środa, 17 października 2012

Epiloog!

*30 lipca 2013r., klub*
    Ta noc zapowiadała się naprawdę nieźle... Bo to nie inna okazja, a mój wieczór panieński! Po tych wszystkich rehabilitacjach, należy mi się coś od życia! Pierwszy raz moje życie opiłam na osiemnastce, która odbyła się niedawno. Każdy miał przyjść w jakimś przebraniu. Loui wybrał... chwasta. Na mojej osiemnastce, był chwastem...!
    Do tego klubu wbiłyśmy tylko, żeby jakoś zacząć tą imprezę. Wypiłyśmy po drinku i poszłyśmy tańczyć. Densiłam z jakimś kolesiem, a nagle ktoś mnie złapał od tyłu.
Z-No hej piękna, zatańczymy?
J-Zayn? Co ty tu robisz?
Z-Jestem na wieczorze kawalerskim.
J-Akurat ten klub?
Z-Lou się uparł, bo on jest podobny do tego z Australii. A wiesz co zrobiliście po tej imprezie...
Zaśmiał się, a ja zaczęłam szukać wzrokiem Louiego.
J-Ja lepiej wiem, jak i gdzie powstało moje dziecko. Gdzie jest...
Ktoś mnie złapał za dupę.
Lo-Buu!
J-Louis... Wy zwijacie czy my?
Lo-Czemu nie chcesz się ze mną bawić?!
Zapytał z udawanym oburzeniem.
J-Zgaduj. To pa, widzimy się jutro!
Lo-O ile nie obudzę się np. w Japonii...
J-Nie fantazjuj. Jutro. 16.00. Kościół. Nie spóźnij mi się!
Wypiłyśmy jeszcze po drinku i ruszyłyśmy do limuzyny. Kiedy opróżniłyśmy pierwszą butelkę szampana, otworzyłyśmy dach śpiewając coś bez sensu. Nagle naszła mnie myśl żeby poflirtować z kierowca (no wiecie, reklama playboya ;D). Rozsunęłam prze działkę, a kierowcą okazał się nikt inny tylko... Mazzi! Tak, ten Mazzi, przyjaciel Li.
J-Co ty tu...?
M-Jestę kierowcę limuzynę!
A-Z Mazzim wszystko jest możliwe!
C-Ale nie mów, co my tu robiłyśmy! Żebyśmy się dobrze zrozumieli koleżko.
M-Jasne. To gdzie teraz?
Olka szepnęła mu coś i ruszyliśmy. Znów wystawiłam łeb przez szybę i akurat, kiedy staliśmy na czerwonym, przechodzili fani. Poprosili o autograf.
J-A czy ja mogę zaśpiewać wam jakąś piosenkę? Proszeę!
Lekko zszokowani zgodzili się.
J-Czekajcie... Ta piosenka zaczynała się jakoś... Roka, jak zaczynała się ta taka piosenka?
R-Nie ma żadnej piosenki. Ona nie istnieje rozumiesz?!
J-Ale jak to?! Jeszcze dzisiaj ją nuciłam...
M-Przed chwilą dzwonił do mnie Obama. Kazał ci przekazać, że usunął tą piosenkę ze świata.
J-Czemu akurat Obama?
M-Tylko on, ma mój numer...
A-Nie zaśpiewasz jej. Jedziemy.
Mimo mojego zszokowania, tak zrobiliśmy. Siedziałam już cicho i wyszłyśmy do następnego klubu. Było tam tak jakoś puściej. Jak się okazało, czekał na nas (a konkretnie mnie) striptizer. Na specjalną prośbę, przebrał się za marchewkę...
*Liam*
    Chyba o tej godzinie, tylko ja mniej więcej kojarzyłem kim jestem. Po długiej zabawie, dosiadłem się do Lou i Harolda, aby odpocząć.
H-No, a więc już będziesz umiał zrobić ten rosół?
Lo-Jasne, dzięki Hazz, kocham cię.
Li-Co wy robicie?
H-Daje mu kilka rad, jak być przykładnym mężem.
Z-Ile ty i Chris jesteście po ślubie?
Dosiadł się mulat, pieprząc coś.
H-Ja i Chris... To już będą 3 lata niedługo... Jak ten czas szybko leci...
Lo-Jaka Chris?
Z-Taka mała blondyneczka. Ona jest chyba żoną loczka. Liam, sądzisz, że jestem złym przyjacielem? Za Chiny nie mogę sobie przypomnieć ich wesela...
Wesele... Zrobili mi już wodę z mózgu. A jak Harry rzeczywiście jest żonaty? Lepiej zmienić temat.
Li-Gdzie jest Niall?
Nagle ochroniarz do nas podszedł.
O-To wasz kolega?
Pokazał na Horana.
Li-Yyy, tak. O co chodzi?
O-Znalazłem go w szafie, na zapleczu, jak szukał Narnii. Rozwalił ją i ktoś musi ponieść koszty.
Z-Ja go nawet nie lubię!
Zostawiliśmy mu jakieś namiary na nas i uciekliśmy z tego klubu. Nagle Tommo usiadł na środku ulicy.
Lo-Nie idę dalej.
Z-Czemu?
Lo-Chłopcy... Gdzieś tu, w Londyńskim zoo, są miliardy zwierząt uwięzione w klatkach. Moje ulubione to koczkodany.
Wstał i ruszyliśmy dalej.
N-Poszukajmy przygód!
Li-Co?!
Lo-Właśnie! Doskonały pomysł! Nie znam jeszcze każdego zakątku Londynu i tej nocy mam okazję poznać. Chodźmy do sklepu po prowiant i na wycieczkę!
Szliśmy i szliśmy i zatrzymaliśmy się na jakiejś podejrzanej dzielnicy. Niall z Hazzą szli przodem. Nagle blondynek przeczytał jakieś 'grafiti':
N-Ruchaj mnie!
*chwila ciszy*
H-Lubie jazz...
Mówiąc to, ściągnął Horanowi spodnie do kolan, a ten się chyba nie zorientował, bo nic z tym nie zrobił.
Z-*krzyk* Zakładaj spodnie, rozwścieczałe fanki biegną!
Lo-Na dach!
Wspięliśmy się po drabince na dach.
Li-Gdzie ty masz te fanki?
Z-Zmyśliłem to, nie chciałem żeby się przeziębił...
N-Kocham cię.
Lo-Lepiej pomyślmy jak stąd zejść...
Zastanawiał się Loui i za chwilę wisiał na rynnie.
Lo-Ej, wiszę se.
N-Skocz.
Lo-Boje się. Niech mnie ktoś przytuli!
Styles też se zawisnął i go przytulił. Ja za to postanowiłem zejść tą samą drogą, którą weszliśmy-drabinką. Pomogłem reszcie zeskoczyć, bo stwierdzili, że ta drabina była 'oszczana przez amerykańskie pingwiny'.
Z-Pójdźmy.
Poszliśmy. Nagle zaczepiły nas jakieś dresy...
-Czego tu szukacie?
N-Zgubiłem moją wuwuzele.
Li-Taa, kolega bez niej nie zaśnie...
H-Włożył bym sobie banana między nogi...
-Ej, może pomóc wam szukać?
Lo-Chętnie.
Nie wierze... Nasi nowi kumple pytali się jaki kolor, gdzie ją ostatnio widział, czy był z nią bardzo związany...
N-*szept* Loui, ja naprawdę nie zasnę bez tej wuwuzeli?
Lo-Zróbmy szybki test! Połóż się, sprawdzimy czy uśniesz.
Po 5 minutach, chrapanie Niallera było głośniejsze od Big Bena. Pożegnaliśmy dresów, wzięliśmy go pod pachę, zdjęliśmy buty i ruszyliśmy boso przez świat...
*Jula*
    Striptiz pana marchewki, nawet przypadł mi do gustu, ale mój, w następnym klubie, był lepszy! Otrzymałam gromkie brawa. Zaraz po tym zaczęłyśmy grać w butelkę. Z racji tego, że to mój wieczór, kręciłam pierwsza. Wypadło na Cher.
C-Na pierwszy ogień wyzwanie...
J-Musisz... Położyć się na podłodze i gdacząc, udawać, że pływasz!
Tsaa... Wykonała zadanie, a barman chciał dzwonić na pogotowie, bo myślał, że się naćpała i coś jej jest. Na szczęście mamy takie coś, jak urok osobisty i nie wyrzucił nas z klubu. Teraz Cher zadawała pytanie Olce.
C-Jakbyś mogła jutro nie mieć kaca, to zjadłabyś swój obcas?
O-Już wcześniej myślałam nad tą opcją. Tak, zjadłabym, w końcu jestem narzeczoną Horana... A dasz mi gwarancję?
Cher pobiegła po jakieś niezłe ciacho i zdjęła mu koszulkę. Napisała jej gwarancję, szminką, na jego brzuchu (żeby było przyjemniej) i zrobiła zdjęcie pamiątkowe.
O-Myślicie, że są ciężko strawne?
Odgryzła kawałek swojego buta! Wtedy nagle do pubu wbił Mazzi.
M-Dale a tu cuerpo alegria a Macarena 
Que tu cuerpo es pa' dale alegria y cosa buena 
Dale a tu cuerpo alegria a Macarena 
Eh Macarena!
R-Mazz, zdradziłam cię z cyganem!
M-Uhuhu bitch please, on jest zwykłym parapetem!
A-Pojedźmy w jakieś ciekawe miejsce!
M-Mówisz masz..
Wskoczyłam na stół, zatańczyłam dla barmana, powariowałyśmy trochę i zwinęłyśmy do auta.
O-Gramy w co wolisz?
Przystałyśmy na propozyjszyns.
R-Więc co wolicie... Znaleźć w swoim łóżku czyiś palec czy zjeść mięso z kota?
J-Palec. Samotne palce są takie kochane... Teraz ja! Wolałybyście żeby Olka pożarła wasze ulubione buty czy żeby Mazzi włożył wam rurkę do nosa i wypił mózg?
C-Ja bym wolała zostać bez mózgu niż bez butów!
A-Wolałybyście znieść jajko czy zostać na bezludnej wyspie, sam na sam z psychopatą.
O-Ja bym wolała psychopatę. Może jednak okazał by się dobrym żółwikiem?! Nie każdy psychopata jest zły! Uh, jesteście takie nietolerancyjne, wobec zwierząt!
M-Teraz ja mówię! Wolałybyście obudzić się jako krokodyl czy przez 5h być w żołądku Niallera?
J-Ja to się obudzę jutro jako krokodyl...
    Obudziłam się w jakimś klubie... Pierwszy w oczy rzucił mi się Mazzi.
J-Gdzie jesteśmy.
M-To klub mojego kumpla...
O-Wracajmy do domu...
M-Z tym może być mały problem...
Popatrzyłyśmy na niego przerażone.
M-No bo... jesteśmy w Paryżu.
J-Mazz, zabierz nas do domu, nie rób sobie żartów. Mam zaraz ślub!
Kiedy z klubu pojechaliśmy na lotnisko, uwierzyłyśmy mu. Kiedy zobaczył nasze miny, miał chyba małe poczucie winy.
M-Ale adrenalinka chociaż jest. Spoko wylatujemy za 15 minut.
    Już w Londynie, w drodze do domu, spojrzałyśmy na telefony.
R-Hmm... Interesujący SMS od Zayna... "Jestę kurczakię!".
J-Tiaa, a Lou mi napisał "Zamieniam się w kibel.".
C-Oj... Wysłałam SMS do mojego kuzyna "Przeleć mnie!"...
O-Ktoś dawał mi zadanie żebym napisała do 10 przypadkowych osób "Jestem w ciąży."?
A-Nie pamiętam... A co ci odpisali?
O-Simon "Gratuluje!", mój dziadek "Matko boska! Nazwij chociaż dziecko po mnie albo po babci.", manadżer "Nie pijcie więcej.", a Zay "Czajnik z ciebie!". Reszta nie odpisała...
    Zaraz będę miała nazwisko Tomlinson. Taa, moje marzenie... Boję się trochę. Dobra, sram w gacie jak nigdy! Byłam już całkiem gotowa, limuzyna czekała przed domem... A ja... ja stałam i patrzyłam w lustro. Zobaczyłam za sobą Harrego.
H-Ślicznie wyglądasz.
J-Widzisz masz ostatnią okazję, żeby ze mnie poderwać, bo za chwilę będę prawnie zajęta...
Zaśmiał się słodko.
H-Loui czeka w aucie, królewno. Moja narzeczona też. Nie bój się...
J-Aż tak widać? Ale chociaż kaca nie miałam...
H-Mogę z tobą zatańczyć pierwszy taniec? Tzn. ten po tańcu z Tommem.
J-Kocham cię braciszku...
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy.
Lo-No, ale żeby się obudzić w Paryżu?!
C-Też myślałam, że prędzej to wy, znajdziecie się w takiej sytuacji...
J-A wy co robiliście?
Lo-Pamiętam, jak gadaliśmy co robiliśmy na ślubie Hazzy i Chris.
C-What the fuck?!
H-Sorry...
    Przed kościołem już wszyscy czekali. Muzyczka i uroczyste wejście... Msza minęła mi w mgnieniu oka...
Lo-Ja Louis biorę sobie ciebie Julio za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę, aż do śmierci...Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Mówiąc to patrzał mi prosto w oczy. Prawie się pomylił, odmieniając moje imię i mówiąc je całkiem po polsku, ale udało się. Niby kościół był pełny, ale teraz byliśmy tylko my... Teraz moja kolej, problem w tym, że nie mogłam wykrztusić słowa...
J-Ja Julia biorę sobie ciebie Louisie za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci...
I się rozryczałam... W końcu to ja.
J-Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
No to teraz obrączki...
Lo-Julio przyjmij tę obrączkę na znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Powtórzyłam to samo. Krótki, ale namiętny pocałunek i wyszliśmy z kościoła. Zamiast ryżu sypali na nas płatkami róż. O wiele fajniej wyglądało. A no i oczywiście białe gołębie... Po za tym to wesele będzie kompletnie Polskie. Angielskie obyczaje są takie... nudne.
    Weszliśmy już do pałacyku, zjedliśmy pierwszy posiłek i zaczęły się też pierwsze tańce... Najpierw walc (?) z Louim. Wszyscy patrzyli i podziwiali jak Anka nas nieźle wyszkoliła... Następnie oczywiście zajął się mną Hazz, tak jak obiecał.
H-Moje biedactwo płakało...
J-Ja ci się zaraz pośmieje, Styles!
H-Mimo tych wszystkich zobowiązań w kościele, nic się nie zmieniłaś! Nie będę mógł się przyzwyczaić do twojego nowego nazwiska...
J-Haha, jęstę Tomlinsonę. Ja też nie...
    Poszliśmy trochę pogadać z gośćmi. Najpierw z dziadkami Lou.
BL-To była najlepsza decyzja w waszym życiu! Idealnie do siebie pasujecie!
DL-Taa, jakby Loui się z nią nie ożenił to...
BL-To co?
DL-To ja bym to zrobił!
Lo-Widzisz dziadku, kto pierwszy ten lepszy!
Oblecieliśmy jeszcze kilka stolików, porozmawialiśmy z bliskimi... Dlaczego nie ma tu mojego ojca? Nie miał mnie ktoś odprowadzić do ołtarza, zatańczyć, przemówić... Ugh... Kiedy nie widziałam się z nim już jakieś 4 lata, obmyślałam, że i tak zaproszę go na ślub. I z nim zatańczę. Tak jak córka z ojcem...
    Kiedy atmosfera się rozluźniła [czytać: towarzystwo było już po paru głębszych], nadszedł czas na grę. Musiałam spośród kilku facetów rozpoznać Lou, dotykając ich... po pośladkach. On będzie musiał to samo zrobić z kobietami tyle, że po biuście. Nie ma to jak orgia na weselu, haha. Moje zadanie akurat było prościutkie, ze względu na jego zacną dupencję. Pierwsza... Hm... To Harry! Może nie będę tego mówić na głos? Druga... To na 100% nie Lou... Może mój kuzyn? Haha. Następna...
C-I co?
J-Nie, nie, nie... To Zayn!
R-Ty lepiej męża szukaj!
Następna dupa była jego! Odsłoniłam oczy. Usłyszałam brawa. No ludzie jak ja się miałam pomylić? Jak raz jej dotkniesz, nie zapomnisz o niej... haha. Teraz Loui... Przechodził po kolei i tylko "nie, nie, nie...". Zatrzymał się przy mnie i nagle zaczął mnie całować. Wszyscy oczywiście krzyczeli "gorzko".
J-A jakbym to nie była ja?
Zapytałam szeptem, ze śmiechem.
Lo-To miałbym miłe wspomnienia ze ślubu! Skąd ty znasz dupy każdego?
J-Kocham cię.
Lo-Odpowiedź na każde pytanie...
Zaśmialiśmy się i wyszliśmy na chwilkę na zewnątrz.
Lo-Wiesz jak się bałem, kiedy ci się oświadczałem?
J-Jak?
Lo-Prawie tak bardzo, jak cię kocham. Jeszcze to były oświadczyny przed całym światem... Co sobie wtedy pomyślałaś?
J-"Awww!" I jeszcze "a dobra, hajtnę się, co mi tam!".
Lo-Wiesz gdzie kupiłem ten pierścionek?
J-?
Lo-W Polsce.
J-Naprawdę?
Moje oczy zaświeciły się ze zdumienia.
Lo-Naprawdę. Bo ja *po polsku* kocham cię.
    Kiedy wróciliśmy do środka, wszyscy goście byli skupieni na Harrym.
H-Młodzi już są, czas więc na przemowę! Ich miłość od początku była dość śmieszna... Loui, niby przypadkiem wpadł na Jule, ale nie ma co ukrywać, rozegrał to nie do końca mądrze...
Lo-Jak widzisz, są efekty...
H-Bo macie mnie! Pewnie większość nie wie, że oni już brali ślub... Taki udawany, po dniu znajomości... I niech mi ktoś powie, że to nie przeznaczenie! Tak naprawdę mało czasu byli sam na sam, bo większość spędzaliśmy w grupie, ale sądzę, że wykorzystywali każdą chwilę doskonale... Kiedy się kłócili, my mieliśmy niezły ubaw, bo naprawdę były to błahe rzeczy, a oni naprawdę nie umieją się na siebie gniewać... Np. kiedy Tommo przewrócił ich rowerek wodny i musieli płynąć sobie przez Tamizę... Ich oświadczyny, były za to uroczyste i romantyczne... Z wieczorem panieńskim i kawalerskim, to szczerze mówiąc, myślałem, że my bardziej zaszalejemy... Tymczasem, dziewczyny obudziły się dziś w Paryżu!
Hazz jeszcze chwilkę przemawiał. Byłam na prawdę wdzięczna Bogu, że nie zabrnął za daleko w opowiadaniach o naszych przeżyciach...
    Nadszedł czas na wybranie nowej pary młodej! Zdjęłam swój welon, a wszystkie panny ustawiły się za mną. Hop! Welon trafił do... bliźniaczek! Nie wiem, jak one go złapały we dwie, ale z dziećmi wszystko jest możliwe! Uhuhu ciekawe kto będzie z kawalerów... Harry! Włączyli im do tańca piosenkę typu "przeleć mnie", haha, ja nie mogee... Moje szwagierki tańczyły stojąc na stopach loczka. Ślicznie razem wyglądali...
J-No to masz konkurencję, Cher...
C-No widzisz, źle rzucałaś!
    To wesele trwało i trwało... Nawet nie wiedziałam dokładnie która godzina...
J-Uwaga, teraz będzie mega odjazd... My Red Heels i One Direction zaśpiewamy piosenkę z Take Me Home-Summer love, ponieważ...
Lo-Ponieważ cała nasza przygoda zaczęła się w lato...
Zaśpiewaliśmy jeszcze oprócz tej z trzy piosenki i zaczęłam przemawiać.
J-Moja mama zawsze ciekawi się, czemu jestem akurat piosenkarką, a nie np. lekarzem... Muzyka to magia... Dzięki muzyce poznałam moich przyjaciół i męża, jej jak to poważnie brzmi. Dzięki muzyce mogłam przeżyć nawet te najgorsze dni. Dzięki muzyce wspięłam się na szczyt moich największych marzeń, a to one się najbardziej liczą w życiu... Dzięki muzyce wybudziłam się ze śpiączki... Dzięki muzyce tak naprawdę żyję... To fascynujące... Więc mamo, właśnie dlatego, muzyka jest moim życiem...
______________________________________________________________

Jeejuś! Równo pół roku temu, dodałam na tego bloga pierwszy post... No i potem to już z górki te 80 rozdziałów... Dziękuję wszystkim, którzy to czytali ♥! Upiekłam wam babeczki nawet dzisiaj:

(z budynieem w środku ^^)
Możecie się do mnie zgłaszać po obiór, haha. ;) A, no i przypominam o mojej prośbie, żeby każdy kto przeczyta ten epilog dodał komentarz. Może być coś typu "Blog był ok" (oczywiście jak sądzicie, że był ;p)
Ważne, żeby każdy coś dodał. Dzięki ♥!
*chwila wzruszenia* Wow, ten blog był serio ze mną pół roku... Szłam do szkoły-wymyślałam rozdział, jadłam obiad-wymyślałam rozdział, odrabiałam lekcję-wymyślałam rozdział... Różnie powstawały; niektóre w nocy, niektóre kiedy byłam nie do końca trzeźwa... Niby mam jeszcze drugiego (take-me-to-wonderland-onedirection.blogspot.com jaka reklamka xd), ale to nie to samo... Pamiętam też wpadki na tym blogu np. zanim Lou się oświadczał, 14 lutego, pojechali na łąkę... pełną kwiatów! Zapomniało mi się trochę, że prędzej była to łąka pełna śniegu...
Wgl. warto dodać, że aktualnie mam 369 komentarzy! A no i Polacy strzelili dziś gola w 69 minucie (jestem dumna ♥)
PS dawajcie adresy blogów i twittery!
PS 2 To naprawdę ostatni post! (tak, wiem, że przeżywam to jak mrówka okres haha)
PS 3 Wiem, że masakrycznie długi epilog, ale to tak na zakończenie... ;3
Więc kochaam was i dzięki jeszcze raz ♥! See you soon!

piątek, 5 października 2012

80. Marzenia...

    Gadałam chwilkę z Louim (właściwie to mnie ciągle przepraszał) i do sali zapukał Nialler.
N-Przyjechaliśmy już...
J-Kocham cię. I na dodatek pamiętam!
N-Też cię kocham. Tyle, że ja cię tak po chamsku nie zapomniałem!
J-Moglibyście się ewakuować? Pogadam z lekarzem.
Lo-Też chcę z nim pogadać!
J-Spadaj, to mój lekarz, nie twój!
Zgodzili się i najpierw zabrali mnie na badania.
J-A więc co ze mną?
L-A jak się pani dziś czuje?
J-Źle, więc proszę nie owijać w bawełnę...
L-Będzie konieczna jeszcze jedna operacja... Nie znamy dokładnej daty...
J-Jak skomplikowana? Tylko proszę mówić prawdę, chcę wiedzieć na czym stoję.
L-Bardzo. To operacja mózgu...
J-Przeżyje?
L-Nie można nigdy obiecać, że wszystko będzie dobrze...
J-Czyli, że nie?
L-Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie!
J-Ale jest większe prawdopodobieństwo na tak, czy na nie?
L-Operacja jest bardzo trudna... Rzadko kiedy, jestem tak szczery z pacjentami...
J-Mogłabym zostać sama?
Wyszedł bez słowa, a ja zaczęłam płakać. Kiedyś chciałam się zabić, bo wydawało mi się, że życie straciło sens, ale teraz w życiu bym tego nie zrobiła. Teraz, kiedy najpewniej umrę. Bo to mi chciał powiedzieć ten lekarz! Muszę jakoś udawać przed resztą, że tej rozmowy nie było...
    Kiedy już się ogarnęłam, zawołałam Zayna.
J-Więc słuchaj... Chciałam zobaczyć co o tym wszystkim piszą w internecie...
Z-Na pewno?
J-A czytałeś już to?
Z-Częściowo...
J-Dawaj!
Połowa trendsów o tym... Po za tym, plotki z tego feralnego wieczora, np. że odleciała mi głowa. Mhm, dobrze wiedzieć. Na innym portalu pisali, że mam tylko wstrząs mózgu, a reszta to zwykle kłamstwo. Chciałabym. Na Twitterze podali datę mojego pogrzebu. Starałam się nie rozryczeć, bo Malik miałby wyrzuty sumienia, ale nie udało się. Ciekawe co teraz myślą fani? Kiedy przeczytałam tweety typu: "Nie przeżyje tego, jak usłyszę o jej pogrzebie..." to zrobiło mi się słabo.
Z-Wiedziałem, że to był zły pomysł... Przepraszam, przez to wszystko, nie myślę.
J-Nie, Zay. Dziękuję.
    Loui czuwał przy moim łóżku, a ja intensywnie myślałam. Trzeba się jakoś pożegnać... Z fanami i resztą... Nie będę zostawiać żadnych listów, powiem wszystko dziś...
*Louis*
J-Weźmy ślub...
Lo-Co?!
J-Weźmy ślub, najlepiej dziś, nie wiem kiedy będę miała operację...
Lo-Jaką operację?
J-No mózgu... Nie gadajmy o tym, chcę umrzeć jako twoja żona...
Lo-Co ty pieprzysz?! Umrzesz jako moja żona, ale możemy wziąć ślub jak tylko stąd wyjdziesz! Kupię ci najpiękniejszą białą spódniczkę, jaka jest na świecie!
Uśmiechnęła się do mnie lekko, a ja ledwo powstrzymywałem się od łez.
J-Sukienkę, Loui, sukienkę... Biała piżamka mi wystarczy... Lou, proszę. Załatwisz to? Mi też jest ciężko, bo nie umiem się żegnać...
Lo-Jakie żegnać?
Moje serce rozpadło się na miliony kawałeczków... Łzy zaczęły napływać do oczu. Ja się z nią nie mam zamiaru żegnać! Nie, nie, nie!
Lo-Dobrze, skoro chcesz to weźmiemy ten cholerny ślub dzisiaj!
J-Wiesz co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze? Jechałam na cmentarz...
Znów cisza. Ona też zaczęła płakać...
J-Ale pochowacie mnie koło Keva, co nie?
Czy ona nie rozumie, że kompletnie mnie dobiła takim gadaniem?! Nie wytrzymałem i skierowałem się do drzwi. Jednak zanim wyszedłem, dodałem coś jeszcze.
Lo-Nie pamiętasz? Żyjemy razem, albo w ogóle!
*Jula*
Ugh... Jakie to wszystko ciężkie... Nie chcę nikogo zranić, kurnaa. Wtedy do sali weszła nasza menagerka.
M-Hej. Jak się czujesz?
J-Cześć... Źle.
Który raz już to powtarzam?!
M-Widzisz jak to jest jak się robi w... balona ludzi...
J-Tak wagary to moja sprawka... Ale nie żałuje, bo to był mój ostatni odpał.
M-Nie mów tak.
Kur.wa. Ci ludzie mnie tak... denerwują. Mam sobie wmawiać, że wszystko będzie ok?
    Czas na fanów! Poprosiłam Li, żeby załatwił mi jakąś kamerę. Ustawił i mogłam już mówić...
J-Yyy hej... Może na początek: nie odleciała mi głowa, jak przeczytałam w internecie, ale nie jest ze mną najlepiej... Nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze dla was zaśpiewam, nie wiem co z płytą... Nic nie wiem. Trochę głupio się czuje, że zobaczycie mnie w takim stanie, ale co mi tam! Lepiej chyba tak niż w ogóle... Powiem wam ciekawostkę, że dziś zostanę panią Tomlinson! Tak, będę panią Zagładą! Wolałabym wziąć ten ślub w innych okolicznościach, ale cóż... Dobra, do rzeczy; Chciałam żebyście wiedzieli, że bardzo mocno was kocham. Dziękuje każdemu fanowi za to, że jest i przykro mi, że nie miałam okazji wszystkich was przytulić! To okropne, że jednego dnia normalnie funkcjonujesz, przebierasz się za teletubisia, a drugiego leżysz nie mogąc się ruszyć... Po prostu czekając na śmierć... Mam dla was prośbę, apel, czy jak to nazwać; realizujcie swoje marzenia! Ja większość mam odhaczoną, więc już mogę się udać do Kevina... To jest najważniejsze! Nie czekajcie, bo życie zwyczajnie mija! Tak jak już mówiłam; dziś jesteś, jutro cię nie ma! No, a więc jakbyście mogli, to bardzo was o to proszę. Hm... Jakie powiedzieć ostatnie słowo do was? Kocham.
No i poszło!... w świat. Jakoś nie wierze w to wszystko...
    Następnie postanowiłam pogadać z dziewczynami. Gapiłyśmy się na siebie, a ja nie mogłam wykrztusić słowa. Taka nasza telepatia... Najpierw poszły łzy.
J-Żałuję, że się nie pobawię na waszych weselach... A tylko spróbujcie zmienić narzeczonych!
R-Żałuję, że nie mogę ci walnąć w mordę... Po co gadasz takie głupoty?!
J-Kocham was! Jak siostry...
A-Jestem twoją siostrą.
J-Zamknij się. Tak w ogóle to dzięki tobie podjęłam najważniejszą decyzje w moim życiu-pójście do x-factor! Gdyby nie ty, teraz pewnie uczyłabym się i byłabym Directionerką, marzącą o tym, żeby ktoś z nich mnie follow... No, a więc kocham was i nie zmieniajcie się nigdy. No, no i wiecie co bym chciała powiedzieć...
Telepatia potrwała jeszcze jakieś 15 minut i drudzy w kolejności byli chłopcy... Oprócz Louiego.
Z-Po co nas tu wołałaś wszystkich?
J-Bo chciałam się z wami poże... Chciałam pogadać.
H-Stop! Czekaj! Mam pytanie...
J-Słucham.
H-Fajnie się ze mną całowało, jak graliśmy w butelkę w x-factor?
Li-Harry, debilu!
H-No co? To pytanie mnie nurtuje!
J-Chociaż dziwnie się całuje własnego brata, to było zajebiście! Że też ty pamiętasz takie rzeczy!
N-A pamiętasz jak były plotki, że masz dziecko z loczkiem?
J-Takich rzeczy się nie zapomina, kochanie!
Z-Ja pamiętam jak oglądaliśmy horror i cię cały czas straszyłem... Sorry!
Zaśmiałam się na to wspomnienie... Mogło by ich jeszcze być całe mnóstwo, gdyby nie ten jeden wypadek...
Li-Ja za to pamiętam jak walnęłaś mnie z całej siły w głowę łyżką!
J-Też cię kocham! Jak sobie czasami myślałam, że byłam o krok, żeby was nie poznać, to chce mi się płakać... Zawsze chciałam mieć brata, wiecie? Dziękuje, że spełniliście moje marzenie. I dziękuje, że zawsze byliście i teraz jesteście...
Z-I się stąd nie ruszymy, póki ty tego nie zrobisz!
J-Bobasy na sterydach! Kocham was. Mam do was prośbę... Kiedy już... odejdę, zadbajcie o Louisa, żeby nie robił głupstw i żeby znalazł sobie jakąś dziewczynę... Tylko wiecie, taką porządną! I jeszcze jedno; pomyślcie o mnie czasami... Ja będę was pilnować z góry, ok? Nie płaczcie, moja historia się już skończyła, w końcu każde dziecko powinno mieć matkę... Kocham was!
"Nie płaczcie" nie pomogło i na dodatek sama się rozryczałam...
    Nareszcie odwiedził mnie Loui. Zaraz miał być ten ślub...
Lo-Kiedy tak klęczałem na tej scenie, prosząc cię o rękę inaczej sobie wyobrażałem ten dzień... Biała sukienka, białe kwiaty, białe Keviny... No i wesele do białego rana!
J-Przepraszam. Najwyżej drugi sobie taki weźmiesz...
Lo-Co?!
Przegięłam? Sądząc po jego minie-tak...
J-Pamiętam jak pierwszy raz cię zobaczyłam. Zgadnij co pomyślałam.
Lo-Idiota?
J-Bardzo dziwi mnie fakt, że nie. Pomyślałam o tobie "dziwak". Nawet mnie nie zapytałeś o imię palancie!
Lo-Wiesz jaki byłem zdenerwowany!
J-A jak wytłumaczysz swój subtelny pocałunek w kiblu?
Lo-No zacięliśmy się, było romantycznie, nie sądzisz?
J-Tak, szczególnie jak musiałeś się wyszczać, a ja odwracać!
Lo-Nie odwróciłaś się wtedy! Przyznaj się!
J-Odwróciłam!
Lo-Taa, jasne! Kocham cię-pamiętam jak ci to powiedziałem pierwszy raz.
J-Tak ja też! "-Jak powiedzieć dziewczynie, że ją kocham? -Kocham cię. -Aha. To kocham cię!".
Lo-Kocham cię wiesz?
J-Wiem.
Lo-I wiesz, że nie przeżyję bez ciebie dnia?
J-Wiem.

Lo-A wiesz, że jesteś całym moim życiem?
J-Wiem. Wiesz, że zaraz będziesz to mi przysięgał?
Lo-Wiem, ale jakoś nie mogę w to uwierzyć...
*Louis*
Harry i Cher w roli świadków stali obok łóżka, gotowi na ceremonię. Ja zresztą też. Ale kiedy ksiądz zaczął mówić, Juli zrobiło się słabo.
C-Dobrze się czujesz?
J-Tak, tak...
Staraliśmy się to wszystko jakoś przyspieszyć widząc jej minę. Doszło wreszcie do przysięgi.
J-Ja Julia... Julia...
Zemdlała! Lekarz, stojący obok od razu zareagował i wszystkich wyrzucił z sali. Kapłan tylko rzekł "przykro mi" i odszedł. To jakaś paranoja! Ona tak chciała tego ślubu i nagle jak na złość mdleje.
Nareszcie ktoś w fartuchu do mnie podszedł.
L-Robimy tą operację teraz.
Lo-Co?! Jaką znowu operację?!
L-Operację mózgu...
Popatrzyłem ostatni raz przed operacją na nią i złapałem za rękę.
Lo-Weźmiemy ślub jak stąd wyjdziesz... Po tej pieprzonej operacji... Nie martw się... Kocham cię...
J-Kocham cię...
Ostatnie słowa przed narkozą...
_______________________________________________________________

Wiem, że trochę długo czekaliście i trochę długi. Mam chociaż nadzieje, że wyszedł, bo po kubku kawy właśnie piszę go w nocy! ;)
Tak wgl-Miłość nie istnieje. Domyślacie się dlaczego? Lannielle... Why? Czekałam na moment kiedy wchodzę na internet, a tam info; "Liam właśnie zaręczył się Dannielle!". Lub "Dan napisała na tt, że jest w ciąży! Jeej! Małe Payniątka! O wiele bardziej spodziewałabym się rozstania El i Lou, bądź Zayna z Pezz... Jednak jest to ich życie prywatne, więc kompletnym idiotyzmem był pomysł na akcję "#LannielleComeBack" #lol. No to wychodzi na to, że to ostatni rozdział... Jeszcze tylko epilog. CZYLI OSTATNI POST NA TYM BLOGU!!! Nie wierze... Niby teraz nie mam nawet czasu na dwa blogi i wgl, ale co mi tam wypić tą kawę lub redbula? Niestety wszystko ma swój kres. Na epilog też troszkę poczekacie, bo chcę, żeby był mega zajebisty!
PS Myślicie, że zrobię zakończenie wesołe czy smutne? ;p

środa, 26 września 2012

79. cz.2. Sposób na amnezję.

J-Co się dzieje?
Mówiła coś cicho, a ja złapałem ją za rękę. Po chwili zlecieli się lekarze. Zaczęli coś do niej pieprzyć, a mnie odsunęli na bok.
L-Ma, miejmy nadzieje chwilową, małą utratę pamięci... Zaraz zabieramy ją na badania.
Nareszcie zostawili nas samych.
Lo-Przepraszam...
J-Za co?
Lo-Że na ciebie nakrzyczałem...
J-Kiedy?
Lo-Pamiętasz mnie?
J-A powinnam?
Byłem bliski łez. Coś mi się wydaje, że ona się nie zgrywa...
Lo-Jestem twoim narzeczonym. Mam na imię Louis.
J-Narzeczonym? Jak można zapomnieć własnego narzeczonego? Ugh... Ale serio? To ile ja mam lat? Nie 17?
Lo-No, niedługo masz osiemnastkę... Naprawdę nic sobie nie przypominasz?
J-Posłuchaj yyy... Louis, mógłbyś przyjść po badaniach? Na razie nie mam siły na gości, których nie wiem, czy znam...
Wyszedłem na korytarz. Akurat wszyscy tam byli, a jej mama właśnie przyjechała i weszła do sali.
Li-Co się stało?
No tak, płakałem.
Lo-Obudziła się...
N-Tak!
H-Miałem rację, że po piosence się obudzi!
R-To co jest z nią nie tak?
Lo-Wyrzuciła mnie z sali, bo stwierdziła, że nie jest pewna, czy jestem jej narzeczonym, czy nie. Po prostu straciła pamięć.
Z-Fuck.
C-Zaraz sobie wszystko przypomni, nie przejmuj się.
Taa, będzie dobrze. Tylko, że oni nie wiedzą jakie to uczucie. Jeśli nie odzyska tej pamięci to ze mną zerwie. Wtedy wywieźli ją z sali. Oni gapili się na nią, ona na nich. Ja siedziałem skamieniały. Odjechała na badania.
H-Muzyka!
O-Nie krzycz... Co muzyka?
H-No muzyka. Jeśli sobie coś przypomni to tylko dzięki muzyce!
Lo-Przestań wreszcie pieprzyć głupoty...
H-Mam ci przypomnieć jak się obudziła? No właśnie. Najpierw pójdą dziewczyny, zaśpiewają jej coś, potem my... Powoli sobie coś przypomni.
*Jula*
    Kiedy wróciłam z badań weszły do mnie dwie dziewczyny. Miały na ubraniach przypięte karteczki z imionami, ale chyba nie były z personelu... Pierwsza to Olka, a druga Roka.
O-Hej...
R-Dobra nie traćmy czasu. Co pamiętasz?
Wtedy Olka szturchnęła tą drugą łokciem.
O-Spokojnie.
R-Właśnie, że nie będę spokojna! Ona ma odzyskać całą pamięć, czy jej się to podoba, czy nie!
J-Wiem, że mam jakiegoś faceta... Um... On się nazywał... Louis! Moja mama mi mówiła, że śpiewam.
O-Śpiewasz w girlsbandzie, z nami. 2 lata temu poszłyśmy osobno na kasting, do programu muzycznego x-factor. Połączyli nas w zespół; Red Heels.
R-Poznałyśmy tam One Direction, zespół, powstały w ten sam sposób...
Jeszcze trochę mi poopowiadały, kłócąc się bez przerwy. "Nie mów tak szybko, ona dopiero się wybudziła!", "Nie przerywaj mi jak mówię. Mamy 2 lata życia do nadrobienia!". Na koniec zaczęły mi śpiewać jakąś piosenkę One Day With You.
O-To... Odpocznij sobie.
R-I przypominaj! A, jeszcze jedno!
Zdjęła z nogi czerwoną szpilkę i mi podała. Czerwona szpilka?
    Następni weszło 5 chłopaków. O, tam był ten narzeczony! Również mieli karteczki: Harry, Liam, Niall, Zayn no i Louis.
N-Dobre tu mają jedzenie?
J-Nie wiem, podają mi w kroplówce.
H-Jak się czujesz?
J-Źle. Wszystko mnie boli, a najbardziej głowa...
Z-O, to tak jak po każdym melanżu z nami! Kac morderca!
J-Wiesz, yy... Zayn (!), to raczej nie jest kac...
Liam przeszył mnie wzrokiem. Au! Aż zabolało. W końcu złapał za rękę.
Li-Wyjdziesz stąd niedługo, nie martw się...
J-Chciałabym, ale mnie tak ciśniecie, żebym sobie coś przypomniała, a ja po prostu nie mam siły.
H-Dobra, śpiewamy i spadamy.
Tak też zrobili. Utwór What Makes You Beautiful spodobał mi się.
Z-Masz jeszcze swoją komórkę. Tylko chowaj przed lekarzami, bo ci zabiorą!
Li-Tak, bo Bad boy ci ją przemycił.
Bad boy...?
    Próbowałam usnąć, lecz to na nic. Za bardzo kusił mnie ten telefon. Niby normalna rzecz... Może zdjęcia...  Na pierwszym ja u Harrego na baranach, robię mu warkoczyki. Na następnym jakieś zdjęcie z fanem. Dalej foty z koncertów, ja uwieszona na Louisie, który ma ściągnięte przez Nialla spodnie do kolan... Teraz kontakty. Cher... Tej tutaj nie widziałam, a mam ją w grupie: rodzina. Najbardziej moją uwagę przykuł "mąż". Jaki do cholery mąż? Puściłam strzałkę do Harolda. Przyleciał po chwili.
H-Tak słucham, siostro?
J-To ty jesteś moim bratem? I po drugie, to czy ja mam jakiegoś męża? Bo nie nadążam...
H-Przyszywanym. No można powiedzieć, że masz męża... O, cholera! Dzisiaj 2 lata od waszego ślubu!
J-O czym ty mówisz? To nie jest mój narzeczony?
H-Ugh. Kiedy się poznaliśmy Lou wrzucił cię do basenu. Bronił się, że tak okazuje uczucia i poprosił cię o rękę, w ramach żartu. Następnego dnia był ślub. Nialler był księdzem. Wy pięknie ubrani, szliście do "ołtarza" w naszym pokoju. Wszystko poszło zgodnie z planem. Zakochaliście się w sobie, no i potem Kevin, zaręczyny...
J-Kevin?
H-To nikt ci jeszcze nie mówił o Kevinie? O, poczekaj chwilę! On ci najlepiej powie.
Wtedy zawołał do sali blondynka.
N-Zapewne wiesz o tym, że jesteś w połowie Polką. Więc kiedyś w Polsce zrobiłaś test ciążowy, który wypadł pozytywnie. Lekarz to potwierdził. Loui chodził dumny jak paw i byliście po prostu szczęśliwi. Kiedy byłaś w 5 czy 6 miesiącu i oglądaliśmy sobie we dwójkę film nagle zaczęłaś się drzeć, wywnioskowałem z tego, że rodzisz. Urodził się Kev, ochrzciliście go...
H-On jest chrzestnym!
N-Właśnie, jestem chrzestnym! No i niestety przeżył tylko pięć dni... Żałoba się jeszcze nie skończyła.
Płakałam.
H-Nie płacz, błagam! Nie możesz się teraz denerwować!
J-Czyli, że ja mam z tym typem dziecko?
Chłopcy się wymienili i obok mnie byli teraz Li i Zayn.
Z-To nie jest żaden typ, tylko część ciebie. Na serio go nie pamiętasz?
J-Głupio się przyznać, ale już chyba bardziej kojarzę was...
Li-To interesujące... Jakie podejmujemy dalsze kroki? Czekamy spokojnie, śpiewając jej coś co dzień?
Z-Chyba nie ma innego wyjścia, patrz jaka jest zmęczona...
J-Ja tu jestem! Czyli, że go kocham... Tak?
Li-To zawsze było takie oczywiste... Wy jesteście jedną osobą... Wy jesteście Jouis.
Z-On gnije w tym szpitalu już któryś dzień z rzędu, śpiąc na krześle, które teraz zajmuję.
Dlaczego kompletnie go nie pamiętam?! Z wyczerpania dzisiejszym dniem w końcu padłam.
    Obudziłam się w nocy. Ktoś trzymał mnie za rękę. Loui. Spał na tym krzesełku, a mi poleciała pierwsza łza. Miałam ochotę krzyknąć "Chcę cię pamiętać, ale nie mogę!". Zamiast tego usnęłam z powrotem...
*Louis*
Wpatrywałem się w nią jak spała, już godzinę. Może kiedy się obudzi nie wyrzuci mnie z sali? O, otwiera oczy. Ścisnęła moją rękę, przyglądając się mi.
J-Loui... Pamiętam! Pamiętam cię!
Poczułem jak serce podskoczyło mi do gardła.
Lo-Na-naprawdę...?
J-Przepraszam. Jak mogłam zapomnieć CIEBIE?! Przytul mnie, proszę...
Uśmiechnąłem się lekko i zastosowałem do prośby.
__________________________________________________________

No i jest 2 cz. 79. No, żeby ładnie wyglądało, no! Takie rzeczy tylko w Erze, zią! ;D Nie wiem czy ta utrata pamięci i jej tak szybki powrót jest możliwy, ale lekarzem nie jestem i nie zamierzam być, a w internecie nie mogłam znaleźć żadnych konkretów.
Na epilog zostanie mi troszkę dłuższe przemówienie, więc część napiszę tu i pod 80.
Tutaj wspomnę o zespole. Może nie którzy zauważyli, istnieje Red Heels. (Nie ściągnęłam nazwy, tylko sama wymyśliłam i dopiero potem się zczaiłam.)
http://mamtalent.tvn.pl/wideo/wszystkie-kategorie,1,1/nerwy-i-lzy-red-heels-zagraja-bez-wokalistki,474217.html -występ z Mam Talent. Były jeszcze w Must Be The Music, ale w internecie nigdzie nie ma nagrania ;p Nawet fajnie zagrały ;)
No i jeszcze piosenka One Day With You (dla nich to taka piosenka jak dla 1D WMYB)
http://www.youtube.com/watch?v=SfGISjvXr80
Haha nie mogę z tego gościa! (jeśli są jacyś fani, w co wątpię, to sorry)
Jeszcze jeden rozdział i epilog... ;( smutno mi troszkę...

czwartek, 20 września 2012

79. Sposób na śpiączkę.

    Wyleciałem z domu jak z procy i po chwili szedłem szpitalnym korytarzem.
Lo-Gdzie ona jest?!
-Ma pan jakiś problem?-zapytała mnie recepcjonistka.
Lo-Tak, mam.
Wtedy podleciała do mnie jej mama.
MJ-Teraz jest na sali operacyjnej. Musimy trochę poczekać na resztę szczegółów...
Lo-Co jej jest?! Co się stało?
MJ-Prawdopodobnie zemdlała podczas jazdy i nie zapięła pasów...
Ledwo mogłem to wszystko zrozumieć, bo strasznie płakała.
MJ-Ta operacja nie jest aż taka poważna, więc nie powinna trwać długo...
Starałem się nie rozryczeć jak małe dziecko, ale na nic. To wszystko przeze mnie! Jeśli coś jej się stanie nigdy sobie tego nie wybaczę! Wtedy do szpitala wpadła reszta Narnii. Wszyscy gapili się na mnie, bo w ogóle nie mogłem się uspokoić. To straszne uczucie, kiedy komuś najważniejszego dla ciebie, dzieje się coś złego, z twojego powodu...
Li-Lou, idzie lekarz.
Poderwałem się gwałtownie i doskoczyłem do niego.
Lo-Co z nią?!
L-Stan jest dalej krytyczny i nie wybudziła się ze śpiączki, ale jest trochę lepiej. Ma pękniętą czaszkę, uszkodzony kręgosłup i liczne złamania kości. Niedługo będzie można ją odwiedzić.
Opadłem na szpitalne krzesło, znów szlochając.
N-Lou nie płacz, będzie dobrze...
Lo-Jak Kevin był w szpitalu, też wszystko miało być dobrze!
Wszyscy już się zamknęli, bo nie mieli za wielu argumentów... Wtedy też powtarzali mi, żebym się nie martwił. Czemu ja muszę mieć takiego pecha?
    Kiedy już wypłakałem wszystkie łzy, poszedłem do łazienki się ogarnąć. Opłuknąłem wodą twarz i zobaczyłem w lustrze Zayna. Objął mnie...
Z-Zaraz ją zobaczysz, nie martw się, Loui...
Lo-Co mi po tym, że ją zobaczę? Przestańcie mnie pocieszać do cholery! Nie wiecie co to znaczy stracić dziecko, a teraz jeszcze ona!
Tiaaa, Kev dokłada mi jeszcze do tej sytuacji...
Na korytarzu czekała na mnie policja. Dali mi jej telefon i jakieś inne rzeczy.
P-Pan jest mężem?
Lo-Mężem?
P-No, kontakt z nazwą pod taką nazwą, ostatnio próbował, się z nią skontaktować.
Zapisała mnie jako męża... Wtedy lekarz zakomunikował, że można już do niej wchodzić, ale tylko pojedynczo. Hmm... jestem pierwszy. Naciskając klamkę, zamknąłem oczy. Niestety kiedyś trzeba je otworzyć... Przeraziłem się. Wyglądała jak jakaś mumia-cała w bandażach i w ogóle jakoś tak strasznie. Usiadłem na krześle obok i złapałem ją za rękę. Była lodowata...
Lo-Przepraszam...
Wypadłem z tej sali, bo miałem wrażenie, że zaraz zemdleje. Wtedy podeszła do mnie pielęgniarka i dała coś na uspokojenie, już po raz drugi odkąd tu jestem... Usiadłem na chwile obok reszty i pooddychałem głęboko. Odwiedziny Julki-podejście drugie.
Lo-Sorry, że cię na chwilę zostawiłem. Więcej nie będę, obiecuje... Przepraszam za tą scenę zazdrości. To było bez sensu... Jesteś całym moim życiem, więc obudź się proszę! Wiesz, że ja sobie tego nie daruje... Zresztą wystarczy, że odwiedzam własne dziecko na cmentarzu... Co ja w ogóle pieprze? Przecież wiadomo, że niedługo stąd wyjdziemy. Trzeba jakoś zacząć planować twoją osiemnastkę, co nie? Napisać ci jakąś piosenkę? Napiszę ci. I zaśpiewam, jak będzie gotowa. Powiem ci w sekrecie, że tam, za drzwiami wszyscy płaczą... Tiaa, złamałaś Zayna dziewczyno... Tak po za tym, to czemu ja nic o tym nie wiem, że masz mnie w kontaktach, jako "mąż"? Tak, to prawda, że ja mam cię jako żonę. O, cholera! Za kilka dni mijają 2 lata od naszego x-factorowego ślubu! Kocham cię, wiesz?
*Harry*
Stałem w drzwiach sali i byłem bliski łez, słuchając Louisa... Jak on sobie z tym wszystkim radzi?
H-Hej, Loui. Jak się czujesz?
Lo-Źle.
Aha.
    Pojechaliśmy nie długo do domu się przespać. Pod szpitalem był okropny tłum. Jacyś dziennikarze, fani itp... Padło mnóstwo pytań, typu: "Co z nią?", "Co się stało?". Milczeliśmy. Położyłem się o 8, a o 12 byłem już w drodze do szpitala. Tommo kimał na tym twardym krześle. Nie budząc go, usiadłem obok. Skoro on z nią gadał, to ja też mogę...
H-Hej, Dżul-żul. Obudź się, co? Proszę. Może ci coś zaśpiewać? O, wasza piosenka z finału x factora. Would you know my name if I saw you in Heaven?
Would it be the same if I saw you in Heaven?
I must be strong and carry on,
'Cause I know I don't belong here in Heaven.
Louis się obudził i wysłuchał końcówki piosenki. Pielęgniarka tak samo.
-Co to za koncerty?-zapytała, grzebiąc przy kroplówce.
H-Jak ona się obudzi, to tylko dzięki muzyce!
-Jest pan pewien?-zapytała z uśmiechem.
H-Oczywiście, w końcu to moja siostra!
-No, to dobrze, że was tyle jest, będzie miał kto śpiewać.-rzekła i wyszła z sali.
Lo-Która godzina?
H-Godzina spania. Więc teraz pojedziesz do domu, kochanie.
Lo-Obiecałem, nie mogę.
H-Dobra w takim razie mam plan. Pisz tą piosenkę, śpiewaj, ona się obudzi i zmusi cię do odwiedzenia domu.
Lo-Okej.
H-Lou...?
Lo-Tak?
H-Nie obwiniasz się za to, co nie?
Zapadła niezręczna cisza... Czyli, że tak? Wtedy znów zobaczyłem łzy w jego oczach.
Lo-Przecież to przeze mnie... Jakbym się z nią nie kłócił nic by się nie stało...
Co ja powinienem powiedzieć w takiej sytuacji?
H-Pół roku temu też miałeś wypadek. A ona była w takiej samej sytuacji... Pokłóciliście się, a ona się obwiniała...
*Louis*
Naszą rozmowę przerwało groźne pikanie. Hazz poderwał się, ale lekarz wpadł w tym samym momencie. Co się dzieje? Serce przestało bić. Moje też. Moje serce też przestało bić...

M-Louis! Louis, ocknij się!
Otworzyłem oczy i nade mną stała moja mama.
Lo-O co tu chodzi? Gdzie ja jestem?
M-Zemdlałeś. Jesteś w szpitalu. Może pojedziesz do domu się przespać?
Lo-Gdzie Jula?
Biegiem zacząłem szukać sali 69, w której leżała. Na szczęście wszystko było ok. Na tyle ok. ile może być z człowiekiem, po tak groźnym wypadku... Wszedłem powoli do sali.
Lo-Nie rób tego więcej, kochanie...
Resztę tego dnia spędziłem na pisaniu piosenki. Styles miał rację z tą muzyką... Akurat na jutro-2 lata od naszego "ślubu", będzie gotowa.
    Obudziłem się po 10 na krześle obok jej łóżka. Umiem postawić na swoim... Może z tą piosenką to głupi pomysł, ale co tam, zaśpiewam. Na pierwszy ogień jednak poszło Moments... "Hands are silent. Voice is numb. Try to scream out my lungs. But it makes this harder. And the tears stream down my face".
Następie przerzuciłem się na moją piosenkę, weselszą.
Lo-Oh her eyes, her eyes
Make the stars look like they’re not shining
Pierwsze dwie linijki zaśpiewałem niepewnie, ale potem bardziej się odważyłem. Na refrenie byłem już zupełnie w swoim żywiole...
Lo-When I see your face
There’s not a thing that I would change
Cause you’re amazing
Just the way you are
And when you smile,
The whole world stops and stares for a while
Cause girl you’re amazing
Just the way you are
(kocham tą piosenkę ^^ załóżmy, że ją napisał Lou ;3 http://www.youtube.com/watch?v=LjhCEhWiKXk&feature=player_embedded)
Otworzyłem oczy, które na czas śpiewania miałem zamknięte. Ona zrobiła to samo. Zaraz, zaraz... Otworzyła oczy! Budzi się! Rusza ręką!
___________________________________________________________________

Tak sobie mi się podoba ;p Niedługo koniec. Ej, mam prośbę, żeby każdy kto przeczyta epilog zostawił pod nim komentarz ;) Rozumiem, że pod każdym wam się nie chcę, ale tak na koniec, dla mnie... ;3 Przypomniało mi się jak kończyłam swojego poprzedniego bloga... xd
Moje myśli:
Uhh, kiedyś przyjdzie dzień kiedy Music & One Direction też będzie trzeba skończyć... Hahahahahahahahahaha, NIE!
Niestety, niedługo przyjdzie ten dzień... ;c
Jak tam w sql leci? ;)
PS Planowałam, żeby było 80 rozdziałów żeby było tak fajnie i równo ;p Mogę w razie czego zrobić dwie 39? haha xd
PS 2 LWWY Aaaaa! Orgazm orgazm! Porno porno! *_____________________* Miałam dodać wcześniej, ale właśnie z powodu piosenki byłam przez godzinę taką galaretą xd

czwartek, 13 września 2012

78. Tulimy!

    Rano obudziłam się z ogromnym bólem gardła. Nie wiedziałam sama co ze sobą zrobić, bo najchętniej poszłabym spać i nigdy się nie obudziła. Wtedy do pokoju wszedł Lou.
Lo-Jak się czujesz?
Z bólu postanowiłam nawet nie otwierać ust, więc za dużo się nie dowiedział.
Lo-Aha. Zaraz jedziemy do wytwórni, nagrywać, kochanie.
Co?! Nagrywać?! Ja przecież ledwo mówię.
J-Ja...
Aha. Czyli, że w ogóle nie mogę mówić.
Lo-Co ty?
Napisałam mu wyjaśnienie na kartce. Nic nie mówiąc sprowadził mnie na dół do kuchni i posadził przy stole. Po chwili dał mi jakąś tabletkę.
H-A z tą co?
Lo-Moja żona po wczorajszym melanżu nie może mówić. Jeden dzień beze mnie i prosze.
H-O, to mój szczęśliwy dzień.
C-Mógłbyś być ciut milszy...
H-A ty jak robisz śniadanie, to rób śniadanie, a nie się udzielasz, dziewko!
N-Może pomoże jakiś babciny sposób...
Chłopcy poszli robić jakieś mikstury, tylko Hazz usiadł obok mnie.
H-No... To co u ciebie?
Spojrzałam na niego znacząco i wróciłam do picia kawy.
H-Czemu nic nie powiesz? Aa, pewnie teraz sobie myślisz, jaka ze mnie zacna dupencja... Albo nie! Myślisz jaka byłaś głupia krzycząc na mnie. I teraz przepraszasz? Rozumiem...
C-Kto pozmywa po śniadaniu?
H-Jula napisała mi, że ona chce!
Chciałam go pieprznąć w łeb, ale uciekł. Tchórz. Dostałam do wypicia te eliksiry i trochę pomogło...
J-Pieprzyć menadżerów, idziemy na "wagary".
Li-Może chociaż zadzwonimy i...
J-Loui, przemów za mnie.
Kiedy Louis wszedł na stół, żałowałam, że go o to poprosiłam...
Lo-Rodacy! Zastanówmy się jakie wartości w życiu są dla nas najważniejsze! Co tak na prawdę się liczy. Czy zawsze musimy być tacy odpowiedzialni, dojrzali i grzeczni? Czy nie możemy zostać rozwydrzonymi bachorami, niewiedzącymi co to zasady, ale korzystającymi z pełni życia? Wciągnięto nas na siłę w show-biznes i tym samym w dorosłe i ustatkowane życie... To smutne. Zbuntujmy się więc, przebierzmy za teletubisie i pójdźmy... Pójdźmy po wolność!
My zwijaliśmy się ze śmiechu, a LouLou dzwonił do wypożyczalni strojów.
Z-Jaki plan?
O-Wyłączamy telefony, bierzemy busa, jedziemy po stroje i przebieramy się. Potem pójdziemy do Nandos...
N-Kocham cię.
O-...do parku, pospacerujemy i wrócimy.
Tak też zrobiliśmy. Tommo i Harold wzięli stroje fioletowego teletubisia... (teletubiś-pedał haha) W skład również wchodziła czerwona torebeczka. Kiedy tylko wyszliśmy z budynku ludzie zaczęli nam robić zdjęcia i się dziwnie gapić.
R-Myślicie, że nikt nas nie wytropi?
Z-Z jednej strony, niby jesteśmy ukryci, ale z drugiej, kto w tym mieście, jeszcze ma tak zrytą banię jak my? Jak Jula przebrała się za tego królika to od razu wiedzieliśmy, że to ona.
J-Dzięki Zayn.
Podeszłam i pocałowałam jego teletubisiowy policzek. Weszliśmy i oczy wszystkich klientów były skupione na nas.
Z-No co? My tu po kurczaki.
N-Teletubisie też jedzą, dla waszej wiadomości!
Lo-A jak coś wam nie w paski, to macie problem, bo paski są zajebiste!
H-Miałeś powiedzieć, że poznają smak naszych torebek...
Wtedy Styles zaczął nią machać jak oszalały, a wszyscy wrócili do jedzenia. Zjedliśmy z małym trudem, aby się nie zdradzić i znów wyszliśmy na ulicę.
Li-Wiem!
J-Nie krzycz...
Li-Nakręcimy filmik. O teletubisiach.
Lo-Mam lepszy pomysł! Nakręcimy filmik o teletubisiach!
Z-Doskonały plan, Tomlinson!
Ruszyliśmy do parku, ustawiliśmy kamerę i w naszym przypadku, wystarczył spontan...
*
Lo&H-Tinky Winky!
Z&Li-Dipsy!
O&R-Laa-Laa!
J$N-Po!
Razem-Teletubiś, teletubiś. Hejo! Tulimy!
Ja pierdziele. Co my robimy? Ludzie się zatrzymują, bo myślą, że to jakieś prawdziwe przedstawienie... No, ale wracając do rzeczy; po przytulasku Malik wyskoczył na środek, przedstawiając tytuł: "Niegrzeczny Tinky Winky".
Tinky Winky (Harry) idzie sobie. W końcu mija Dipsy (Liam).
Li-Tinky Winky! Zaczekaj!
Lo-Nie lubię cię. Idź sobie, a nawet spadaj i to na drzewo!
Dipsy (Liam) wdrapuje się na drzewo i siedzi tam spokojnie, dopóki nie zauważa go Dipsy (Zayn).
Z-Co ja robię na drzewie?
Li-Wdrapaliśmy się tu, bo Tinky Winky nam kazał.
Dipsy (Zayn), poszedł w swoje ślady i wlazł na górę. Obok drzewa Laa-Laa spacerowały i jadły tubisiowy krem. Wtedy drogę zastąpił im Tinky Winky (Lou) i zabrał im krem, następnie rzucając na ziemie.
Lo-Nie będziesz tego jeść, głupolu!
Obie Laa-Lee zaczęły płakać, a Tinky tylko się z tego śmiał i zaczął się oddalać.
R-Ty... ty... Ty transwestyto! Odkupujesz!
O-Powiem wszystko odkurzaczowi, ty hultaju!
Niedaleko tego miejsca stanęła Po (Niall). Zbliżały się też Tinky Winky (Lou i Harry)...
Lo-Szła dzieweczka do laseczka, do zielonego, hoho! Do zielonego, hoho! Do zielo... Cześć Po! Co za spotkanie!
H-Nie wiedziałem, że małe teletubisie, występują bez żadnej 'obstawy' w lesie...
N-Cz-cześć Tinky... A dlaczego obstawa?
Lo-To był tylko taki żart... Może masz ochotę na małe co nieco?
N-Zabawny. Ha. Ha-ha... Jakie co nieco?
H-No wiesz... Na jakie tylko masz ochotę...
Wtedy do akcji wkracza Po (Jula).
J-Zostacie go/ją/mnie/nas/kij wie! Mogę pożyczyć torebkę?
Tinky (Lou) nie myśląc podał Po torebkę i dostał nią w krocze tak samo jak Tinky (Harry)...
J-Zboczeniec i Pedofil nie będzie pluł nam w twarz!
O-Ale i tak Noo-Noo (odkurzacz) się o wszystkim dowie!
*
Zajebisty dzień.
Na koniec razem krzyknęliśmy "Teletubisie Forever!".
Zwinęliśmy się do tej wypożyczalni, przebraliśmy i wyszliśmy jak gdyby nigdy nic... Włączyliśmy też telefony. Każdy miał po 5867858... nieodebranych połączeń od menadżerów i reszty ekipy.
    Nareszcie w domu! Walnęłam się na kanapę i skakałam po kanałach. Wtedy do pokoju wszedł rozwścieczony Loui.
J-Co jest?
Lo-Właśnie sobie rozmawiałem z twoim przyjacielem z Leeds!
J-Z Michaelem?
Lo-Nie! Z Mattem!
O cholera.
J-No, ale dlaczego tak krzyczysz?
Lo-Mówił, że musicie się koniecznie spotkać u niego i powtórzyć to co ostatnio, bo było bardzo miło.
J-Co?! Chyba nie myślisz, że...
Lo-Ja już nie wiem co mam myśleć.
Nie zdążyłam już nic powiedzieć, bo pobiegł na górę. Fuck. Dlaczego on zadzwonił i gadał takie głupoty?
N-To co teraz robimy?
J-Ja chyba pojadę do Kevina... Jak widzę nie mam wielu chętnych do towarzystwa, więc pa.
Rozwścieczona pobiegłam do samochodu i jechałam z myślą jak to odkręcić. Nagle zrobiło mi się strasznie słabo. Rozważałam zatrzymanie się na chwilę, ale w końcu byłam tuż obok cmentarza...
*Louis*
Niby ufam Juli i nie bywam zazdrosny, ale teraz sam już nie wiem. Jestem na maksa wściekły.
H-Lou, telefon do ciebie!
Zbiegłem na dół i odebrałem słuchawkę od Hazzy.
Lo-Słucham.
-Lou? Przyjedź szybko do szpitala na ul. *!-usłyszałem zrozpaczony głos mamy Julki.
Lo-Ale o co chodzi?
-Wypadek! Julia miała wypadek!
Lo-To jakiś żart?
-Żarty się skończyły, Louis...
_______________________________________________________________________

http://twitition.com/qa4p2-taka tam mała petycyjka...
Mam nadzieje, że wyszedł i, że ogarnęliście mniej więcej te teletubisie. Trochę z nimi nie wypał, co nie? Moim zdaniem jako tako, ale dodać coś musiałam, bo dawno tego nie robiłam... Nie ogarniam za bardzo szkoły, 2 blogów i jeszcze chciałam wziąć udział w takim konkursie na fb, więc...
Do rzeczy; Niall ma dziś... Urodzinki! W każdym zaszycie, pod datą, pisałam "Urodziny Nialla♥!" haha.
Więc Niall, życzę ci pysznego tortu, duuuużo jedzenia, fajnej dziewczyny (jakby co jestem wolna), własnego Nandos, żebyś był forever young i w ogóle WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!
PS Dodalibyście coś? ;p
PS2 Jak ja cholernie zazdroszczę fanom, którzy mogą go dziś przytulić...
PS3 Moja tapeta na dziś ^^

czwartek, 6 września 2012

77. Zostaję syreną! Znowu...

    Dzisiaj jest 22 lipca... A to oznacza, że nasze zespoły mają już dwa lata... A to oznacza, że to musi być wyjątkowy dzień... Loui jeszcze słodziutko spał... Ja wymknęłam się do pokoju Zayna i Roki.
J-Ejejej. Chodź na dół, na śniadanie.
Z-Już lecę, kochanie.
J-To tylko zespołowe śniadanie. Heloł.
Z-Spadaj. Niall mi zrobi taką jajecznicę, że pożałujesz!
Poszłam dalej po Alex.
J-Śniadanie.
N-Jak ja cię kocham.
J-Ja ciebie też. To idziesz, Alex?
N-A ja?!
J-A ty robisz Malikowi jajecznicę.
Zeszłyśmy na dół i zrobiłyśmy nasz specjał za czasów x factora-sałatka z tuńczykiem!
R-Jak ja jej dawno nie jadłam!
O-Jak ja jej dawno nie robiłam!
J-Jak ja was kocham! To co dalej robimy?
O-A co robiłyśmy w x factor?
R-A co się robi w x factor? Śpiewa!
Wpadłam na świetny pomysł. Zadzwoniłam do studia nagraniowego i zamówiłam na dziś.
O-Co ty rob...
J-Idziemy na strych!
Grzebałyśmy w pudełkach z napisem "Sweet Lips".
R-A, tu jest pająk!
O-Tu jeszcze większy!
J-Radziłabym uważać na szczury...
Przez ten pisk uszy będą mnie boleć chyba cały dzień... Było tam dużo rzeczy... Na przykład kisiel truskawkowy, kartka z napisem "Nasz pierwszy wywiad! Jeeeej!" i z wklejonym wywiadem. Jest też przyklejone moje zdjęcie i napisane "Jula to muchomor. Bo taki grzybek z niej!" zdjęcie Olki i napisane "Czyż nie wyszła tu jak ten zombi z jej ulubionego horroru?" oraz zdjęcie Roki z podpisem "To zdjęcie było robione w Nandos, bitch! I tego wspomnienia nikt mi kurde nie zabierze!". Jaką miałyśmy z tego pompę...
J-Jakiego wspomnienia? I w ogóle o co chodziło z tym grzybkiem?!
R-Harry poszedł złożyć zamówienie, ale po polsku, tak jak go nauczyłaś. Porobił sobie jaja z kelnerki i wrócił, a ja stwierdziłam, że kiedyś uczyłam się Rosyjskiego, wiec coś też pójdę powiedzieć. Nieświadomie poinformowałam, że zamawiam jakiegoś smażonego kangura, z sosem z zielonego mleka. A na tym zdjęciu jest moja mina...
O-A grzybek, to odpał Tomlinsona. A my stwierdziłyśmy, że ty musisz być muchomorem...
Wtedy znalazłam to czego szukałam-piosenka o przyjaźni, którą napisałyśmy przed finałem x factora, będąc w największym stresie...
J-No, to właśnie to, będziemy dzisiaj nagrywać...
Dziewczyną bardzo spodobał się pomysł i pojechałyśmy do studia.
*Louis*
Rano nagle dostałem SMS-a "Chodźcie do mojej sypialni!" od Harrego. Spotkałem się pod drzwiami z pozostałymi chłopcami.
H-Śpimy teraz tu. Razem.
Awww, jak słodko! Zupełnie jak za czasów x factor! Obudziliśmy się za jakieś pół godziny.
N-Idziemy coś zjeść?
Wszyscy przystaliśmy na tę propozycję i ruszyliśmy do kuchni, ale najpierw Hazz rozebrał się do naga.
H-No co? Nie ma już Charlotte...
Z-Dobra, ludziska. Robimy naleśniki!
Zrobiła się z tego naprawdę niezła zabawa...
Li-Dosyp trochę mąki.
Lo-Wbij też jakieś jajo.
Z-Mleko! Mleka lejnij!
I Nialler lejnął... Malikowi na głowę. Potem on go rzucił jajkiem i tak się zaczęła "Wielka bitwa na żarcie." W ruch poszło wszystko co mieliśmy pod ręką. Zaczynając od jakiegoś mięcha i kończąc na dżemie.
Li-Ale z nas idioci...
H-http://komixxy.pl/faces/face_1340804219_by_Tabok.png Serio?
Z-Halo? Ekipa sprzątająca? No dzwonie, bo mamy mały bałagan i dobrze by było gdyby zniknął do wieczora. Dobrze, do widzenia. Tak to się załatwia, frajerzy.
N-Sam jesteś frajerem!
Z-A nie, bo ty nim jesteś!
N-Mamoooo! Zayn mnie przezywa!
Lo-Naprawdę z nas idioci... Niall, Zayn jest mamą!
N-No to tato!
Li-Mama ma racje.
N-No ej. To nie fair! Nie moja wina, że matka się z tobą bzyka, a nie ja!
H-Może czas to zmienić, Horan...
Następny był twitcam.
H-Hi.
Lo-We.
N-Are.
Li-One.
Z-Direction.
Razem-Jeeeeeeeeeeeej!
Ajj. Kocham to.
H-X-Factor rządzi, ludzie!
Li-Tak. Kiedy szedłem tam dwa lata temu, nie sądziłem, że odnajdę tam moich zaginionych braci...!
Lo-Jej, to już dwa lata, czaicie?!
Z-Szybki skap Loui. E, pytają, czy robimy jakąś imprezę... Hazz?
H-So Call Me Mayby!
Z-Yyy... Loui?
Lo-Zostanę siostrą zakonną.
Z-Ok, a ty, Nialler, co myślisz?
N-Jeszcze pięć minut, mamo.
Z-No to widzę, że wszyscy jesteśmy podobnego zdania i imprezujemy w MSC, a potem klub, czy coś...
Li-I to się nazywa przyjaźń. Popatrzcie jak Zayni wywnioskował o co nam chodziło. A ja to nawet nic nie powiedziałem!
H-To pewnie dlatego, że nikt się ciebie nie pytał.
Z-Vas happenin?
N-Harry się zaręczył! Harry się zaręczył!
Lo-No!-Jimmy protested. On się nie zaręczył.
N-Zaręczył.
Lo-Nie!
N-Tak!
H-Nie mieszajcie mi w głowie! Myślicie, że tak łatwo zapamiętać te wszystkie sprawy?!
Li-Nie do wiary, że po tym wszystkim, po tych 2 zwariowanych latach, prawie w ogóle się nie zmieniliśmy.
N-Tak... Ja dalej kocham jeść i się śmiać, Li dalej boi się łyżek i robi za tatę, Zayn dalej kocha przeglądać się w lustrze i dodaje jakieś filozoficzne tweety, Harry dalej jest takim dzieciakiem i podrywaczem, ups powiedziałem to na głos. No i Lou, mimo wszystko ciągle jest zabawny i pełen energii... A Larry dalej jest taki kochany.
Lo-Ale za pięćdziesiąt lat, lub więcej Hazz nie będzie mógł podrywać o wiele starszych pań. I'm sorry, Harold!
Dostałem za to z poduszki. Pożegnaliśmy się z fanami i przeprosiliśmy za taki nieogarnięty twitcam. Od razu po tym, pojechaliśmy do MSC. Tam było mnóstwo balonów, a ludzie śpiewali nam sto lat. Reprezentując zespół dziękowałem za to wszystko i nagle...
Lo-Auu!
Harry uszczypnął mnie w tyłek i podskoczyłem, a gdy starałem się dalej skupić znów to samo.
-Och, Larry!-powiedział ktoś w tłumie.
Lo-No, Larry, kuźwa, Larry... Jak ty mnie wkurzasz...
H-Ale i tak mnie kochasz.
Lo-No ba...
*scena przeznaczona tylko dla pełnoletnich*
*Jula*
    Nagrywanie mimo wszystko poszło nam szybko... Ja zagrałam na gitarze, zaśpiewałyśmy i nie wiem co dalej zrobimy z tym fantem. Nasz menadżer zaczął przekonywać żebyśmy sprzedały, ale nie chcemy za bardzo na tym zarabiać...
O-Wiem... Damy tą płytę do MilkShake City! Tam ludzie będą mogli tego posłuchać, bo w końcu, za czasów xf, bywałyśmy tam non stop.
Uznałyśmy to za pomysł doskonały. Ruszyłyśmy więc, dostarczyć płytę. Przed wejście zauważyłyśmy, że jest tam spore zamieszanie.
R-Aaa! To przecież One Direction!
Wbiegłyśmy tam z okrzykiem "Sto lat!" i wtedy dla nas też zaczęli śpiewać.
J-Mimo, że to urodziny Red Heels to my mamy dla was prezent! A więc...
Nie mogłam dokończyć, bo Lou zajął mi usta czymś innym...
Lo-I proszę mi dzisiaj grzecznie!
J-Przecież ja zawsze jestem grzeczną dziewczynką! No chyba, że jestem z tobą.
    Następnie nasza impreza na jachcie... Było ciepło więc byłyśmy w samym bikini. Szampan i lody. Nie wiem czy to dobre połączenie, ale jakoś mnie to nie obchodzi...
R-Pamiętam, jak co tydzień, w sobotę piliśmy...
J-No chłopcy ciągle chcieli 'świętować'... Jakim ja wtedy byłam dzieciakiem...
O-Teraz też jesteś dzieciakiem.
*kilka kieliszków i pudełek lodów później*
O-Myślałyście kiedyś tak o życiu? Tak jakby nie było x factor...
J-Ja to teraz myślę... Ja myślę ile tam jest głębokości...
R-Jakbym nie poszła do xf to bym postanowiła pójść na casting do tego programu... no... O, do x factor!
O-Bardzo dobry pomysł! Zrobiła bym tak też...
Kiedy one rozmawiamy ja przymierzałam się do skoku. I... buuuum...
R-I co? Ciepła woda?
O-Co ty odwalasz?
J-Ja się relaksuje w tej wodzie...
Nasz 'kapitan' zaczął się denerwować i chciał mnie wciągnąć na pokład.
J-Proszę pana. Bo może pan by tak do mnie dołączył, bo wie pan, razem raźniej. A ma pan żonę?
K-Mam. Więc może lepiej zostanę tu...
J-Ale proszę pana ja też mam żonę i nie wydziwiam. Za co ja panu płacę?
K-Za kierowanie jachtem.
Wtedy wskoczyły do mnie dziewczyny.
O-Zimna ta woda! Wracam na pokład, kapitanie!
J-Pieprze was wszystkich, zostaję syreną! Ale panie kapitanie, bo syrenki lubią takich kapitanów w ciuchach marynarskich i w ogóle...
K-A kapitanowie muszą uważać na pijane syrenki, kochanie.
J-Aaa! On do mnie powiedział 'kochanie'! Kapitan się we mnie zakochał, ludzie!
__________________________________________________

Ciekawe co sobie pomyśleliście na scenie przeznaczonej tylko dla pełnoletnich haha! Szczerze to wyobrażałam sobie lepiej ten rozdział... Szczególnie dlatego, że pisałam go tak długo. I sorry od razu za to, ale teraz tak chyba będę dodawać, bo istnieje takie coś, czego nazwy nie wymieniam. I to coś trwa od pon do pt i to jest takie złe, bo mnie odciąga od bloga... ;p Wgl jak tam szkoła? Ja jestem zadowolona z nowej klasy itp. Tzn. oczywiście nie chcę chodzić do szkoły, żeby nie było ;D

sobota, 1 września 2012

76. Jak Tiger Wooooooods!

    Po południu przyjechała Charlie.
J-Ok, trzeba ustalić pewne zasady... Nie biegamy nago, Harry. Nie rzucamy się jedzeniem, Niall i Zayn. No i w ogóle macie być grzeczni...
Wszyscy się za nią stęskniliśmy i każdy chciał się z nią bawić, ale niedługo mieliśmy dość...
A-Ej, zostaw to żelazko!
Lo-Charlotte! Nie włączaj tego gazu! Głowy do piekarnika też nie wolno wkładać!
J-Chodź kochanie, wezmę cię na ręce.
Wzięłam ją plecami do mnie i nagle poczułam ogromny ból głowy...
Li-Jula! Halo! Wszystko w porządku? Halo, słyszysz mnie?
J-Co... Co się stało?
Z-No... Twoja siostra uderzyła cię głową w głowę... I straciłaś na chwilkę przytomność...
J-Takie małe, a takie... złe...
Lo-Dzwonić na to pogotowie?
J-Żyje jakby co. Jadę teraz z Liamem do szpitala, po wyniki. Powodzenie, Charlie!
    Ja jestem zdrowa, a te omdlenia, były z powodu stresu, czy coś... Czekałam pod drzwiami gabinetu na Liama.
J-I co?
Li-A u ciebie?
J-U mnie okej. No mów!
Li-No wygląda na to, że... Mam dwie zdrowe nerki!
Zaczęłam na niego skakać i piszczeć, a ludzie dziwnie się na mnie patrzyli.
J-Hmm. Przepraszam... Dobra, to idziemy to opić! Po drodze do sklepu po wódkę, proszę.
Li-Ale Charlotte...
J-Oj, będzie spać...
Kiedy Harry zobaczył z czym wróciliśmy ucieszył się... Reszta się ucieszyła kiedy usłyszała o nerce Li... Nawet dziecko na chwilę było grzeczne. Na chwilę... Wszyscy gadali z nami, kiedy moja siostrzyczka wrzuciła mój telefon do kubka z herbatą...
J-Kur...czę. I to jeszcze ta twoja ziołowa herbatka Horan!
N-Na trawienie ona jest...
J-Kurw...czę gówno mnie to obchodzi. Weźcie to dziecko z moich oczu, proszę...
Poszłam ratować mój telefon, ale dupa.
J-Dobra, nie włącza się, muszę się napić...
A-Najpierw usypiamy Charlie!
J-Najpierw to ją trzeba umyć.
Lo-Pomóc wam?
J-Pedofil!
Lo-Ha, ha, ha...
A-To miało znaczyć, że damy radę same.
Wykąpałyśmy ją, ale usypiać nie miałam jej zamiaru.
J-Lou, do nogi! Proszę ululać szwagierkę, ja idę zaczynać pić.
I tak zaczęłam imprezę...
*Następny dzień, 10, Louis*
C-Aaaaaaaaaaa!
J-Loui, kocham cię!
Lo-Nie wstaje.
J-Lou, kochanie, no zrób to dla mnie... Proszę...
Wstałem. Czemu nigdy nie potrafię jej odmówić?! Poszliśmy z Charlotte na dół, do kuchni. Napiłem się soku i nagle usłyszałem jak Harry mnie woła. Potem usłyszałem jeszcze jakieś krzyki. Oddałem małą Hazzie i zająłem się Julką, która rzucała się po łóżku, płakała i krzyczała. Zacząłem ją przytulać i uspokajać. Po chwili się obudziła i wtuliła we mnie mocniej.
Lo-Co się stało? Co ci się śniło?
Chyba miała jeden z "tych" snów. Mam na myśli sny o Kevinie... Zwykle po takim śnie płacze cały dzień. Trzeba coś wymyślić...
Lo-Chodź, pojedziemy na cmentarz, co?
Pokiwała twierdząco i tak zrobiliśmy. Humor trochę jej się polepszył. Nagle zadzwonił Harold i wziąłem na głośnik.
H-Wbijajcie na pole golfowe.
J-Nie umiem grać w golfa...
H-No co ty. Naprawdę?
J-Nie ironizuj, proszę cię, nie ironizuj!
Nie mogłem wytrzymać i parsknąłem śmiechem słysząc w jaki sposób to powiedziała.
*Jula*
Niedługo po telefonie byliśmy na miejscu. Charlie nawet była grzeczna. Chłopcy chcieli mi pokazać jak grać, ale ja wiem lepiej...
J-Uderzam, uderzam, uderzam! Jak Tiger Woooooods! Hm... Chyba daleko poleciała, bo jakoś jej nie widać.
Li-Spójrz w dół.
Piłeczka pozostała na swoim miejscu...
J-Chyba nie umiem grać.
Ch-Nie.
Z-Nawet Charlie ci to mówi... Może ci pokażę?
Zayn objął mnie i pokazał co mam robić.
J-Róbcie zdjęcie, róbcie zdjęcie! Pochwale się na twitterze, że Malik mnie przytulał!
Z-Wariatka...
Niedługo po tym załapałam i nawet nieźle mi szło...
N-Idziemy coś zjeść?
Ch-Nie.
J-U tej, to wszystko jest na "nie". Dawajcie do Nandos, zgłodniałam od tego golfa.
Tak też zrobiliśmy. A po jedzeniu, sprzedałam siostrę tacie chrzestnemu (Zayn) i poszłam z Lou na zakupy.
J-Za co ja tak kocham zakupy?
Lo-A, bo ja wiem... Zakupy są fajne, bo się kupuje...
J-Zakupy są fajne, jak się je robi z najprzystojniejszym facetem na ziemi!
Przyciągnęłam go do siebie za szelki i pocałowałam.
Lo-Tylko na ziemi? A kosmos i te sprawy?
J-Nie widziałam żadnego kosmity, więc nie mogę ocenić... Ale niech ci będzie, jesteś najprzystojniejszy w całym kosmosie... Też tak sądzisz?
Zapytałam fanki która akurat koło nas stanęła.
-Jasne.-odpowiedziała jakby to było oczywiste, a Loui postawił jej za to loda, na które właśnie mieliśmy iść.
    Wieczór. Hmm... Piknik? Na to wychodzi, bo Charlotte śpi, chłopcy kazali nam czekać w domu, a sami poszli rozkładać koce przed domem. I debile myślą, że nie widzimy, haha. W końcu nas zawołali.
Li-A więc... Dzisiaj jest wyjątkowe wydarzenie. Patrzcie na niebo.
Z zaciekawieniem wykonałyśmy polecenia Liasia. Pierwszy raz widzę tyle spadających gwiazd naraz! To jest... piękne! Wtedy zauważyłam, że na końcach koca Hazzy i Cher są świeczki. On klęknął... Tak! Tak! Tak!
H-Chciałem... Hm... Doskonale wiesz, że cię kocham... Uhm... Więc mam pytanie... Yyy... Bo...
Loui podał mi szpilkę, którą wbiłam w tyłek Stylesa. Inaczej nigdy by tego nie wykrztusił!
H-Wyjdziesz za mnie?
Tak się wystraszył, że wręcz krzyknął to zdanie. Cher pocałowała go namiętnie.
H-A to znaczy...
C-To znaczy tak!
O-Nie płacz, kochana, rozmażesz się...
A-Tiaa, Li kręci, więc nie radze...
Wszyscy wróciliśmy już na swoje koce i wpatrywaliśmy się w niebo.
J-I co? Jakie masz życzenie?
Lo-Z takich realnych, to chciałbym być z tobą do końca życia...
Szepnęłam tylko "Awwww" i go pocałowałam.
___________________________________________

Długaśny ;p Jakie byłoby połączenie imion Cher i Harry?  *to połączenie* Awww, nareszcie! Weźcie mnie nie proście żebym nie kończyła i nie piszcie, że to i tak moja decyzja i i tak nic nie zdziałacie. No 80 rozdziałów to mało? Zazwyczaj blogi mają jakieś... 50? Chyba, że ktoś go kończy wcześniej, bo nie może go pisać czy coś... Wszystko się kiedyś kończy. Ja też sama z jednej strony nie chcę go kończyć, no, ale ile można? Co tu jeszcze napisać? Wszyscy się zaręczyli i wgl, to teraz mam opisywać śluby? Mam jeszcze drugiego o 1D, chociaż wiem, że to nie to samo... Oh, co robić?