ej, weź. Kopnęło mnie!
Lo-A to nicpoń! Junior, nieładnie!
Położyłam jego rękę na brzuchu. Dalej małe kopało. W końcu skończyło, ale tkwiliśmy w takiej samej pozycji jeszcze długo.
Lo-"Kocham cię"-to tylko słowa...
J-Wiem to. Ale są też czyny, które je potwierdzają...
Lo-Jakie czyny?
J-Po co zabrałbyś mnie w tak piękne miejsce, gdybym nic dla ciebie nie znaczyła?
Lo-No wiesz, to jest bezludzie. Mógłbym na przykład chcieć cię wykorzystać...
J-No to jeśli chcesz, to mnie wykorzystaj!
     Niedługo Lou podwiózł mnie do parku, a sam pojechał przygotowywać się do koncertu. Usiadłam na ławce obok placu zabaw. Wyobraziłam sobie nasz dziecko, jak się tam bawi. Jak Louis się tam z nim bawi, a każdy patrzy spode łba! Będzie doskonałym ojcem, wiem to. Ciekawe co teraz robi Hazz w samotności...
    Ogarnęłam się, poszłam po dziewczyny i ruszyłyśmy na koncert. Jak zwykle świetnie się bawiłyśmy pod sceną. Po piosence Gotta be you, chłopcy wciągnęli mnie, na scenę. Lou klęknął.
Lo-Przyznaje, że cię okłamałem. Kiedy pierwszy raz, cię zobaczyłem, nie wpadłem na ciebie przypadkiem, tylko specjalnie... Poczułem wtedy, że szybko muszę coś zrobić, bo jesteś wyjątkowa...
J-Potem, to już ci szybko poszło, co?
Lo-Nie przerywaj, ćwiczyłem to! Wiem, że to musisz być ty! Wiem też, że masz mnie za zagładę, ale taką kochaną... Chciałabyś, być panią Zagładą? Panią Tomlinson? Chciałabyś, spędzić ze mną, życie?
Nawet nie zauważyłam, kiedy wyjął pudełeczko, z przepięknym pierścionkiem. Nie mogłam wykrztusić słowa...
Lo-A może przekona cię to, że wygrawerowałem na pierścionku: "Gotta be you"?
Rzuciłam mu się tylko na szyję.
N-To znaczy tak?
Niall, podstawił mi mikrofon i wykrztusiłam marne "Tak". Pierścionek nieźle się prezentował, na moim palcu! Lou, zaczął wykrzykiwać coś bez sensu, w stylu "Ludzie, zgodziła się!" i tańczyć, taniec radości. Ja płakałam ze szczęścia i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, więc któryś, mnie przytulił.
Lo-To moja narzeczona! Spadaj!
W tym momencie, wziął mnie na ręcę i wsiedliśmy do samochodu. Chciałabym, z nim teraz odjechać, na koniec świata... Niestety, niedługo dojechaliśmy do pięknego hotelu. Nawet jeszcze lepszego, od tego, w którym się zatrzymywaliśmy.
Lo-Zauważyłaś, że nie powiedziałem, że cię kocham?
J-Bo mnie nie kochasz. Pewnie znowu chcesz mnie wykorzystać!
Lo-Wolałem ten czyn od słów. Wiesz jak trudno było mi znaleźć ten idealny pierścionek?! Gdybym cię nie kochał, nie szukałbym go tak długo, kobieto!
J-Myślisz, że wytrzymasz ze mną, do końca życia?
Lo-No teraz to już muszę! Tak w ogóle, to wiedz, że nie zrobiłem tego, ze względu na dziecko...
J-Kochamy cię, Loui...
______________________________________

Długi rozdział, ale mam nadzieje, że fajny ;) PS Proszę o głosowanie w ankiecie, oraz o lajkowanie https://www.facebook.com/OneDirection.Imaginy.Alex.Jaga

piątek, 22 czerwca 2012

54. Chrzest!

    Trzy dni wolnego... Chrzest Charlie! Chrzestną miała być siostra Billego, a chrzestnym...
J-Zayn, mam do ciebie pytanie w imieniu Charlotte i jej rodziców... Czy chciałbyś zostać ojcem chrzestnym?
Zamurowało go.
Z-Ja? Ale dlaczego ja?
J-No jesteście przyjaciółmi, z tego co wiem... To znaczy jeśli nie chcesz...
Z-Ale... Byłbym zaszczycony!
Wreszcie znaleźliśmy się w samolocie do Londynu. Przed chrzestem poszłam do lekarza. Miał już nam podać płeć dziecka.
L-A więc to będzie...
Lo-Stop! Niech pan nie mówi! Będzie niespodzianka!
J-Ale przecież chciałeś wiedzieć! Już się nawet umówiłeś na opijanie płci! *śmiech*
Lo-No i będę opijał, że dziecko już ma jakąś płeć!
Ja i lekarz zaczęliśmy się z niego głośno śmiać. Tak to, wsztstko było OK. Louis dostał nowe zdjęcie, to zrobił również nową koszulkę, w której poszedł na ten melanż. Jednak przed melanżem Zayn mi coś obiecał. Zabrał mnie do studia tatuażu.
S-No to jaki dzisiaj?
Z-Jula, to Sam. Sam, to Jula. No dzisiaj oboje robimy...
Sam dziwnie na mnie spojrzał. Może nie wyglądałam na taką, co chcę mieć wielką dziarę, z czaszką... Zayn zrobił sobie w okolicach karku Charlotte, a ja na stopie One Direction Red Heels (jeden kierunek czerwonych obcasów, od nazw zespołów).
S-Ale na stopie boli, na dodatek to twój pierwszy...
J-Jestem odporna na ból...
Hmm... Chyba Zayna zabolała ręką jak ją ścisnęłam krzycząc; "Kurwa!". Może i jestem odporna na ból, ale to już była przesada. Na szczęście, powoli się przyzwyczaiłam i już tak potem nie bolało. Następnie poszłam do mojej kwiaciarni. Zatrudniłam tam Maye, pomagała jej, jej siostra Jo. Mieliśmy spory rych, ale ludzie przychodzili tam zazwyczaj ze wzgędu, że to moja kwiaciarnia, a kwiaty były na drugim planie... Zrobiłam z 10 bukietów i poszłam. Zrobiłam też jeden bukiet One Direction. Pięć różnych kwiatków, oznaczało każdego z nich. Pewnie nieźle będzie się sprzedawać...
    Loui miał problem, bo każdy u mnie w domu był zajęty, a przecież "nie mógł zostawić mnie samej".
J-Mogę spędzić ten czas z Nicolasem...
Lo-Zawiozę cię do Doncaster!
J-Już się z nim umówiłam! Dobra, on mnie tam potem zawiezie...
Lou odwiózł mnie do domu Nicolasa.
N-Nie bój się! Nic jej nie zrobię... Dobry melanż, nie jest zły, więc idź już!
Gadaliśmy o wszystkim i o niczym.
J-To ty właściwie jesteś takim moim wujkiem...
Dopadła mnie głupawka i zaczynałam bredzić.
N-No tak właściwie... Ej, mam nadzieje, że nic nie brałaś...
Zaczęłam się tylko głośno śmiać. Faza i tyle. Niedługo wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do Doncaster. Po drodze śpiewałam na całą parę piosenki z radia.
J-Chce ci się tak jeździć?
N-Zależy w jakim towarzystwie... Już jesteśmy!
J-Dzięki, fajnie było... To widzimy się na chrzcie!
Moja głupawka musiała się skończyć, bo właśnie stanęłam przed domem Louisa. Otworzyła mi jego mama. Postanowiła pokazać mi zdjęcia małego Lou.
ML-Tutaj na spacerze. Zawsze krzyczał do wszystkich: "Dzień dobry, miłego dnia". O, a tutaj ze mną, jak byłam jeszcze w ciąży. Pewnego dnia zapytał mnie czy kocham swoje dziecko. Odpowiedziałam, że oczywiście a on: "To dlaczego je zjadłaś?".
Było też zdjęcie USG. Poryczałam się jak jego mama to wszystko mi opowiadała, ona zresztą też.
ML-Loui zawsze był typowym łobuzem. Nic się nie zmienił. Nie mogę uwierzyć, że teraz on będzie miał dziecko...
J-Ja też... To znaczy to właściwie żadna różnica kiedy, bo i tak nie ma zamiaru być dorosły...
ML-Mogę o coś zapytać? Dlaczego z nim jesteś?
J-Urzekło mnie w nim... Nie wiem co! To on zaczął mnie podrywać i się w nim zakochałam. Właśnie dlatego, że jest taki zabawny i spontaniczny. Jeszcze, jest jego uśmiech! Kiedy się uśmiecha, czuje, że zaraz zejdę!
Jego mama tylko się uroczo śmiała. Chyba ma to po niej... Niedłogo poszłam się położyć, bo Junior kopał. Ciekawe ile chłopcy już
    Byliśmy już wszyscy przed kościołem. Zayn cały zestresowany, ale szczęśliwy w cholere. Chrzestną była siostra Billego w moim wieku. Czekało mnie właśnie spotkanie z całą rodziną. Wiedzieli, że jestem w ciąży, ale nie ode mnie... Pewnie będą dręczyć Louisa... Siedzieliśmy daleko od mojej rodziny, więc na początku nie gadaliśmy. Ojciec Billego zaczął polewać, ja się z nim zaczęłam kłócić, że nie mogę, a on chyba nie wiedział dlaczego... W końcu Louis mu powiedział i dał mi spokój. Zastanawiałam się, czy gdybym nie była w ciąży, to bym wypiła przy rodzinie... Stwierdziłam, że tak, a co mi tam! Zwróciłam się do chłopaków.
J-Ale pijecie za zdrowie Charlie i to wszystko!
H-*szept* Ta chrzestna jest wolna? Jak ma na imię?
J-Nawet mnie nie wkurzaj! Co, ją też chcesz sobie przelecieć?
H-O co ci chodzi...?
I tak, podszedł do niej i zaczął ją podrywać. Zauważyłam jak moja babcia gada z Louim. Od razu ruszyłam na pomoc.
J-Cześć, babciu. O czym rozmawiacie?
B-Witaj, kochanie... Pytałam Louisa o imię dla dziecka... Jak się czujesz?
J-Dobrze, dziękuje... Jestem tylko trochę zmęczona, przez tą trasę...
Żałowałam, że to powiedziałam...
B-Powinnaś teraz się oszczędzać! Chyba nie chcesz, żeby coś się stało tobie i dziecku...!
J-Jestem pod kontrolą lekarza, a to moja praca. Wszystko jest OK.
Postanowiłam się przejść, w tym miejscu było tak pięknie! Nagle z głębokich zamyśleń, wyrwał mnie Nicolas.
N-Hej, co tak sama chodzisz?
J-Tak jakoś. Masz dziewczynę?
Hmmm... Zabrzmiało to trochę głupio, ale tak naprawdę nie wiem, czy ma, czy nie...
N-Nie wiem... Tzn, mam, ale ostatnio ciągle się kłócimy.
Zaczął mi się zwierzać, a nagle ni stąd, ni zowąd zjawił się Lou.
Lo-Każdy was szuka! Co tak zniknęliście?
J-A tak sobie gadamy... Ile wypił Harry?
Lo-Li, dzielnie każdego pilnuje.
J-Poderwał już Melanie (chrzestna)?
N-Jak to Melanie?
Lo-Spokojnie, próbuje skombinować sprzęt, żeby była jakaś muzyka...
Okazało się, że One Direction występowali, bo nie było żadnych płyt tylko gitara... Było zarąbiście! Lou odwioził mnie do domu i żegnaliśmy się w samochodzie.
J-Zazdrosny jesteś!
Lo-Ja? O kogo?
J-O mnie i Nicolasa. Nie udawaj!
Lo-Ależ ja nie udaje! Jak możesz mnie o takie coś posądzać!
J-Czyli, że jesteś!
Lo-Dobranoc!
_______________________________________________________

Dosyć długi wyszedł... Zapraszam do polubienia strony na fb! ;) https://www.facebook.com/#!/OneDirection.Imaginy.Alex.Jaga

wtorek, 19 czerwca 2012

53. Fakty...

    Byliśmy właśnie po 2 koncercie w USA. Teraz już oficjalnie zmieniłyśmy nazwę zespołu na "Red Heels". Teraz wystęoujemy w czerwonych butach... Chłopcy skończyli M&G i jechaliśmy do hotelu.
J-Macie nie gwałcić Harrego na jego solówce!
H-Właśnie! Zostawcie mnie!
Harry był podwójnie skrzywdzony, bo na próbie dźwiękowej dostał żelkami, w czułe miejsce. Nikt nie okazał mu współczucia, tylko te świnie się śmiały! Następnego dnia mieliśmy poznać Justina Bibera.
N-Nie mogę doczekać się jutra...
Wszyscy-Wiemy, Niall... *śmiech*
    Mieliśmy się spotkać w restauracji naszego hotelu. Niall tak krzyczał ze szczęścia, że zamknęliśmy go dźwiękoszczelnym pomieszczeniu i spokojnie się szykowaliśmy. Wypuściliśmy dopiero jak mieliśmy schodzić. Całą drogę ściskał Li, za rękę. Niall podbiegł przywitać się z nim pierwszy, my za nim. Okazał się być bardzo fajny i zaprosił nas na swoją osiemnastkę.
Jus-To przyjdziecie?
O-Akurat wtedy mamy dzień wolny, a następnego już wracamy, więc...
N-Taaaaaaaaaaaak!!!
Jus-Fajnie... Jak tam dziecko?
J-No...
Lo-Bardzo dobrze!
Roześmialiśmy się wszyscy. Po chwili pożegnaliśmy się, umawiając na następne spotkanie, 1 marca.
R-I co, Niall? Jarasz się?
N-...
J-Chyba jest w szoku... *śmiech*
    Na koncercie chłopaków miałyśmy miejsca w pierwszym rzędzie. Zaraz zaczęłyśmy rzucać na scene różnymi rzeczami. Najpierw jakimiś stanikami, miśkami, lalkami barbie i wszystkim co nam przyszło do głowy. Do tego darłyśmy się, chyba najgłośniej ze wszystkich fanek. Liam bawił się tymi lalkami, Hazz stanikami i każdy był szczęśliwy! Lou założył slipki ze supermenem krzycząc; "Suuuupeeeermeeeeeeeeeeeeen!". Po koncercie poszliśmy do pokoju chłopaków, prócz Harrego, który jak zwykle wynajął pokój z jakąś fanką...
N-Komuś się nudziło, bo żucał na scenę mnóstwo różnych rzeczy...
O-To my, mózgu!
Li-Wszystko było wasze?
R-No na pewno większość...
Włączyłam fakty o One Direction na necie.
R-[Gdyby dziewczyna Zayna się topiła, ratował by ją pomimo, że nie potrafi pływać.] Och jak miło!
J-[Pyt. Jakiego szamponu używacie? Lou-L'Oreal, bo jestem tego warta!] *śmiech*, tego nie słyszałam!
N-[Kiedyś Lou i Niall zamknęli Harry'ego w szafie, kiedy otworzyli stał nagi i krzyczał "Ta-Da"]
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, a mi przypomniał się Harry. Strasznie się zmienił.
J-[Jednym z ulubionych słow Loisa jest 'boobs' ] *śmiech* "Pokaż cycki Tomlinson!"
Lo-To też wy krzyczałyście?
O-No, a jak?! [Louis uprzedza swoja przyszłą żone, że jeżeli będzie musiał mieć 15-20 córek po to, by mieć jednego syna, to on to zrobi.]
Hmm... Lou mnie uprzedził... "Swoją przyszłą żonę"...!
Lo-[Jedynym chłopakiem w zespole, który nigdy nie oszukał swojej dziewczyny jest Niall.] Ups... Ja nie chciałem tego przeczytać!
J-Przede mną miałeś inne dziewczyny... Może zostańmy przy opcji, że chodzi o nie... Tak, tak będzie najlepiej!
Lo-Kocham cię!
Z-["Zawsze myślałem, że będę młodym ojcem, ale teraz myślę, że będę miał około 27 lat"-Louis.] Ups... No to chyba dobrze myślałeś...
J-Ale nasze dziecko, nigdy, przenigdy ma nie myśleć, że jest jakieś nieplanowane!
N-A jest planowane?
Niall dostał z poduszki i zamilkł.
R-[Pyt. Jaką część ciała lubisz u dziewczyn najbardziej? Louis:piersi, Zayn:miękkie części.]
*chwila ciszy*
J-Ja pierdole...
Rzadko przeklinam, ale... Hmm... Ile jeszcze tych faktów?
O-[Nazwisko Horan w języku Szwedzkim oznacza prostytutkę.] *śmiech* Ej , nie chwaliłeś się!
    Niedługo wszyscy, oprócz mnie poszli spać. Poszłam do Harrego, bo tamta dziewczyna już poszła. Zaczęłam walić drzwi i zaraz ujżałam rozespanego Hazze.
J-Stwierdziłam, że musimy pogadać!
Wyszliśmy na balkon. Kocham noc, było tak pięknie...
J-Zmieniłeś się...
H-Bez przesady...
J-Która to już fanka od zerwania z Cher?
Hazz spuścił wzrok i milczał.
J-To znaczy, wiesz... Ja nic do tego nie mam, ale jesteś pewny tego co robisz? Jest ci dobrze? Jeśli tak, to nie będziemy już o tym gadać...
H-Robię to co chcę. Dziękuje za troskę...
Położyliśmy się w łóżku i zaczął coś bredzić, jakby był kompletnie pijany. Mówił, że kocha Cher, ale z nią zerwał i sam nie wie co robi, ale dobrze, że zerwali, tylko teraz troche żałuje i nic nie wie... Gadał tak do świtu...

sobota, 16 czerwca 2012

52. Imprez czas!

    Tydzień po moich nadeszły urodziny Louisa. W ten sam dzień z samego rana byliśmy umówieni do lekarza. Właściwie to ja byłam, ale lekarz miał nam dać posłuchać bijące serduszko Juniora, więc Lou też musiał iść. Zbadał mnie już, wszystko OK. Nadszedł ten magiczny moment. Zaczęłam się wsłuchiwać w ten dźwięk. Pierwsza łza spłynęła mi po policzku. To trwało za krótko! Byłam taka szczęśliwa! Wyszliśmy, jeszcze w lekkim szoku, z gabinetu. Spojrzałam na Louiego. To małe serduszko kompletnie go rozwaliło!
J-No to, wszystkiego najlepszego, kochanie! *śmiech*
Dopiero w samochodzie, który zresztą ja musiałam prowadzić, się uspokoił. Loui pojechał do Doncaster, a ja poszłam do domu, pomagać mamie z wigilią. Nagle do mojego domu wpadł Niall.
J-Co jest? Nie powinieneś być na lotnisku?
N-No właśnie powinienem, ale mam ważną sprawę...
Weszliśmy do mojego pokoju, on chwile odetchnął, bo chyba biegł i zaczął mówić.
N-Chodzi o akcję "bigos". Zastanawialiśmy się z Magdą jak to załatwić... Kiedy wracasz do Anglii z tej Polski?
J-No do Polski lecę w 2 dzień świąt no i posiedzę tam jakieś parę dni...
N-Dobra to przylecę jakoś w środę po ciebie...
J-Co?! Przylecisz po mnie?!
N-Dla bigosu wszystko!
On pobiegł na lotnisko, a ja się z niego śmiałam. Serio chyba mu posmakował ten bigos...
Po kolacji wigilijnej pojechałam do Doncaster. Były urodziny dla rodziny Tomlinsona. Najwięcej gadałam z jego dziadkiem, który też w pewien sposób jest związany z Polską.
DL-No, a więc masz zamiar urodzić mu dziecko...
J-No teraz to już nie mam wyjścia...
DL-Cieszysz się?
J-Na początku nie było mi do śmiechu, ale jak zobaczyłam reakcje Lou, czyli dziką radość, wszystko się zmieniło!
DL-No to dobrze... Jej, będę pradziadkiem! Ale mnie urządziliście! Nie spodziewałem się, że Louis tak szybko będzie ojcem i w ogóle... Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek to nastąpi! *śmiech*
Lo-Znowu się ze mnie nabijasz, dziadku?
J-My tu sobie miło rozmawiamy! Trochę szacunku do dziadka i matki twojego dziecka! Właśnie, prezent ci miałam przynieść z samochodu...
Lo-Dałaś mi już dzisiaj prezent! Dałaś mi najlepszy prezent na całe życie! Nic już od ciebie nie chcę!
Ja jednak podarowałam mu zabawkę-samolot sterowany.
J-Jeszcze mamy dla ciebie wspólny prezent, ale dostaniesz go za jakieś 2 miesiące... Jaki ty już jesteś stary! Jak cię poznałam to była z ciebie taka fajna, młoda dupa, a teraz... *śmiech*
Lo-Harry jest wolny, młody, możesz iść do niego. Ale dupę chyba dalej mam dobrą?!
J-Harry nie nazywa się Tomlinson! A dupę masz dobrą! *śmiech*
Lo-Czyli jesteś ze mną tylko ze względu na nazwisko? To dlatego wszystko nazywasz Tom!
Ugryzł się w język, bo przypomniał mi Toma. Nie straciłam, na szczęście, na dobre humoru...
    Jak ja kocham święta! Chociaż tą część roku spędzam spokojnie i z rodziną... Właściwie są to pierwsze święta Charlie... Zawsze jak o niej pomyślę robi mi się przykro. Teraz, nawet jak jestem w Londynie, rzadko ją widuję, czy spędzam czas... Czasami nawet chłopcy zajmują się nią, bo oni mają dla niej czas, a ja nie... Po południu w drugi dzień świąt poleciałyśmy z Anką do Polski.
M-No to jakie macie plany na najbliższą przyszłość?
J-No na sylwestra wracamy do Londynu i w 2012 od razu jedziemy do Ameryki północnej i południowej. Będziemy tam 2 miesiące, potem jakieś koncerty w europie...
A-Ja mam zagrać w jakiś teledyskach i tańczyć na różnych koncertach...
R-To kiedy znów się zobaczymy?
M-Może jakoś w marcu się uda... W czerwcu już będę mamą...
Ten pobyt w Polsce uważam za udany... Dzień przed sylwestrem przyleciał Niall.
N-Gorący towar prosto z Irlandii!
M-Zapakuje ci ten bigos, a na razie masz na talerzu... Pierogi też wkładam...
N-Pakuj, pakuj! Będę ci zbierać autografy wszystkich znanych osób, które spotkam! Obiecuje!
J-Jaka łapówka za bigos!
Lot minął nam szybko i śmiesznie ze względu na Słoneczko (Nialla).
Lo-Nie widziałem was tydzień!
J-Ja jakoś nie tęskniłam... *śmiech* Co robiłeś?
Lo-Nic... Opiekowałem się Charlotte cały dzień! Twoja mama robi mi testy...
J-Zorganizowałeś jakoś sylwestra?
Lo-Noo... A z tą sukienką, to "wynajęliśmy" z chłopakami Cher, żeby wybrała...
J-Uff... To dobrze...
    Impreza była u Roki w domu. Mieszka na wsi, więc jakbym mogła coś wypić... No to postawiłabym całą tą wieś na nogi! I tak każdy się narąbał, oprócz mnie i postawili ją na nogi! Zaczęły się też głupie zakłady... Harry założył się, że będzie spał z krowami w stajni... Louis z Liamem kto zrobi więcej pompek. Oczywiście wygrał Li, ale Loui twierdzi inaczej. Niall zakładał się ile wypije... Tak, położył się wcześniej spać... Najbardziej podobał mi się zakład Zayna. Założył się, że przebiegnie się po wsi nago. Roka nawet nie zaprzeczała, taka była zlana. Kiedy ludzie na niego patrzyli błagałam, żeby nie robili zdjęć i nie wstawiali do internetu. Również o to, żeby nikt nie dzwonił po policję.
J-Dobra Malik! Wygrałeś zakład, a teraz się ubieraj!
    Rano mnie jedyną nie bolała głowa. Na początku poszłam do stajni. Harry leżał pod stertą siana.
J-Harry, obudź się! Spóźnisz się do szkoły!
H-5 minut mamo! ... Jakiej kurwa szkoły?!
J-*śmiech* Idź się umyć, bo strasznie śmierdzisz... Jakbyś nie pamiętał to spałeś w stajni...
Hazz był mocno zdziwiony. Poszłam budzić resztę i od razu dawać im jakieś proszki na głowę. Kiedy Niall się obudził szybko wyszłam z pokoju, bo nie mogłam patrzeć jak cierpi... Został tylko Lou, który nie chciał wstać. Wpatrywałam się w niego jak zwykle. Nachylałam się nad jego pięknym ryjkiem i nagle mnie szybko pocałował i znów udawał, że śpi. Ja o mało zawału nie dostałam! Zaczęłam udawać, że gadam z Nicolasem przez telefon... Od razu gwałtownie wstał, wyrwał mi fona i poszedł do łazienki... Ja opowiadałam co działo się zeszłej nocy, a wszyscy słuchali mnie z szeroko otwartymi oczami i ustami...
J-...No i potem Malik się założył, że przebiegnie przez wieś nago i... wygrał zakład...
R-Że co kurwa?!
Zayn zakrztusił się sokiem, a pozostali się śmiali. Oczywiście oprócz Roki...
J-Zadbałam, żeby nikt nie dzwonił na policję...
    Niedługo wszyscy porozjeżdżaliśmy się do domów i za dwa dni USA...
Z lotniska, zmęczeni lotem, od razu udaliśmy się do hotelu. Byliśmy grzeczni i wzięliśmy dwa pokoje; jeden dla naszej trójki, a drugi dla 1D. Po wejściu przebrałam się i od razu usnęłam...
    Rano obudziły mnie krzyki Louisa...
J-Co jest?
Lo-W gazecie są twoje pół nagie zdjęcia...
Zobaczyłam zdjęcie z wczoraj kiedy byłam bez bluzki i spodni. Ups...?
J-No kładłam się wtedy spać! Nie wiem jak je zrobili. Ooo napisali tu, że zaczął mi się już zaokrąglać brzuch... Przez to wszystko nie zauważyłam tego... No Lou, nie wkurzaj się! Przecież nic się nie stało! To znaczy to są świnie, ale nic na to nie poradzimy!
Lo-Moje dziecko zaczęło się powiększać!
J-Taa, a twoja dziewczyna niedługo będzie jak ciężarówka...
___________________________________________________________

Zaraz gra Polska! Macie wygrać 10:0, jasne? Pan od w-fu obiecał mi, że jak Polska dojdzie do finału to załatwi mi na następne 3 lata 6 z w-fu! I tak wiem, że oni wygrają to całe euro! Tylko proszę się ze mnie nie śmiać!

środa, 13 czerwca 2012

51. Uro, Uro, Urodziny!

*miesiąc później...*
    Urodziny... Tak... Pamiętam te wyjątkowe, w zeszłym roku... Kiedy chłopcy, napisali dla mnie piosenkę i zaśpiewali ją w finale x factora... Kiedy dostałam coś, co bardzo kocham-Toma. On był ze mną zawsze... Nazywaliśmy go naszym dzieckiem i się nim tak opiekowaliśmy... Co zmieniło się od ostatnich urodzin? Nasza przyjaźń na pewno się umocniła, tak jak moja miłość do Louisa... Duuużo koncertów i nowy album. Sława. No i dziecko... Otworzyłam oczy, wyrywając się z rozmyśleń. Mama czekała z naleśnikami w kuchni! Pierwszy raz zrobiła naleśniki na śniadanie! Wszyscy złożyli mi życzenia, a ja postanowiłam wyjść na spacer. Pooddychałam świeżym powietrzem i nagle dostałam SMS-a od Hazzy; "Za 15 min. Milkshake City!". Mnóstwo balonów i chłopcy śpiewający Happy Birthday. Podali mi shake, którego samego zmiksowali i szybko ruszyliśmy w jakimś dziwnym kierunku. Stanęliśmy przed kwiaciarnią...
Lo-Ta da...!
J-W sensie?
Li-W sensie, że kupiliśmy ten budynek i zrobiliśmy z tego kwiaciarnię...
Z-No i tak jakby, jest teraz twoja...
Nie mogłam w to uwierzyć... Własna kwiaciarnia? Wow... Zaczęłam skakać na nich i przytulać.
J-Ale naprawdę?
N-No naprawdę!
H-Patrzcie jak się cieszy... Kocham cię!
Lo-Jak ją nazwiesz?
J-Tom.
Lo-Nazwałaś tak królika, kwiaciarnie i może jeszcze dziecko tak nazwiesz?
J-Odwal się! Co teraz robimy?
Z-Według planu teraz zajmują się tobą dziewczyny... Więc, pa!
Według planu? To nie koniec takich niespodzianek? Dziewczyny kazały przyjść mi do mojego garażu. Kiedy weszłam ujrzałam perkusję...
J-Skąd wiedziałyście, że...
O-Że marzysz o perkusji?
R-Może nie znamy cię długo, ale dobrze...
A-Ja tam cię znam od urodzenia, ale to one na to wpadły...
Zaczęłam próbować na tym grać. Wbrew pozorom to nie takie łatwe...
C-Nie martw się, Sam z waszego zespołu cię nauczy...
J-Fajnie by było... Co teraz, według tego waszego "planu"?
O-Sesja zdjęciowa!
Miałam dość już tych ciągłych sesji, ale jak się okazało, ta nie była taka zwykła... Weszłyśmy do wielkiej garderoby i wybrałyśmy sobie przeróżne ciuchy. Każda wyglądała zupełnie inaczej... Roka zrobiła się na hipiskę (http://stylistki.pl/hippie-186142/), Olka na metala (http://stylistki.pl/rock-186131/), Cher jak jakiś dresiarz (http://stylistki.pl/dres-186118/), Anka na pin up girl (http://stylistki.pl/pin-up-girl-186147/), a mnie ubrali na księżniczkę (http://stylistki.pl/ksiezniczka-186130/), założyli koronę... W ogóle było przecudnie! Nigdy nie zapomnę tej sesji. Potem poszłyśmy na lody i zjadłam 3 gałki o smaku nutelli! Nagle zobaczyłam Louisa.
J-I teraz planowo mam iść z nim?
Lo-No nie mów, że się nie cieszysz...
Założył na siebie strój Spider-Mana, a ja Catwoman... Wyszliśmy tak na miasto trzymając się za ręce.
J-Planujesz teraz jakiś napad na bank?
Lo-Nie, ale nareszcie ci ludzie, nie wiedzą kim jesteśmy! Huraaa!
Poszliśmy do wesołego miasteczka. Większość ludzi myślała, że tam pracujemy i dlatego chodzimy w tych przebraniach... Tak, chcieli sobie robić zdjęcia, ale udawaliśmy, że nie wiemy o co im chodzi... Poszliśmy na Roller Coaster... Było zajebiście, ale chyba nie dla Louisa, bo ma czerwone ślady po moich paznokciach...
J-Jak myślisz, da radę pocałować się przez te maski?
Lo-Hm... Ale jak zdejmiemy to nas nakryją!
J-Ale, ja chcę cię pocałować, a to moje urodziny... Po za tym kto w tym mieście chodził, by w takich maskach, jak nie my!
Lou ściągnął dyskretnie maskę i szybko mnie pocałował. Następnie wsiedliśmy do samochodu i podjechaliśmy pod mój dom. Tam czekało mnóstwo fanów. Śpiewali mi Happy Birthday, potem Lou włączył projektor i pokazał mi na ścianie mojego domu filmik od fanów, którzy nie mogli tu teraz przyjść. Życzyli mi, zdrowego dziecka, więcej takich fajnych dzieci później (oczywiście z Louisem), szczęścia i żebym zawsze miała takich kochających fanów. Ja tam już robiłam za fontannę... Potem robiłam sobie zdjęcia z fanami i z nimi gadałam, wtedy nagle Lou się ulotnił i powiedział, że ktoś po mnie przyjdzie... Dziwne to wszystko, ale w końcu nie nudziłam się, bo towarzyszył mi tłum ludzi...
    Przyjechała po mnie Cher i zawiązała mi oczy. Wprowadziła mnie do jakiegoś budynku, w którym było bardzo głośno... Deja vu... Finał x factor, chłopcy śpiewający dla mnie Happy Birthday na scenie... Tylko, że tym razem nie stałam za kulisami, a na widowni. Kolejna fontanna dzisiaj. Wzięli mnie do siebie na scenę i śpiewali mi prosto w oczy. Kazali mi powiedzieć coś do mikrofonu, ale zdołałam tylko;
J-Kocham was!
Miałam taką radochę, że kolejny raz stoję na tej scenie... Przez następny kwadrans nie kontaktowałam, gdzieś jechaliśmy i znów miałam zawiązane oczy... Jakiś klub. Okazało się, że to będzie impreza w... Uwaga... Pianie! Ouuu yeaa! Zawsze o takiej marzyłam! Co prawda nie mogłam nic wypić, ale bez procentów też jest impreza! Właściwie nikt tam nie pił tylko wznięśli za mnie toast... Było dużo moich znajomych ze szkoły... Magda była! Niall już się z nią umawiał na bigos w święta! To było zajebiste party hard, w pianie!
    Następnego dnia przyjechał do mnie Louis. Siedzieliśmy sobie jak zwykle i się wygłupialiśmy. Poszłam nasypać jedzenie dla Toma... Wtedy to zauważyłam... Mój króliczek się nie ruszał... Nie chodziło o to, że śpi!!!
J-Lou!
Lo-Co się stało?
Spojrzał w kierunku klatki i uśmiech znikł z jego twarzy... Przytulił mnie szybko i mocno. Kiedy się trochę uspokoiłam kazał mi przynieść pudełko od butów.
J-Chcesz go pochować w pudełku po butach?
Lo-Może być jakieś inne... Chyba nie będziesz kupować mu trumny!
Żeby zamawiać trumnę było za mało czasu... Tak, chciałam to zrobić! Ozdobiłam ładnie pudełko i schowaliśmy tam Toma. Lou wziął łopatę i wykopał dół w ogródku... Wtedy zaczęło przypominać mi się jego życie... Dostałam od Louisa małą, bialutką kuleczkę, którą od razu pokochałam. Dostałam ją od Tomlinsona, więc nazwałam go Tom. Byliśmy na trasie-Tom był ze mną. Byłam w kompletnym dołku-Tom był ze mną. Czasami rozrabiał i musiałam długo po nim sprzątać, ale też nie byłam dla niego idealną panią... Nie zawsze miał świeżą trawę i codziennie czyściutką klatkę... Może innym wydaje się-to tylko królik! Może to dziwne, ale wniósł do mojego życia wiele dobrego...
J-Dziękuje, za taki cudowny prezent, rok temu...
Lo-Kocham cię! Wiesz, może on chciał zrobić dla kogoś miejsce... Hmmm?
J-Może i masz racje... Ale i tak zrobię mu tu taką kapliczkę!
____________________________________________________

Kocham cię Błaszczykowski! Zakładałam się z moim w-f-istą, że jak Polska mam 6, jak przegra 3, a jak remis to zostaje mi ta co jest... No nie do końca się udało, ale i tak ciesze się w cholerę! Teraz tylko meczyk z Czechami i wychodzimy z grupy!

PS Coś mi się zdaje że już niedługo nadejdzie czas tego bloga... :(

poniedziałek, 11 czerwca 2012

50. Kochana zagłada...

    Ostatnia do sali Harrego weszła Cher...
H-H-hej...
C-Jak się czujesz?
H-Dobrze... Co tu robisz?
C-Przyjechałam, bo się o ciebie martwię...
H-Po tym wszystkim co ci zrobiłem?
C-Odpowiedz na moje dwa pytania szczerze... 1 dlaczego ze mną zerwałeś, a 2 czy kochałeś mnie kiedyś...?
H-Dalej cię kocham... Po prostu... Coś się zmieniło i nie mów, że nie zauważyłaś... Ja się dla ciebie nie nadaje... Jesteś śliczna, mądra, utalentowana, opiekuńcza i w ogóle zajebista! Znajdziesz sobie kogoś lepszego... Ciężko mi będzie bez ciebie, bo pewnie teraz nie chcesz mnie znać, ale zależy mi na twoim szczęściu...
C-Nie chcę na razie nikogo szukać! Zostań moim przyjacielem, proszę...
    Hazz miał już niedługo wychodzić, więc wszyscy porozchodziliśmy się do domów. Louis zaprezentował mi swoją nową koszulkę z napisem "To moje dziecko!" i ze zdjęciem z USG. Dał też naszemu dziecko wielkiego misia.
J-Oszalałeś już kompletnie!
Lo-No oszalałem z miłości!
Pojechaliśmy do Doncaster. Pokazaliśmy zdjęcia mamie Louiego. Właściwie to on wbiegł do domu w bluzce i zaczął się coś wydzierać. Jego siostry do niego podbiegły, żeby się przytulić.
Lo-Patrzcie, to moje dziecko.
D-A gdzie ono teraz jest?
J-No teraz jest u mnie w brzuchu...
P-Zjadłaś je? Jak ono się tam mieści?
Lo-Jest bardzo malutkie... Nie zjadła go...
W tym momencie należało uciąć rozmowę, bo bliźniaczki dociekały by jak ono się tam znalazło...
    Następnego dnia miałyśmy koncert. Postanowiłam powiedzieć wszystkim. Wiedziałam z czym to się wiązało, ale wolałam uniknąć jakiś plot i sama powiedzieć...
J-Po raz pierwszy na scenie w UK jesteśmy w czwórkę... Mam na myśli to, że jestem w ciąży... A, więc pierwszą piosenkę, chciałabym zadedykować, mojemu dziecku...
Wszystkich kompletnie zamurowało. Po koncercie zaczęły się jakieś pytania, a ja nie miałam na nie ochoty.
J-Jutro rano będziemy z 1D w programie na żywo, może tam coś wspomnę...
*
Prowadząca-Wszyscy jesteśmy w szoku po tym co wczoraj oznajmiłaś...
J-No domyślam się...
P-Kto jest ojcem?
Nie wiem dlaczego, ale rozśmieszyło mnie to pytanie.
J-Louis Tomlinson jest ojcem mojego dziecka.
P-Nie wydaje wam się, że jesteście za młodzi?
Lo-Jesteśmy za młodzi na dziecko, ale i tak bardzo je kochamy...
P-A co o tym sądzi reszta?
N-Jak Jula oznajmiała nam, że jest w ciąży, powiedziała, że teraz więcej osób będzie wyjadać mi jedzenie...
O-Oh, Niall! Cieszymy się wszyscy. Louis szaleje ze szczęścia, co bardzo nas rozśmiesza...
J-Dzięki temu, że jestem w ciąży, Zayn już kompletnie przestał palić!!!
P-Bardzo cieszymy się razem z wami. To dziecko naprawdę musi być cudowne, bo jak widać ma dobry wpływ na każdego... No, ale teraz koniec imprez...
J-Koniec imprez dopóki nie urodzę i przestane karmić! Louis będzie zostawał z dzieckiem w domu! *śmiech*
P-Twoim, wręcz mottem, jest "Tomlinson to zagłada!". Chcesz rodzić kolejną zagładę?
J-No, ale to taka kochana zagłada...
*
Lo-Mamy dla was niespodziankę!
O-Jaką znowu niespodziankę?
Z-Zobaczycie...
Wsiedliśmy do naszego dużego auta i odjechaliśmy na obrzeża Londynu. Znaleźliśmy się na jakiejś budowie.
H-No i to tak jakby nasz dom...
Zamurowało mnie. Budują dom? O co tu chodzi?
Lo-Chcieliśmy wam powiedzieć, jak już będzie skończony, ale ze względu na Juniora... Fajny, nie?
R-Zajebisty...
Nie był w aż tak surowym stanie... Trzeba jeszcze skończyć podłogę, pomalować, no i wiadomo-urządzić w środku. Cieszyłam się strasznie, bo na planie wyglądał pięknie.
    Wszyscy udali się do swoich domów oprócz Nialla, który chwilowo mieszkał w hotelu i Louisa, który miał towarzyszyć mi tej nocy, bo mama miała dyżur, Billy zabrał Charlie do siebie, a Anka zniknęła gdzieś z Liamem... Wykończona dzisiejszym dniem, położyłam się na łóżku i gadałam z Louisem, który polował na jedzenie w kuchni.
J-Jakbyś chciał nazwać dziecko?
Lo-Jakby to była dziewczynka, to Natalie, jeśli chłopiec... Hm...
J-Nick, Tom, lub Nicolas...
Lo-Mogę zjeść tą bitą śmietanę?
J-Jasne...
Lou wrócił do pokoju i podciągnął mi bluzkę, odkrywając brzuch i nakładając na niego dużą ilość bitej śmietany. Wtedy zaczął ją jeść...
J-Co ty robisz?! To łaskocze! Louis!
Lo-Pozwoliłaś mi!
J-Proszę przestań!
Lo-Bita śmietana jest dobra, zrozum mnie! Ty też jesteś dobra! I nasze dziecko też jest pyszne! Chcesz spróbować?
J-Z twojego brzucha? Tak w ogóle, to nie jedz naszego dziecka, idioto!
Zdjął koszulkę i też nałożył sobie na klatę. Zaczęłam jeszcze bardziej się śmiać i zrobiłam mu zdjęcie.
J-Kocham cię, ale nie jedz nic ze mnie więcej!
Lo-No, ale dlaczego?
Posadził mnie na swoich kolanach i zaczęłam go całować, zdejmując mu przy tym czapkę i czochrając jego włosy. Wtedy do domu weszli Li i Anka. Anka była kompletnie zlana i coś krzyczała, a Li chyba też trochę pił...
Li-Cicho, bo ich obudzisz!
J-Nie śpimy. Jakim prawem upijasz moją siostrę?
Li-Jakim prawem jeszcze nie śpisz? Taka grzeczna dziewczynka z ciebie.
W tym momencie pogładził mnie ręką po głowie.
J-Ile piłeś?
Li-A-ale ja przecież nie piłem, nic nie piłem, nic!
__________________________________________________________

"Nie jedz naszego dziecka, idioto!" Hahah. Jara was euro? Żadnego meczu jeszcze nie opuściłam ;) Jutro Polska gra z Rosją i boję się trochę... Ale i tak wierze, że Polska wygra to całe euro! ;D

sobota, 9 czerwca 2012

49. Pierwsza fotaa!

   Wieczorem pojechaliśmy z Louisem do hotelu w Londynie. Postanowił tam przenocować parę dni, żeby być blisko "nas", a ja nie miałam ochoty na powrót do domu. Nad ranem obudziły mnie krzyki Lou. Coś w stylu "Zostaw ją! Nieeee! *moje imię*" i chyba płakał. Płacz przez sen? Ja byłam przerażona i szybko go obudziłam, a on mocno mnie przytulił.
J-Co ci się śniło?
Lo-Nigdy nie wspominaj tej nocy. Proszę.
J-Ale Loui...
Lo-I tak ci nic nie powiem.
Zaczęłam się bać, co to musiał być za okropny sen! On był cały roztrzęsiony i nie wypuszczał mnie z ucisku. Ok. 9 obudził mnie telefon. Mama.
M-Gdzie jesteś?
J-W Londynie.
M-Wróć do domu. Musimy pogadać.
Już się bałam, ale szybko tam trafiłam. Mama przytuliła mnie na wejściu i przeprosiła za wczorajsze zachowanie.
M-Wiesz, że to już nie są żarty... To bardzo, bardzo poważna sprawa!
J-Wiem i Louis też to wie! Wiem też, że będzie bardzo ciężko, ale stało się.
M-Dacie rade. Nie będziesz miała młodości...
J-Tak, wiem, że nie ma to, jak urodzić dziecko przed osiemnastką.
M-Jakby Louis, nie był taki, jaki jest, nie wiem co bym zrobiła.
J-Kocham cię!
    Po tygodniu Louiego w hotelu kazałam mu wracać do Doncaster. Za następny tydzień poszliśmy razem na USG. Położyłam się, a lekarz rozsmarował mi ten zimny żel i po chwili, na ekranie, zobaczyliśmy małe "coś". Patrząc na to zaczęłam wyobrażać sobie naszą przyszłość. Jak bardzo będziemy je kochać... Spojrzałam na Louisa, który miał szklanki w oczach.
L-Z płodem wszystko jest w porządku... Na następną wizytę proszę przyjść za jakieś 3 tyg...
Wyszliśmy bez słowa z budynku.
J-Pierwsze zdjęcie naszego dziecka... Fajne, nie... Loui, słuchasz?
Lo-Jakie ono jest śliczne...
Łza spływała mu po policzku. Stanęłam, przetarłam mu ją i przytuliłam.
    Miał teraz uczyć mnie jeździć, bo niedługo zdaje prawo jazdy. Pojechaliśmy na jakąś leśną ścieżkę, usiadłam za kierownicą. Wszystko sobie poustawiałam i ruszyłam.
J-O której Niall będzie w Londynie?
Lo-Wieczorem. Skup się lepiej na jeździe!
Już mnie trochę denerwował, bo ciągle tylko mówił i krzyczał, żebym uważała. Wysiadłam z samochodu, otworzyłam bagażnik i kazałam mu tam wejść.
Lo-Nie zmusisz mnie! Przecież nie możesz tam jechać sama!
J-Oj, przestań, to tylko taka zabawa. Wchodzisz w tej chwili! Mam jeszcze gdzieś papierosy Malika...
Lo-I tak wiem, że tego nie zrobisz, ale OK.
Wtedy wszedł do bagażnika, a ja go zamknęłam. Jechałam tak trochę i nagle zadzwoniła do mnie mama Harrego. Louis zaczął krzyczeć, żebym nie gadała przez telefon, ale udawałam, że nie słyszę.
A-Rozmawiałaś wczoraj z Harrym?
J-Nie, a co się stało?
A-No bo jest w szpitalu i...
J-Co? W którym?
Podała mi ulicę, a ja szybko zawróciłam na normalną drogę, ale się zatrzymałam. Otworzyłam bagażnik.
Lo-Co się dzieje?
J-Szybko siadaj za kierownice, jedziemy do szpitala!
Lo-Jakiego szpitala? Coś ci się stało?
J-Harry jest w szpitalu! Szybko, do cholery!
Po 2,5h byliśmy na miejscu. Harry był nie przytomny.
A-Był na jakiejś imprezie w nocy i wziął jakieś narkotyki...
J-Harry?
Ja byłam cała zaryczana, a Loui ciągle powtarzał żebym się nie denerwowała, żeby nic nie było dziecku.
A-Jesteś w ciąży?!
J-T-tak...
Zaczęła mnie wypytywać i "pocieszać". Ja postanowiłam zadzwonić do Cher.
J-Hej...
C-Zerwałam z Harrym, a właściwie to on ze mną... Wczoraj wieczorem...
J-Jest w szpitalu...
Rozłączyła się, a ja w SMS-ie wysłałam jej adres szpitala. Była po godzinie. Prędkość światła, czy była blisko Holmes Chapel?
C-Co mu jest?
J-Jak zerwaliście wstrzyknął sobie na imprezie jakieś narkotyki...
C-To on ze mną zerwał! Kurwa!
Wieczorem w szpitalu byli już; Roka, Olka, Anka, Zayn, Liam i Niall. Harry obudził się i rozmawiał z mamą, a my nareszcie zaczęliśmy normalnie gadać. Nie mówiłam im jeszcze, że na 100% jestem w ciąży.
J-Chcecie zobaczyć moje dziecko...?
Lo-Moje dziecko...
J-Nie bądź tego taki pewny...
Z-Czyli jesteś w ciąży?
J-Nie ukradłam nikomu tego zdjęcia. Dzisiejsze.
Wszyscy po kolei je sobie wyrywali i cieszyli do niego ryje. Loui był dumny w cholerę, a ja się z nich śmiałam. Postanowiliśmy wchodzić do Hazzy osobno, byłam pierwsza. Styles na początku dotknął mojego brzucha.
H-Halo, jest tam ktoś?
J-Jest, jest...
Pokazałam mu zdjęcia, a on się uśmiechnął.
J-Jednak z nią zerwałeś...
H-Wiesz jak płakała...
J-Jest tu...
H-CO?!
J-Dlaczego brałeś?
H-Byłem upity na maksa...
J-Co teraz z wami będzie?
Moje słowa zawisły w powietrzu. Nie dostałam odpowiedzi...

czwartek, 7 czerwca 2012

48. I co?

    Wróciliśmy z Lou do pokoju, gdzie spała reszta. W telewizji była reklama pieluszek i roześmane dziecko. Szybko wyłączyłam telewizor i ułożyłam się między chłopakami.
Lo-Kiedy chcesz im powiedzieć?
H-Nie śpimy.
W tym momencie wszyscy usiedli i zaczeli mnie wypytywać.
J-No, Niall, mam dla ciebie złą widomość... Teraz prawdopodobnie więcej osób będzie wyjadać ci żarcie...
O-To znaczy?
Ścisnęłam ręke Louiego, bo nie mogło przejść mi to przez usta.
Lo-To znaczy, że będę tatą... O ile to moje dziecko...
J-Jak urodzi się czarne, to niestety...
Grobowa cisza. Zanim zdążyli zareagować szybko położyłam się spać. Słyszałam tylko jak Harry pyta Lou "I co teraz?". Nic nie odpowiedział.
    Od rana szykowałam się do koncertu. Najpierw miałyśmy my, a potem 1D. Gadałam tylko po Polsku. Taki szpan. Było świetnie, tylko, że ja miałam zepsuty humor. Po koncercie poszłam do mieszkania porozmawiać z Louisem, a reszta do jakiegoś klubu z Magdą. Powiedziałam jej, a ona kazała mi tylko pójść do lekarza... Usiadłam na blacie w kuchni, a Loui oparł się o ścianę i patrzył mi prosto w oczy.
Lo-No i co teraz?
Uśmiechnął się lekko. Ja sama nie wiedziałam co mu odpowiedzieć...
J-Jak to co? Jeżeli pytasz czy chcę je urodzić i wychowywać to tak. Nie wyobrażam sobie innej opcji...
Lo-No ja też... Może i to za wcześnie, ale cholernie się ciesze. Właściwie to wciąż nie wierze...
J-Najpierw pójdę do lekarza...
Lo-Pójdziemy...
J-Naprawdę się cieszysz?
Lo-Co to za pytanie. Zawsze przecież chciałem, żebyś urodziła mi dziecko. Gromadę dzieci! *śmiech*
J-Nigdy mi tego nie mówiłeś. A poza tym myślisz, że chcę urodzić ci tą gromadę dzieci?
Lo-Skoro nie chcesz gromady, to może być na razie jedno, ale musi być to chłopiec...
J-A jak to będzie dziewczynka?
Lo-Będziesz rodzić mi dzieci, póki nie będzie to chłopiec!
J-Czyli mógłbyś mieć 100 córek, po to, żeby mieć 1 syna?
Lo-Dokładnie!
J-Czyli, syna będziesz bardziej kochał, niż te 100 córek razem wziętych?
Lo-Nie. Jak ty nic nie rozumiesz. Kocham was, wiesz?
J-Wiem. Tak na serio, to jak my sobie damy radę z tym dzieckiem? Nikomu tego nigdy nie mówiłam, ale Charlie doprowadza mnie do szału! Wiem, że ty dajesz sobie radę z dziećmi, ale przecież pracujemy!
Lo-Spokojnie. Przecież mamy rodzinę, przyjaciół...
J-Wiesz, że to nie będzie twoja nowa zabawka, tylko człowiek...
Lo-Wszyscy traktują mnie jak idiotę... Wszyscy...
Powiedział to jakby do siebie. Traktowałam go jak idiotę?
J-Właśnie zdałam sobie sprawę, że jestem odpowiedzialna za nas...
Lo-Ja jestem za was odpowiedzialny. Teraz coś będzie nas łączyć do końca życia... Już nigdy się mnie nie pozbędziesz!
Wtedy zaczął mnie łaskotać, a ja wydzierałam się, żeby przestał.
    Następnego dnia były urodziny Magdy. Wyszykowałyśmy się i wyszłyśmy do klubu w którym mieli śpiewać chłopcy. Koncert wyszedł świetnie, a Magda była w 7 niebie. Ciesze się, że pomogłam spełnić jej marzenie. Potem jeszcze z nią gadaliśmy przy stoliku.
M-No to który jest wolny? *śmiech*
J-Na razie niestety żaden, ale jak Lou mnie wkurzy... Kto wie... A właśnie, nie mówiłam ci, Li jest z Anką!
M-Serio? Gratuluje dziewczyny!
Li-Dzięki...
Zayn poszedł na balkon zapalić. Ruszyłam za nim, żeby jak zwykle na niego nakrzyczeć.
Z-Idź stąd!
J-Ale ty miły...
Z-Jesteś w ciąży. Nie chcę wam nic zrobić.
J-Nic jeszcze nie jest pewne. Będę za tobą chodzić krok w krok. Pożałujesz, że kiedykolwiek zapaliłeś.
Z-Palę coraz mniej!
J-Wiesz co takie twoje "mało" robi z płucami? Raka płuc nie da się wyleczyć, zrozum!
Zayn dalej palił. Jakby nic do niego nie docierało.
J-Zabijasz w tej chwili trzy osoby. Mnie, moje dziecko i siebie. Zastanów się trochę!
Wiem, że nie powinnam tego robić, ale kiedy widzę jak wyciąga tego papierosa, to chce mi się ryczeć...
    Przed samym odlotem poszłam na cmentarz.
J-Hej, tato. Chciałam ci coś powiedzieć. Na razie nie będę mówić tego mamie, bo wiesz jaka ona jest... Prawdopodobnie jestem w ciąży, więc będziesz dziadkiem... Co o tym sądzisz? Wiem, że jestem za młoda, ale Louis nas nie zostawi. Damy jakoś radę... Musimy...
Kiedy dolecieliśmy, na lotnisku, ktoś chciał rzucić w Nialla pomidorem. Stanęłam na środku i po prostu się rozpłakałam. Jak oni mogą?
J-Niall, proszę, nie przejmuj się. Błagam cię. Wiesz ile osób cię kocha? Jeżeli mam coś w tym brzuchu, to z pewnością też cię kocha!
Cały wieczór spędziłam z mamą, Charlie i Anką. Następnego dnia Billy zabrał Charlie, a my wreszcie spędziłyśmy dzień tak jak kiedyś każdą sobotę-poszłyśmy na niezłe zakupy, zakończone lodami lub kawą. Po całym tygodniu wkuwania w szkole czekałam tylko na tą sobotę. Teraz mogę tylko wspominać. Teraz jest Charlie, moja kariera, Anki kariera. Po zakupach nie mogłam zasnąć-jutro idę do ginekologa...
    Ok. 12 Louis po mnie przyjechał i zaraz wszystko się okaże. Lekarz mnie zbadał.
L-A więc jest pani w ciąży... 3 tydzień. Za 2 tyg. proszę przyjść na pierwsze USG.
Wyszłam z gabinetu. Zastanawiałam się jak mu powiedzieć.
Lo-I co?
Pomachałam głową na tak. On klęknął przede mną i przytulił się do mojego brzucha. Zaczęłam się na niego wydzierać, bo każdy na nas patrzył. Wyszliśmy z budynku, a Louis głupio się śmiał.
J-I co cię tak śmieszy?
Lo-No wiesz... Zawsze chciałem mieć dziecko poczęte w Australii!
Uderzyłam go na żarty w ramię. Pojechaliśmy do mojego domu. Mama siedziała i karmiła Charlotte. Usiedliśmy przy stole.
J-Mamo muszę ci coś powiedzieć... To ważne popatrz na mnie.
Dopiero wtedy spoważniała.
J-Jestem w ciąży...
Zrobiła wielkie oczy.
M-Co? Ale jak ty to sobie wyobrażasz?! Dziecko, ty masz 16 lat! On nie wiele więcej! Nie mogę w to uwierzyć... Jak dziecko może mieć dziecko? Louis nie ma nawet zamiaru dorastać!
Krzyczała coś jeszcze, ale przestałam ją słuchać. W końcu wyszła do łazienki i płakała, a my pojechaliśmy do Doncaster.
Lo-Nie przejmuj się...
J-Louis, ona ma racje, przecież ty nie masz zamiaru dorastać... Boję się!
Jego mama powitała mnie z radością. Nie wiedziała czego za chwilę się dowie.
Lo-Mamo, Jula jest w ciąży.
Lou powiedział to tak po prostu, na wejściu. Jego mama usiadła na krześle i próbowała zebrać myśli.
ML-Rozumiem, że z tobą...? Przepraszam... To, to dobrze, tak?
Lo-Ja się ciesze jak cholera!
 To było tak po prostu. Nawet nie krzyczała, czy coś... A co z moją mamą? Co teraz będzie? Napisałam do Anki "Jestem w ciąży. Mama dalej płacze?'
________________________________________________________________________

5.000! Jaram się! Ja nie wiem co bym zrobiła na miejscu Julii, bo ma dopiero 17 lat... A wy usunęłybyście swoje dziecko (płód)?
PS Ja na 100% nie.

niedziela, 3 czerwca 2012

47. Dalej mnie tak kochasz?

    Właśnie żegnamy Australię i... POLSKA! Podróż była długa i męcząca. Prawie w ogóle nie spałam tylko obczajałam kto nie śpi i z nim gadałam. Nawet rozmawiałam z jakimś fanem... Kiedy dolecieliśmy do stolicy szybko udaliśmy się do mojego mieszkania przed którym czekało mnóstwo fanów. Ja zaczęłam krzyczeć "Witaj Polsko!" po polsku. Wszyscy od razu pokładli się spać, tylko Hazz i ja poszliśmy do mojej rodziny. Harold się przedstawił, ja wesoło się z nimi przywitałam i ciągle rozmawialiśmy. Okazało się, że Magda (moja kuzynka 18l.) jest największą fanką 1D i prowadzi Polską stronę internetową. Za parę dni ma 19 urodziny i chciała żeby chłopcy wystąpili w klubie.
H-Jasne, fajnie będzie! To może spotkamy się jutro po południu z chłopakami i omówimy szczegóły.
Kiedy wróciliśmy do domu byłam przerażona. Całe mieszkanie było w syfie, a przecież mieli spać.
J-Co to jest, kurna?
N-No głodny byłem... Przepraszam, ja to posprzątam...
J-Ty ciągle jesteś głodny! Idę na 5 min do sklepu i ma tego nie być!
H-Co ty okres masz czy co? Spokojnie... Przecież już sprzątają...
Nie mam. Zaraz, zaraz... Nie mam! O cholera! Nie spałam bardzo długo więc natychmiast zasnęłam nie myśląc o tym.
    Kiedy obudziłam się dom lśnił. Ja dalej byłam przerażona, bo dalej nie miałam już od dłuższego czasu. Poszłam do Magdy i zjadłam z nią śniadanie. Zauważyła, że coś jest nie tak...
J-Mogłabyś kupić mi test ciążowy?
Zrobiła się blada jak ściana i kiwnęła tylko głową na tak. Dałam jej pieniądze i umówiłyśmy się dopiero na wieczór. Chłopcy poszli coś pozałatwiać, a dziewczyny powiedziały, że muszą odpocząć i na razie nie ruszają się z domu. Ja nie mogłam usiedzieć w miejscu więc poszłam na miasto. Chodziłam już pół godziny i nagle jakieś dwie dziewczyny poprosiły mnie o zdjęcie i autograf.
J-Jakie macie plany na teraz?
D-Nudzimy się. A dlaczego pytasz?
J-Mam prośbę, mogłybyście pójść ze mną na zakupy i kawę?
Zaczęły piszczeć ze szczęścia i ruszyłyśmy do największej galerii w Polsce. Kinga i Monika są tak fajne, że czasami zapominałam o moim problemie. Gadałyśmy o wszystkim i kupiłyśmy masę ciuchów. Wreszcie usiadłyśmy do stolika w kawiarni. Zaprosiłam je na kawę, ale przypomniałam sobie, że ciężarne nie mogą... W razie czego wzięłam zieloną herbatę. Monika zaczęła mówić, że jej siostra jest w ciąży itp. Wtedy ja też zaczęłam temat.
J-Moja koleżanka też jest w ciąży, ale bardzo się boi, bo jest za młoda, jej chłopak też... Nie wie co ma robić...
K-No wiesz... Zawsze można oddać je do domu dziecka lub jakiejś rodzinie...
M-Jest też aborcja...
J-Oszalałyście?! Jak można zabić własne dziecko?!
Zorientowałam się, że powiedziałam to troszkę za głośno.
J-Przepraszam...
Aborcja? Dom dziecka? Nigdy! Są jeszcze jakieś wyjścia? Nie sądzę. Po powrocie do domu wyszukałam w internecie jakie są objawy ciąży. Przeczytałam trzy i szybko wyłączyłam tamtą stronkę. To nie dzieje się naprawdę! Co sobie myślę? Nic. A właściwie wszystko. Dziewczyny zaczęły zauważać, że coś ze mną nie tak, więc szybko wyszłam na spacer. Zaczęłam robić się samotna, więc znowu zgarnęłam jakiegoś fana i poszłam z nim na sernik. Już inni na internecie zaczęli mieć sapy, że lekceważę innych fanów i spotkałam się dziś z tą trójką. Im już nic nie pasuje. Znów wróciłam do domu i weszłam do łazienki. Na półce leżała żyletka. Wpatrywałam się w nią z 5 min, wzięłam ją do ręki. Wtedy do łazienki wszedł Niall, zauważył, że tam siedzę, przeprosił i wyszedł. Nie zdążył zamknąć drzwi, wrócił się i wyrwał mi ją.
J-Ale to nie tak.
N-A jak? Co się znowu stało?
J-Nic. Naprawdę, nie chciałam zrobić nic złego. Nie mów nikomu.
Wyszedł bez słowa z łazienki. Ja poszłam już do domu cioci. Otworzył mi Robert (mój kuzyn) i powiedział, że Magdy jeszcze nie ma. Gadaliśmy trochę czekając na nią.
R-Nie mogę w to uwierzyć!
J-W co?
R-Że moja mała kuzynka nagle stała się wielką gwiazdą. Zawsze wiedziałem, że ładnie śpiewasz, ale... Tak już wyrosłaś... A najśmieszniejsze jest to, że gadamy po angielsku.
J-No to przypomnij mi trochę Polski. Przyda się przed koncertem.
Po godzinie gadaliśmy już po Polsku. Byłam z siebie cholernie dumna! Niby pamiętałam coś, ale Robert mi wszystko rozjaśnił. Nawet na chwilę zapomniałam, ale Magda wróciła. Szepnęła;
M-Chcesz to zrobić tu, czy u siebie?
J-U siebie. Ja już pójdę.
M-Ale pamiętaj, to może być jakieś mylne.
J-W Londynie pójdę do lekarza w razie czego...
To coś parzyło mnie w rękę. Wcisnęłam to do małej torebki i prawie, że biegiem wróciłam do domu. Było późno i właściwie wszyscy leżeli już w łóżkach, ale nie spali. Weszłam do łazienki i zrobiłam test. Trzeba czekać parę minut więc wzięłam szybki prysznic. Jeden pasek-negatywny, dwa-pozytywny. Nie chciałam spojrzeć za nic w stronę półki. Sięgnęłam tam tylko ręką, chwyciłam go i już miałam zerkać... Czułam się strasznie. Właśnie to małe gówienko miało zadecydować o mojej przyszłości. Nie tylko mojej, Louisa też. Miałam już ochotę wyrzucić ten głupi test, ale spojrzałam... Co znaczyły dwa paski? Szybko zerknęłam na instrukcje. Dwa paski-pozytywny. Przetarłam oczy, pisało to samo. Wybiegłam z płaczem z łazienki do pustego pokoju. Usłyszałam jak ktoś wszedł do środka. Lou posadził mnie na swoich kolanach, a ja wciąż ściskałam w ręku te "dwa paski".
Lo-Co się z tobą, do cholery, dzieje?
J-Niall się wygadał?
Lo-Nic mi nie mówił... Ale może ty mi powiesz?
J-To z Niallem to pomyłka, nie ma o czym mówić.
Lo-Co się dzieje w takim razie?
Płakałam głośno jakieś pięć minut, a on cierpliwie czekał aż się uspokoję.
J-Kochasz mnie?
Lo-Kocham.
J-Bez względu na wszystko?
Lo-Zawsze będę cię kochał bez względu na wszystko i aż do śmierci, która, jak mi nie powiesz, zaraz nastąpi! Właściwie po śmierci też będę cię kochał... Więc co?!
J-No, bo chyba urodzę ci dzidziusia... Chyba będziesz tatą...
Dałam mu test do ręki, on go odłożył i się nie odzywał. Zaczęłam się bać i płakałam jeszcze bardziej. On przytulił mnie mocniej, ale dalej nic nie mówił. Po 15 min się odezwał.
Lo-Nie płacz już! Nie płacz...
Po następnym kwadransie uspokoiłam się w miarę.
J-I co? Dalej mnie tak kochasz?
Wtedy po raz pierwszy od tego wyznania spojrzałam mu w twarz. Łza ściekała mu po policzku i uśmiechał się lekko.
Lo-Teraz kocham cię jeszcze bardziej, o ile to w ogóle możliwe. Was kocham...
_______________________________________________________

Następny dodam dopiero w piątek, bo jadę na wycieczkę. Tak szczerze, to nawet nie wiem za bardzo gdzie... Ale w końcu nie liczy się gdzie, tylko z kim ♥! 


Polecam blog - http://olka-one-direction.tumblr.com/

sobota, 2 czerwca 2012

46. "Niall Horan ma nową dziewczynę!"

    Kocham koncertować, a szczególnie w Australii. Harry ciągle zalicza gleby na scenie, Niall skacze, mi psuje się mikrofon... Na wywiadach pytają nas czy wszędzie będziemy jeździć razem.
J-Staramy się ustalać trasy tak, żebyśmy byli w tym samym miejscu. Rozłąka bardzo źle na nas wpływa. Tak, to prawda, że ostatnio się pocięłam i Louis leciał do mnie w nocy...
    Siedzieliśmy właśnie wszyscy w pokoju i nagle zadzwonił mój telefon. Rozmawiałam chwilę z Anką.
J-Jeżeli nie macie nic przeciwko to Anka do nas dołączy... Właśnie zerwała z chłopakiem...
Li-Naprawdę?! No... To znaczy, szkoda...
H-Liam ona dopiero co z nim zerwała...
Li-Ty lepiej się zajmij swoją dziewczyną. Ups chyba jej tu nie ma.
Milczenie cały wieczór. Następnego dnia ja, Olka, Ania i Roka szłyśmy sobie przez miasto. Nagle w kiosku zauważyłam gazetę, a na pierwszej stronie "Niall Horan ma nową dziewczynę!". Na zdjęciu na pewno nie była Olka, tylko jakaś inna laska.
O-Co się tak zatrzymujesz?
J-Nie nic.
Szybkim krokiem ruszyłam, ale niestety Ola zauważyła i kupiła gazetę. Były tam zdjęcia Nialla z jakąś dziewczyną jak się całowali i w ogóle obściskiwali. Do tego jej wpisy na Twitterze typu "Tak, ja i Niall jesteśmy razem!". Widziałam tylko jak jej oczy zrobiły się strasznie czerwone. Pobiegła gdzieś, rzucając gazetą, my ją wzięłyśmy i poszłyśmy do Nandos, gdzie chłopcy jedli lunch.
J-Co to jest do cholery?
N-Nie krzycz tak! O co ci chodzi?
J-O to! O tą dziewczynę! Myślałam, że jesteś inny, ale teraz nie chcę cię znać. Olka też jest tego zdania!
Z-Poje*ało cię? Co ty odwalasz, debilu?
N-Ale... Ale przecież...
Wyszłyśmy stamtąd szybko kierując się do hotelu. Zastałyśmy pakującą się Olkę.
O-Nie bójcie się, zmieniam tylko hotel.
J-Daj spokój. To nie może być prawda!
O-Przecież widać, że to on! Też chciałabym wierzyć, że to nieprawda! Możecie zostawić mnie na chwilę samą?
Poszłyśmy do pokoju chłopaków. Niall siedział skulony i chyba płakał. Zayn krzyczał.
J-O co tu chodzi?
N-To nie tak! Zrozumcie, na tym jednym zdjęciu to jestem ja, ale ono jest stare, a te pozostałe to nie ja!
J-A ten wpis na Twitterze?
N-Monica wyczuła sytuacje i to wstawiła, ale to nie prawda!
J-Tak czy siak jesteś teraz w ciężkiej sytuacji...
    Wieczorem chcieliśmy gdzieś wyjść. Ola poszła na spacer, a Roka powiedziała, że boli ją głowa. Zayn natomiast, że jej potowarzyszy. Poszliśmy więc tylko 4/5 1D, ja i Ania. Po 15 minutach wróciłam się, bo zapomniałam czegoś. Zastałam Roke leżącą w łóżku, weszłam do łazienki, a w kabinie stał Zayn odwrócony tyłem i całkiem nagi.
J-Cześć Zayn!
Podniósł rękę do góry na przywitanie.
J-Co tam u ciebie? O masz nowy tatuaż?
Podeszłam do niego i spojrzałam na szyję na której miał wytatuowane "Love foreveR". Jak na niego to trochę banalne, ale...
J-Dobra ja idę.
Zaczęłam śmiać się wniebogłosy i dołączyłam do reszty.
J-To gdzie idziemy?
Lo-Już od roku jesteśmy razem, więc, żeby to uczcić skoczę z bungee!
J-Nieee...
Lo-Właśnie tak! Reszta też skacze!
Stałyśmy z Anką na dole i patrzyłyśmy na tych wariatów. Najpierw skakał Hazz. Huraa przeżył! Potem Li, a potem Lou. Krzyczał coś, ale bardzo niewyraźnie. W tym momencie doszła do nas Olka nie wiadomo skąd.   Akurat miał skakać Niall.
N-Kocham cię, Alex!
Zauważyłam u niej lekki uśmiech. Kiedy chłopcy się już wyskakali podeszli do nas i wtedy Olka odeszła. Niall złapał ją za rękę, przyciągnął do siebie i pocałował. Po pocałunku i tak odeszła. Wtedy usłyszeliśmy krzyki. Anka się z kimś kłóciła. Poznałam, że to był Tod-jej były, z którym właśnie zerwała. Szarpanina i szybkie uderzenie Liama. Chyba połamał mu nos, bo krew leciała niesamowicie. Zaraz przyjechała policja i zabrała Liama. Wszyscy byliśmy przerażeni i szybko pojechaliśmy za nimi razem z Olką. Siedzieliśmy tam bezczynnie jakąś godzinę. Wreszcie wypuścili Li.
A-Dziękuje...
Li-Nie ma sprawy.
J-Po co uderzyłeś go tak mocno?
Li-Przez przypadek. Kiedyś trenowałem boks.
    W pokoju zastaliśmy śpiących już Roke i Zayna. Postanowiliśmy wszyscy spać w pokoju chłopców jak za starych czasów.
J-Loui, co ty krzyczałeś jak skakałeś?
Lo-No jak to co? Że ładna dziś pogoda.
J-Louis, bądź poważny na 20 sek. i mi powiedz!
Lo-Krzyczałem, że cię kocham! Baby you light up my world like nobody else!
J-Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczysz. Jesteś dla mnie jak powietrze, więc nie zostawiaj mnie, proszę!
Lo-Nie mam zamiaru. Potem te alimenty na Toma. Już wole mieć spokój i być z tobą.
Odwróciłam się do Harrego.
J-Mogę się do ciebie przytulić?
H-Jasne.
Kiedy wszyscy już spali zaczęłam rozmowę z Harrym.
J-Ty jesteś jeszcze w ogóle z Cher?
H-Jestem, ale coś się chyba skończyło... Nie nadaje się na chłopaka i każdy o tym wie. Ona zasługuje na kogoś lepszego...
J-Chcesz to skończyć?
H-Pamiętam nasz pocałunek w deszczu. Spełniła moje marzenie, a wiesz jak ona nienawidzi moknąć. Nie zdecydowałem jeszcze, ale chyba tak będzie lepiej...
    Rano wskoczyłam pomiędzy Zayna i Roke.
Z-Vas hapenin?
Zayn pocałował mnie w policzek na przywitanie.
J-Au drapiesz!
Z-Przepraszam.
J-Dobra zbierać się, dzisiaj koncert. Jeszcze tylko pięć koncertów i do Polski.
Na koniec koncertu 1D Niall zabrał głos.
N-Mamy jeszcze ostatnią piosenkę, którą napisałem sam i mam nadzieje, że nie macie nic przeciwko żebym zaśpiewał ją z pomocą chłopaków. To dla ciebie Alex.
Wow. To było dopiero piękne, aż się poryczałam. Na koniec piosenki chłopcy pomogli Olce wejść na scenie i zaczęła całować się z Niallerem.
    Kocham trasy, ale już bardzo stęskniłam się za Charlie i mamą. Anka też już wyjechała. Tod przeleciał dla niej pół świata, ale wystarczyło "Cause I can love you more than this..." i Li ma każdą... Czasem się zastanawiam co by było gdyby Lou nie wrzucił mnie wtedy do basenu i nie wzięlibyśmy tego "ślubu"... Chodziłabym z kimś z zespołu, z kimś innym czy z nikim? Nie mam pojęcia, ale wiem, że nie ma mnie bez Louiego.
________________________________________________________________________

Wreszcie się doczekałaś Olka ;) Dedyk dla Ciebie ♥ Przy okazji polecam bloga http://olka-one-direction.tumblr.com/